Odnawiany ogród

Jezus złożył na naszych barkach odpowiedzialność za zbawienie braci. Nie możemy bezczynnie przyglądać się temu, co w naszych bliźnich jest suche, bezpłodne i jałowe. Nie mogą być nam obojętne wielkie obszary wyschniętej ziemi i nieobsiane pola. Żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Wielu jest wierzących, niewielu oddających się pracy.

Czas Stworzyciela

Pierwsze rozdziały Biblii wprowadzają nas do ogrodu, po którym przechadza się Bóg (Rdz 3,7). Ogród w opisie z Księgi Rodzaju jest darem miłości dla człowieka — jego światem, w którym wyraża swemu Stwórcy oddanie, posłuszeństwo i miłość, troszcząc się o otrzymane piękno. To, co zewnętrzne — otoczenie pierwszych ludzi — jest szansą na ujawnienie i rozwinięcie ich wnętrza — służby dla Najwyższego, Ojca wszystkich rzeczy. Adam i Ewa wypełniający Wolę Ojca, kochający Go w tym, co stworzył, poznający i pielęgnujący darowany im świat — oto Eden, Rajski Ogród. Pan jest tu u siebie, najbardziej wewnątrz — jak serce Raju, który stworzył. Miłość Boga, przyjęta i odwzajemniona, nadaje temu miejscu światło i harmonię. Tu prawdziwie trwa Jego Królestwo: ludzkie serce jest Mu niepodzielnie poddane w miłości, a pierwsi ludzie tworzą między sobą jedno ciało.

Upadek człowieka stanowi początek ponurej historii ogrodu ludzkiego świata, który pustoszeje, porasta chwastami, wydaje cierpkie owoce. Stopniowo zamienia się w pustynię. Starzeje się i podupada.

Zaiste, zlituje się Pan nad Syjonem, zlituje się nad wszelką jego ruiną. Na Eden zamieni jego pustynię, a jego stepy na ogród Pana. Zapanują w nim radość i wesele, pienia dziękczynne przy dźwięku muzyki. Ludy, słuchajcie Mnie z uwagą, narody, nastawcie ku Mnie uszu! Bo ode Mnie wyjdzie pouczenie, i Prawo moje wydam jako światłość dla ludów (Iz 51,3).

Niejednokrotnie w Piśmie Świętym przewija się obietnica odnowienia zrujnowanego ogrodu. Izrael żyje podarowaną nadzieją tym mocniej, im większy upadek dosięga Winnicę Pańską. Tęskni za odnowieniem, za przywróceniem Bożego panowania pośród siebie. Pragnie, aby Jahwe otoczył swój Lud chwałą. Nadzieja Mesjańska — oczekiwanie na Pomazańca Pańskiego — to wyglądanie Odnowiciela rumowisk. Tego, który jak Jeremiasz będzie wyrywał i niszczył, po to, by na nowo budować i sadzić.

Czas Syna — Bożego Ogrodnika

Boża obietnica spełnia się w zaskakujący i poruszający sposób. Dzieło Ojca podejmuje Ten, o którym głos z nieba daje świadectwo: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. Bóg tak umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego. Przedwieczny w Chrystusie powtórnie przechadza się po swoim ogrodzie. Jezus przeszedł, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich. Chrystus — obiecany Mesjasz, porządkuje ludzkie serca. Przechadza się po świecie, wypełniając otrzymaną od Ojca misję: oczyszcza i przycina latorośle. Przez swoją cierpliwość czyni to, o czym naucza w przypowieści: Jeszcze na jeden rok je (drzewo) zostawię. Obłożę gnojem, może wyda owoc. Słowem mądrości porządkuje wszelki chaos. Upomnieniem i sądem wyrywa chwasty. Umacnia to, co nadłamane i wątłe. Uzdrawia z chorób i plag.

Ja zaś jestem jak odnoga rzeki i jak wodociąg, co sprowadza wodę do ogrodu. Powiedziałem: Nawodnię mój ogród i nasycę moją rolę. Oto moja odnoga stała się rzeką, a rzeka moja — morzem (Syr 24,30).

Porządkowanie ogrodu nie dokonuje się jednak bezboleśnie. Pan, śmiertelnie zmęczony pracą, przeżywa udrękę w ogrodzie Getsemani. Zraniony wyrywanymi cierniami oddaje życie u szczytu swego trudu, na krzyżu, który jest Jego narzędziem uprawy ziemi zaniedbanej i zachwaszczonej. Powraca po trzech dniach, aby jako Ogrodnik rozesłać swoich uczniów do pracy.

Czas Ducha Ożywiciela

Uwielbiony Chrystus po swoim Wniebowstąpieniu posyła Ducha Ożywiciela do swojego ludu. Odtąd Kościół, nieustannie odnawiany przez Zbawiciela, jest Jego Obecnością w świecie: Panem przechadzającym się po ziemi, która odzyskuje utracony ład i harmonię.

Nowość, która staje się udziałem Kościoła, a przezeń całego świata, jest owocem dwubiegunowej duchowości: trwania w Obecności Pana i zanurzenia się w raniący wciąż jeszcze nieporządek tej ziemi. Po raz trzeci i ostatni w historii doczesnego eonu Bóg pragnie przechadzać się po swoim ogrodzie, porządkować go i odnawiać, aby dojrzewała w nim Jego chwała. Ogród już wydaje nieśmiałą woń Wiecznej Wiosny. Nabrzmiewają pąki na drzewach. Zbliża się Jego Królestwo, które niewiędnące trwać będzie na wieki. Żyjemy w przededniu ostatecznego spełnienia: czas jest krótki, a wiele do zrobienia.

Dzień Sądu sprawi, że w ogniu Bożej miłości spłonie wszystko, co nie jest życiem. Wtedy nastąpi oddzielenie ziarna od plew, pszenicy od chwastów. Wszelki cierń zostanie wypalony, wykorzenione każde drzewo nieprzynoszące owocu. Nie będzie to odwet Boga za niewierność, ale naturalna kolej rzeczy: śmierć nie ma nic wspólnego z życiem, ciemność ze światłością, życiodajna miłość z bezpłodnym egoizmem. Praca, do której Ogrodnik posyła wierzących, nie polega więc na próbie lojalności wobec Jego nakazów lub na okazji do zdobycia zasług przez dobre uczynki. Celem naszego trudzenia się w Chrystusie jest przygotowanie ziemi na Jego Ostateczny Powrót. Tak, aby przychodząc, mógł zastać wyczekujące, nabrzmiałe pąki, które w Świetle Jego Chwały rozkwitną i wydadzą owoc.

Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy, bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka — ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione (2 P 3,9– –10).

Pójdźcie i wy do mojej winnicy

Najpierw ja sam, jako powołany przez Niego do Wspólnoty Wiary, jestem zaproszony do otwarcia furtki dla Ogrodnika. Nie muszę się obawiać, że zobaczę cały wewnętrzny bałagan. Pan nie przychodzi, aby potępiać, lecz zbawiać. Czeka mnie niejedna rozmowa przy studni Jakuba — jak Samarytanka będę sprowadzony z wyżyn refleksji o wierze na ziemię moich słabości, problemów i zniekształceń. To, co we mnie chore i zwyrodniałe, musi zostać ujawnione, odwinięte ze starych bandaży samoouszustwa, aby mogło być pielęgnowane przez Jezusa. W słońcu Jego miłości — słuchanego Słowa, obecności, w której przebywa na modlitwie, stopniowo może wzrastać i rozwijać się wewnętrzny człowiek, trwający dotąd w ciemności i duchocie. Cały Kościół ożywa w świetle promieni Wcielonego Słowa i świeżego tchnienia Ducha, stając się w ten sposób pierwocinami Nowego Stworzenia.

Jezus złożył na naszych barkach odpowiedzialność za zbawienie braci. Nie możemy bezczynnie przyglądać się temu, co w naszych bliźnich jest suche, bezpłodne i jałowe. Nie mogą być nam obojętne wielkie obszary wyschniętej ziemi i nieobsiane pola. Żniwo jest wielkie, ale robotników mało. Wielu jest wierzących, niewielu oddających się pracy. Warto w tym momencie przypomnieć, że Papież w adhortacji Christifideles laici opiera katechezę o roli świeckich w Kościele na przypowieści o powołanych do pracy w winnicy. Robotnicy to nie tylko i nie przede wszystkim duchowni. Prośmy Pana żniwa, aby uchronił nas od przepychanek na linii księża — świeccy: kto komu i jak ma ustępować pola. Jako powołani przez jednego Mistrza wspólnie jesteśmy wezwani do odpowiedzialności za pole świata, dane Kościołowi jako miejsce jego misji i uświęcenia. Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało! Zamiast w mocy Chrystusowego Ducha przechodzić przez świat, dobrze czyniąc, porzucamy pracę, wybierając wygodne ścieżki. Jakbyśmy nie wierzyli, że człowiek może się zmienić, wejść do nowego Nieba i Nowej Ziemi niby drzewo, rozłożyste i soczyste, aby pełniej chłonąć soki Wiecznej łaski Boga!

Żyć według Ducha

Chcąc się oddać pracy w ogrodzie, potrzebujemy nie tylko wiary w jej sens, ale i wyzbycia się lęku przed zranieniem. Każdy z nas odruchowo cofa się przed tym, co go boleśnie dotyka. Chętnie unikamy osób, które noszą w sobie wewnętrzny bałagan, nieposkładanie, kłujący egoizm. Mówimy: ciężki facet, nieprzyjemny typ, nieznośny człowiek. Obchodząc szerokim łukiem niewygodnych osobników, zapominamy o powierzonej nam pracy: bez lęku przechodzić przez ten świat, dobrze czyniąc. Czy aż tak bardzo musimy obawiać się przykrych rozmów, nieprzyjemnych spotkań, pozostawiających w nas duchowe siniaki? Od tego się nie umiera! Nie jesteśmy tylko chodzącą psychiką i wiązką emocji, które zranione muszą reagować skurczem lub zobojętnieniem oraz napełniać się frustracją i poczuciem, że jesteśmy niszczeni czyjąś głupotą.

Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka (…) Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha (Rz 8,9–11).

Czy musimy ubóstwiać psychiczny komfort i lękać się utraty szczęścia, osiągniętego dzięki unikom wobec naznaczającej nas słabości braci? Błogosławieni, którzy płaczą, błogosławieni cierpiący dla sprawiedliwości, błogosławieni prześladowani dla Królestwa Niebieskiego. Oto droga prawdziwego szczęścia — trudzić się nieustępliwie dla zbawienia i dobra innych. Dopóki będziemy pokrętnie tłumaczyć własną obojętność, wypowiadając, w poczuciu obiektywności, wyrok skazujący człowieka — „niereformowalny muł” — najmniejsza trudność będzie nas zniechęcała do wysiłku. Kiedy diabeł uprzykrzał życie jednemu z pustelników, ten mawiał do niego: „Jeszcze ten rok i odejdę”. W ten sposób zwodził demona, trwając na swojej drodze do końca życia. To przecież Nieprzyjaciel człowieka stara się odwieść nas od uprawy roli, od kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych, od wysiłku pielenia chwastów w sobie i naszych bliźnich, aby rozkwitał ogród. Zniechęcenie nie jest wynikiem obiektywnej oceny sytuacji, tylko popadaniem w iluzję i diabelskie kłamstwo. Odkrycie tego zwodzenia jest konieczne, jeśli chcemy przezwyciężać lenistwo, zniecierpliwienie i znużenie. Pewna nastolatka od lat walczyła o poprawę relacji z ojcem. Ponosiła prawie same klęski. Tato w niektórych swoich reakcjach wydał się za mało elastyczny, aby mogły nastąpić zmiany. Z czasem odkryła, że ze względu na jego specyficzny temperament, szanse na porozumienie są znikome. Od tego momentu jej staranie, zamiast wygasnąć, zmieniło cel: zamiast agresji, urazów i dyskomfortu, otacza ojca modlitwą, prosząc dla niego o głębszą wiarę. Kiedyś w niebie tato uściska ją za to.

Troska o innych

Podobnie jest w przestrzeni społecznej. Chrześcijanie, dołączając do chóru rozgoryczonych brudną polityką, zdają się mówić: „Niech nad tym łajnem fruwają muchy, ja jestem motylem”. Zamiast porządkować tę sferę życia, by służyła dobru wszystkich, rezygnują z wejścia na teren wymagający oczyszczenia. Bez względu na osiągane owoce chrześcijański polityk nie powinien ustępować z posterunku. Podobnie dziennikarze, nauczyciele, prawnicy, ekonomiści i wszyscy, którzy mają bardziej bezpośredni wpływ na kształt życia społecznego. Nie chodzi w tym czasie, żeby spijać śmietankę prestiżu, pochwał i radości z widocznych efektów. „Śmietankopijcy” nigdy nie będą wytrwałymi robotnikami na niwie Pańskiej. Sam fakt, że czyjś rozsądny głos w trosce o bardziej ludzki ład społeczny będzie usłyszany publicznie, może przyczynić się do małej zmiany w paru ludzkich sercach: choć trochę ożyją, wyprostują się ku światłu.

Wygodniej jest przecież wspólnie powylewać żółć na otaczający nas „syf”, zamiast zakasać rękawy, potrudzić się dla uzdrowienia atmosfery w miejscu pracy lub zapobiegać dziejącej się tam niesprawiedliwości. Żółć jednak nie jest nawozem, lecz żrącym płynem, który sprawia, że usycha to, co mogłoby ożyć. Dążąc do zmiany, ktoś powinien nazwać niszczącą ludzi niesprawiedliwość i chorą atmosferę, bez lęku o konsekwencje. Jako pracownicy Pana, mamy odpowiednie kwalifikacje i siłę do zniesienia ewentualnych upokorzeń, aby takie kroki podjąć. Musimy tylko pragnąć, aby ocalić dla Królestwa to, co w człowieku jest narażone na zepsucie i uschnięcie — jego godność.

W poszukiwaniu wyzwań

Nasza skłonność do lenistwa i miłego spacerowania uroczymi alejkami musi być wciąż budzona ewangelicznym realizmem: gdziekolwiek dzieje się zło, stanowi ono wyzwanie dla zatrudnionych przez Ogrodnika.

Nie bójmy się zanurzyć w cierniowe zakątki, sfery życia i doświadczenia. Nie musimy się lękać, ponieważ za zranioną psychiką i posiniaczonymi emocjami bije w nas serce pełne życia od Ducha Zmartwychwstałego Pana. Nasza praca nie może dokonywać się bezkrwawo, nie oznacza to jednak, że będziemy broczyć cierpiętnictwem i patetycznym samoofiarowaniem za grzeszną ludzkość. Mieszając naszą krew, pot i łzy z utrudzeniem Pana, łączymy się z Nim — Obecnym — i nic na świecie nie może nam dać większej radości. Naszym udziałem staje się nadzieja nowego nieba i nowej ziemi, które dojrzewają na naszych oczach. Duch Święty przez nasz trud i staranie dotyka tego, co obumiera w człowieku i nie może osiągnąć Królestwa Życia; Królestwa, które jest blisko.

Trwajcie więc cierpliwie bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest bliskie (Jk 5,7–8).

Odnawiany ogród
Wojciech Jędrzejewski OP

urodzony 27 marca 1968 r. – kaznodzieja, katecheta i duszpasterz akademicki, cenionym rekolekcjonista i publicysta, kaznodzieja Dominikańskiego Ośrodka Kaznodziejskiego, koordynator Warsztatów Kaznodziejskich, współtwórca portalu...