Oddajemy wam głos

Oddajemy wam głos

Gdy zamieszczaliśmy w numerze grudniowym naszego miesięcznika teksty dotyczące Taizé, nie przypuszczaliśmy, że wywołają one burzę, której echa dochodziły do nas w e-mailach, przez stronę internetową dominikanie.pl oraz w rozmowach i spotkaniach z naszymi czytelnikami. Najgłośniej brzmiały wypowiedzi osób oburzonych, które z lekkością anonimowych uczestników forów internetowych odsądzały nas od czci i wiary, oskarżając o złą wolę, tabloidyzację naszego miesięcznika, metody rodem z PRL-u albo o to, że nasza publikacja spowodowała, iż w Poznaniu pojawiły się kłopoty ze zorganizowaniem noclegów dla młodzieży przybywającej do tego miasta na Europejskie Spotkanie Młodych.

Stwierdziliśmy zatem, że warto temat kontynuować. Pierwszym krokiem w tym kierunku była rozmowa prowadzona przez naszą redakcyjną koleżankę Katarzynę Kolską na falach poznańskiego radia „Emaus”, którą odbyli ks. superintendent Jan Ostryk, ks. Marek Jański oraz Tomasz Terlikowski. Do udziału w audycji zapraszaliśmy również brata Marka z Taizé, ale zaproszenia nie przyjął. Odmówił również rozmowy na łamach styczniowego „W drodze”, twierdząc, że nie chce wypowiadać się w duchu polemicznym.

Oddajemy zatem do rąk Czytelników kilka wypowiedzi, które uznaliśmy za reprezentatywne dla docierających do nas odgłosów. Poprosiliśmy również Tomasza P. Terlikowskiego, na którego głowę posypało się najwięcej gromów, by osobiście odpowiedział na kierowane pod jego adresem zarzuty.

Więcej wypowiedzi na ten temat Czytelnicy znaleźć mogą na stronie www.dominikanie.pl.
Redakcja

Oddajemy wam głos

Nie jest prawdą…

Fascynacja z redagowania pisma, o której pisze w edytorialu nr 12/2009 o. Paweł Kozacki przesłoniła Wam cnotę gościnności i wrażliwości. Widniejący już na okładce tytuł „Ostrożnie z Taizé” stawia pod znakiem zapytania kilkumiesięczne przygotowania do Europejskiego Spotkania Młodych – zarówno w poznańskich i wokółpoznańskich parafiach, jak i kilkudziesięciu miastach całej Polski. Ciekawe, jak będą się czuli przyjeżdżający i udzielający gościny, widząc, że ich spotkaniu towarzyszą takie ostrzeżenia.

Bracia nigdy nie przedstawiali swojej inicjatywy jako „niedoścignionego na co dzień wzoru”, jest też oczywiste, że ich dzieła są i mogą być krytykowane. Pytanie jednak, co można osiągnąć publikacją krytyki właśnie w takim momencie – miesiąc przed rozpoczęciem spotkania.

Jeśli spotkanie niesie za sobą tyle zagrożeń, o których pisze Tomasz Terlikowski, powstaje pytanie, dlaczego abp Stanisław Gądecki od kilku lat ponawiał zaproszenie dla Braci do Poznania. Dlaczego wcześniej zapraszali Taizé do swoich diecezji tacy znani hierarchowie jak Jean-Marie Lustiger, Walter Kasper, Christian Schönborn czy Carlo Maria Martini. Ten ostatni napisał skądinąd po spotkaniu w Mediolanie wzruszający list o sensie Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię.

Nie jest prawdą, że udział w spotkaniu wiąże się z „koniecznością zapomnienia o wielu istotnych elementach doktryny poszczególnych Kościołów”. Z równym sensem można taki zarzut postawić uczestnikom modlitw Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Nie jest uczciwe przeciwstawianie życia Br. Rogera „duszpasterskim działaniom jego spadkobierców” (str. 47). Pomysł spotkania i jego kształt nie zmienia się zasadniczo od 1978 roku. Jedynie po 1989 roku spotkania te stały się bardziej masowe i sięgnęły apogeum, jeżeli chodzi o liczbę uczestników w drugiej połowie lat 90.
Nie jest prawdą, że Bracia sugerują, iż prawdziwie istotne pozostaje tylko to, co wspólne wszystkim chrześcijanom głównego nurtu (str. 48). Wskazują jedynie, że takie wspólne oblicze chrześcijaństwa istnieje, a zatem, że możliwa jest płaszczyzna spotkania różnych wyznań. Nigdy natomiast nie dezawuują publicznie tradycji poszczególnych Kościołów, w myśl zasady nieosądzania zbyt szybko i zbyt łatwo. Nie oznacza to jednak, że wszystkie elementy tych tradycji w równym stopniu są im bliskie. Wolą jednak, żeby przybywający do Taizé samodzielnie odkryli, co w chrześcijaństwie jest naprawdę ważne. Nie aspirują bowiem do roli „duchowych mistrzów”, ale raczej świadków w drodze do Chrystusa.

Jest nieprawdą, że modlitwa w Taizé pomija rolę Maryi (str. 50). Śpiewa się bowiem w jej trakcie zarówno Magnificat (po łacinie), jak i modlitwę Zdrowaś Mario (po rosyjsku). Tłumaczenie wraz z odnośnikiem biblijnym znajduje się w śpiewnikach używanych przez Braci. W kościele w Taizé w centralnym miejscu znajduje się ikona Matki Bożej. Katolicka Msza Święta odbywa się w Taizé w dużym Kościele (w krypcie kościoła odbywa się codziennie) także w święto Wniebowzięcia NMP.

Nie jest wreszcie prawdą, że dla Taizé ikona to tylko obrazek (str. 52). Bracia bardzo dużo czasu poświęcają w Taizé wyjaśnianiu, czym jest ikona, latem prowadzą o niej warsztaty, a niekiedy poświęcają im całe wprowadzenia biblijne. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że wielu chrześcijan tylko dzięki Taizé mogło odkryć znaczenie ikony, zważywszy że Kościół Prawosławny w Europie jest kościołem mało znanym. (…)

Szczęść Boże
Paweł Kwiatkowski

Tego się nie dowiemy

Artykuł pana Terlikowskiego opublikowany w grudniowym miesięczniku „W drodze” zaskakuje nieznajomością problematyki dotyczącej Wspólnoty z Taizé przez autora. W tekście mnożą się pojęcia teologiczne i naukowe, ale o samym Taizé niewiele się dowiadujemy. Dużo jest informacji o istniejących od wieków podziałach między chrześcijanami, o których powszechnie przecież wiadomo.

Zastosowane przez pana Terlikowskiego „wrzutki” poddające w wątpliwość obecną posługę Wspólnoty muszą dziwić i bardzo zastanawiać. Przecież jeszcze 4 lata temu, tuż po śmierci Brata Roger w sierpniu 2005 roku, pan Tomasz na łamach tygodnika „Ozon” był gorącym orędownikiem wyniesienia założyciela Taizé na ołtarze. Co od tamtej pory zmieniło się w życiu braci z Taizé? A może jakieś zmiany nastąpiły u pana Terlikowskiego? Tego z jego artykułu się nie dowiemy. Nie dowiemy się także tego, co konkretnie niepokoi pana Tomasza w działalności Wspólnoty z Taizé w latach 2005–2009. Pan Terlikowski stawia tezę, że bracia z Taizé nie są już wierni dziedzictwu swego założyciela. Ale w czym konkretnie nie są wierni, próżno szukać w jego pokaźnym artykule. To dopiero sztuka – postawić tezę, że coś niedobrego dzieje się z tym Taizé i nie podeprzeć jej żadnym konkretnym argumentem. (…)

W artykule pana Tomasza pojawia się też zarzut dotyczący pomijania w Taizé maryjności. To oskarżenie to kolejny dowód na nieznajomość przez pana Tomasza Wspólnoty z Taizé. Czy widział Pan kiedyś krzyż, przed którym modli się Wspólnota z Taizé? Jeśli tak, to czy dostrzegł Pan po prawej stronie konającego Chrystusa niewiastę w aureoli? Jak Pan myśli kto Nią jest? Czy widział Pan kopię ikony Matki Bożej Włodzimierskiej, znajdującej się tuż obok tabernakulum w kościele w Taizé? Czy kiedykolwiek słyszał Pan śpiewy z Taizé „Magnificat” lub „Bogoroditse dievo”? Jeśli tak, to dlaczego Pan, Panie Tomaszu, nie pisze prawdy o Wspólnocie z Taizé?
Warto jeszcze przypomnieć, że bracia z Taizé nie tworzą nowej doktryny, teologii, czy ducha. To spotkanie z Bogiem i człowiekiem jest centrum życia w Taizé. Tam o ekumenizmie się nie rozmawia, nie stosuje przeintelektualizowanych dysput na tematy ekumeniczne. W Taizé ekumenizmem żyje się na co dzień.

I jeszcze jedno. Nie bagatelizowałbym – jak pan Terlikowski – roli tych „emocjonalnych spotkań” organizowanych przez Taizé. Pan Tomasz chce, aby bardzo młodych ludzi zachęcać do wiary na płaszczyźnie intelektualnej. Nie emocjonalne spotkania, ale najpierw doktryna. Jeśli Pańskim zdaniem idea jest tu najważniejsza, to zachęcam do lektury encykliki Deus caritas est. – „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, ale natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” – pisze Benedykt XVI.

Gdyby rozmowy między chrześcijanami różnych wyznań prowadzone były na poziomie nierzetelnych tekstów, choćby takich jak ten zamieszczony w grudniowym wydaniu „W drodze”, o ewangelicznym wezwaniu „aby stanowili jedno” moglibyśmy zapomnieć. Na szczęście w Taizé może wypowiedzieć się każdy, z szacunkiem dla drugiego i z możliwością repliki. (…)
Michał Zatyka

Niektórzy chyba trochę przesadzają…

Jeden artykuł, który im nie leży, i od razu będą zamieniać zawistny dominikański kościół na inny. Oby się tylko nie okazało, że wkrótce nie będzie gdzie pójść na niedzielną Mszę 😉 Na poważnie… jak już napisałam, przykro mi się czyta takie rzeczy, bo mam inne zdanie o braciach z Taizé, ale Pan Terlikowski (i każdy inny) ma prawo do swojego punktu widzenia. Co więcej, uważam, że dobrze że się nim z nami dzieli. „Cukierkowe” środowisko, gdzie wszyscy ze wszystkiego są zadowoleni, wszystko im pasuje i się podoba, może być o wiele niebezpieczniejsze niż bardzo krytyczny artykuł, z którym się nie zgadzamy. To czasem może być impuls do zastanowienia się nad tym dlaczego nam się coś podoba i dostrzeżenia zalet, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi. Nowy numer „W drodze” leży u mnie od kilku dni, ale nie miałam czasu go nawet dobrze przeglądnąć (o czytaniu już w ogóle nie mówiąc). Nie wiem jaki punkt widzenia prezentują inne artykuły o Taizé, ale to co bym zmieniła, to podtytuł numeru. A nawet nie tyle zmieniała, co dodała mały drobiazg: znak zapytania na końcu. Można mieć wyrobione zdanie o czymś, ale ponowne (spokojne) przemyślenie tego zdania nigdy nie zaszkodzi.
Monika 2

Dopiero z artykułu dowiedziałam się…

Właśnie przeczytałam wszystkie artykuły o Taizé i w sumie dają chyba one bardzo wielostronny obraz Taizé: tego, co jest OK i tego, co może być problematyczne. Gdyby wszystkie cztery teksty były o wspaniałej młodzieży co to w międzynarodowej wspólnocie odkrywa miłość do Chrystusa i swoje powołanie, to można by się od tego lukru udławić. Nikt też nie zachęca, by w czasie spotkania w Poznaniu zamknąć się w domu i nie wpuszczać oszołomów. Oczywiście pan Terlikowski parę razy ewidentnie przesadza, ale ja dopiero z jego artykułu dowiedziałam się, że jest to wspólnota nie tylko katolicka. Do tej pory żyłam w przeświadczeniu, że skoro stworzył to jakiś brat Roger i wyjazdy organizuje Kościół, to dzieło jest równie katolickie jak spotkanie młodzieży z papieżem. Podejrzewam, że 90 proc. ludzi niezwiązanych zbytnio z kościołem też tego nie wie. Być może część tych związanych też nie bardzo kojarzy.
Mati