Od Rydzyka do Owsiaka

Od Rydzyka do Owsiaka

Ostatnio podróżowałem samochodem z Warszawy do Jastrzębiej Góry i z powrotem. Podczas jazdy samochodowe radio najlepiej odbiera dwie stacje: RMF FM i Radio Maryja. Postanowiliśmy – a było nas czterech – posłuchać „katolickiego głosu w twoim domu”. Chodziło o rzecz ważną, bo o Pana Boga i polskie rolnictwo. O tym właśnie mówiła pewna ważna osoba. Wypowiedź stanowiła pomieszanie pobożnego banału z ideologicznym zacietrzewieniem. Byliśmy zażenowani. Szybko się jednak okazało, że wśród słuchaczy znajdujemy się w marnej mniejszości. Oto w licznych telefonach z całej Polski ludzie dawali wyraz temu, w jak wielkim stopniu pogadanka ważnej osoby stanowi odpowiedź na ich obawy i pragnienia. Podziękowaniom, zachwytom i słowom poparcia nie było końca. W obliczu tak dramatycznego rozminięcia się naszych odczuć z owym pastoralno–medialnym sukcesem smętnie patrzyliśmy na drogę wijącą się przed nami.

Zastanawiam się nad fenomenem tej radiostacji. Wśród znajomych, a nawet bliskich mi osób, spotykam takie, które uważają Radio Maryja za jedyny głos prawdy w polskich mediach, a jednocześnie takie, które są przekonane, że wobec sączących się z anteny faszyzujących półprawd trzeba czym prędzej ową rozgłośnię rozpędzić na cztery wiatry. Nie zawsze prawda leży pośrodku, ale w tym przypadku szukałbym jej właśnie tam, pomiędzy powyższymi skrajnościami. Toruńskiej rozgłośni zacząłem słuchać po słynnym, nadanym przez tzw. publiczną telewizję filmie, w którym wizualnie mało sympatyczny współbrat o. Rydzyka próbował zohydzić go milionom widzów. Osiągnął skutek zgoła odwrotny. Gdyby ktoś chciał zrobić Radiu Maryja reklamę, to chyba nic lepszego niż ta słabo zrobiona agitka filmowa, by nie wymyślił. Sam jestem tego najlepszym przykładem. Włączam zatem Radio o różnych porach. Słucham niekiedy słynnych „Rozmów niedokończonych”. I co? Po pierwsze, niewątpliwy sukces medialny. Po drugie, nadzwyczajny kontakt ze słuchaczami z całego świata. Po trzecie, wyraźne odróżnianie się od innych mediów. Treść programów jest zróżnicowana: od kojących modlitw i śpiewów, po budzące lęk i wściekłość wywody polityczne. Pewna pielęgniarka opowiadała mi, że jej 80–letni tata zaczyna i kończy dzień z Radiem Maryja. Tyle że rano zanurza się w spokojny rytm modlitw, a wieczorem słucha zaproszonych gości i z podwyższonym ciśnieniem chce bić wszelakich zdrajców ojczyzny. Jaki z tego wniosek? Być może taki, że politykowanie (sojusz ołtarza z tronem lub tzw. prawicą) nigdy Kościołowi nie wychodzi na dobre. Zaraz znajdzie się jednak ktoś, kto zauważy – skądinąd słusznie – że przecież sam Jan Paweł II wzywa katolików świeckich do społeczno–politycznego zaangażowania. Trzeba więc łączyć modlitwę z życiowymi (w tym ekonomiczno–politycznymi) problemami, co właśnie stara się robić rozgłośnia redemptorystów. Racja, ale – moim zdaniem – w tym przypadku jest to połączenie wyjątkowo nieudane. Tym bardziej mnie cieszą liczne, religijne programy, których można posłuchać na antenie Radia Maryja. Mam nadzieję, że radio o. Rydzyka nie wyjdzie z ognia licznych krytyk ani z tarczą, ani na tarczy, ale będzie ewoluowało (z o. Dyrektorem lub bez niego) w kierunku, który uchroni tę rozgłośnię od wiary we własną nieomylność, a zarazem nie odrze jej z oryginalnej kontrowersyjności. Można się spodziewać, że w miarę udane wejście do Unii Europejskiej przyspieszy tę ewolucję.

Oryginalny i kontrowersyjny (choć coraz mniej) jest też Jerzy Owsiak. Kolejny, XI już Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy za nami. Podczas dziesięciu dotychczasowych finałów zebrano około 160 mln zł. Wszystko z myślą o chorych dzieciach. Trzeba się cieszyć, że znalazł się człowiek, który wpadł na pomysł, aby połączyć coś tak poważnego, jak np. ratowanie życia dzieci z wadami wrodzonymi, z całodniową zabawą, śpiewem i tańcem. Nie brak jednak takich, których Wielka Orkiestra irytuje. Mnie też kiedyś zirytowała. Poczułem się przez nią osaczony, wręcz zaatakowany przez medialny nacisk i powszechny, obowiązujący zachwyt. Akcji charytatywnych w ciągu roku jest wiele. Czasem damy jakiś grosz lub paczkę, czasem nie. W dawaniu czujemy się wolni. Tymczasem publiczne ogłoszenie, że nie bierze się udziału w akcji Owsiaka, byłoby narażeniem się na absolutne potępienie. Postanowiłem więc zamanifestować swoją wolność od medialno–propagandowego krzyku. W dzień finału Orkiestry, będąc w podróży, konsekwentnie odmawiałem podchodzącym do mnie wolontariuszom i… coraz bardziej odróżniałem się brakiem serduszka w klapie. Do końca dnia zmagałem się z poczuciem winy. No cóż! Wolność kosztuje. Następnego dnia wrzuciłem datek do puszki na ubogich.

Jerzy Owsiak niewątpliwie odznacza się „wyobraźnią miłosierdzia”, o której pięknie pisał Jan Paweł II. Wyobraźni takiej bardzo potrzeba, gdyż ubogich wśród nas coraz więcej. Widać to wyraźnie, kiedy chodzi się po kolędzie. Ludzie boją się bezrobocia i tego, że nie zwiążą końca z końcem. W tej sytuacji trzeba wyraźnie podkreślać, że kolęda jest wizytą duszpasterską, a nie zbieraniem pieniędzy. Chodzi o to, aby ci, którym czasem rzeczywiście trudno jest dać 10 zł, nie czuli się z tego powodu źle. Co więcej, w niektórych domach ksiądz nie tylko nie powinien oczekiwać na kopertę, ale bez wahania powinien kopertę zostawić.

Ŕ propos kolędy, przychodzi mi do głowy pewien pomysł. Ktoś mógłby nakręcić film Kolęda – 5 epizodów. Najpierw należałoby porozmawiać z różnymi księżmi. Potem – na podstawie ich opowieści – napisać scenariusz. Prawdopodobnie wyszłaby z tego tragikomedia. Sukces gwarantowany! Mnie też przydarzył się epizodzik kolędowy. Jest niedziela wieczór. Ostatnie piętro bloku. Na klatce schodowej w półmroku dynda żarówka. Dzwonię do mieszkania. Cisza, ale jakby ktoś stał za drzwiami. Dzwonię ponownie. Po chwili drzwi się otwierają. Widzę niskiego, korpulentnego mężczyznę w białym podkoszulku i w berecie. On patrzy na mnie, a ja – a jakże – w pełnym księżowskim rynsztunku. Pada pytanie: „Podwyżka czynszu?”. Odpowiadam: „Nie. Ksiądz po kolędzie”. Na to słyszę: „Eeeee, myślałem, że podwyżka czynszu”. Drzwi się zamykają. Zapewniam, że kolegom po fachu przydarzyły się znacznie bardziej wielowątkowe i barwne sytuacje. Tylko, kto to nakręci?

Od Rydzyka do Owsiaka
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....