Od naszego spotkania z profesorem Władysławem Bartoszewskim minęło dwa i pół roku. Ale wciąż mamy je w pamięci. Na wywiad nie kazał się długo namawiać, choć w jego kalendarzu trudno było znaleźć jakiś wolny dzień. Wyjazdy zagraniczne, spotkania w kraju, prelekcje, konferencje, odczyty. Skąd miał na to siły?

Spotkaliśmy się w jego gabinecie w Urzędzie Rady Ministrów w Warszawie. Przyszliśmy chwilę wcześniej. Profesor szybkim krokiem punktualnie wkroczył do gabinetu. Nie było widać po nim zmęczenia, choć dzień wcześniej wrócił z podróży. Po naszym spotkaniu miał zaplanowanych jeszcze kilka innych. Ale nie poganiał nas, nie patrzył na zegarek, nie ucinał pytań. Miał dla nas czas.

Opowiadał z pasją, mnożąc wątki, dygresje, wspomnienia. Zaskakiwał pamięcią, dbałością o szczegóły, daty, fakty. Dzielił się swoimi pomysłami i planami na najbliższe lata. Pokazywał szkice kolejnych książek, które chciał napisać. Wydawało się wtedy, że będzie zawsze, że wszystko zdąży zrobić, że jeszcze napisze, opowie, przyjedzie, spotka się.

Umawiając się z nim, powiedzieliśmy, że chcemy rozmawiać o życiu – dobrym, pracowitym, uczciwym, przyzwoitym. Nie zawiedliśmy się. Dziś, kilka tygodni po śmierci Władysława Bartoszewskiego, przypominamy Państwu tę rozmowę i żegnamy się z Profesorem.