fot. fot. akira-hojo/unsplash

Praca zdalna, wypiekanie chleba i rozwiązywanie równań trzeciego stopnia – oto kilka umiejętności, jakie nabyliśmy w czasie pandemii. A czy nauczyliśmy się czegoś odnośnie do naszej wiary?

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, opuszczając oddział intensywnej terapii, wyznał z rozbrajającą szczerością, że w wieku pięćdziesięciu sześciu lat dzięki leczeniu na COVID-19 po raz pierwszy na poważnie zdał sobie sprawę z własnej śmiertelności. Nie jest to szczególnie zaskakujące wyznanie – można nawet powiedzieć, że jest ono typowe dla człowieka Zachodu, który, żyjąc w dość spokojnych czasach, zachowuje się tak, jakby był kuloodporny. Jest jak nastolatek, który nie bierze pod uwagę tego, że właśnie jego może spotkać nieszczęście, gdy z urwistego brzegu jeziora wykona ryzykowny skok na główkę. Przekonany o własnej sile, sprawczości i wystarczalności podejmuje kolejne wyzwania. Skupiony na tym, co jest mu znane, konkretne i przyjemne, dzień za dniem odsuwa się od tego, co tajemnicze, metafizyczne i trudne. Odniesienie do wieczności skłaniające ludzi przez całe wieki do tego, by szukać oparcia w Bogu, odwoływać się do Jego opieki, przestało go interesować. Ludzie co prawda umierają – czy to z przyczyn naturalnych, czy też na skutek nieszczęśliwych wypadków, ale, nie oszukujmy się, śmierć nie spędza mu snu z powiek.

Jesteśmy ludźmi Zachodu, a to, że czytamy pisma poświęcone życiu chrześcijańskiemu, modlimy się czy chodzimy w niedzielę do kościoła, nie uodparnia nas na zmiany mentalności, które dokonują się w sytym społeczeństwie. Skupienie na sprawach tymczasowych i nadanie im znaczenia dużo większego, niż na to zasługują, dotyczy tak samo wierzących, jak i niewierzących. System wartości jest podobny do organizmu. Gdy brakuje przeciwciał, spada odporność, ponieważ system immunologiczny w sterylnych warunkach traci zdolności obronne. Analogicznie – gdy życie toczy się bez większych wyzwań, osobista ochrona wartości, zdolność do oddawania im odpowiedniego miejsca, ulega atrofii. W wypadku pojedynczych osób proces ten przerywają przeżywane nagle tragedie, a w skali społecznej – nieszczęścia globalne. Światowy kryzys obnaża iluzoryczność struktur, które budujemy, rozwiewa pozorny brak ograniczeń nieustannego postępu, a to, co było zasadniczą treścią życia, ukazuje jako kruche. Niewielki wirus był w stanie zatrząść w posadach światem, który ogranicza się do tego, co materialne i tymczasowe.

Zostało Ci jeszcze 84% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się