Odszedł Pasterz Dobry

Odszedł Pasterz Dobry

Dwa Wielkie Tygodnie… Wielki Tydzień Jezusa Chrystusa i Wielki Tydzień Jana Pawła II…

W tym roku Opatrzność dostarczyła nam przeżyć bogatych w treść, ale i w emocje. Choroba Ojca Świętego nakładająca się na Wielki Post i Wielki Tydzień zbliżały Go do Chrystusa. Wielki Tydzień należał w całości do Chrystusa. Ale sama Niedziela Zmartwychwstania należała też do Jana Pawła II. Jego dramatyczny wysiłek, aby przemówić i pobłogosławić wiernych całego świata, zakończył się tylko rozpaczliwym bezgłośnym charczeniem, zniekształconą twarzą i ogromnym gestem krzyża uczynionym z największym wysiłkiem. Tak zaczęła się Droga krzyżowa Jana Pawła II. Kolejny tydzień w całości należał do Niego. Jego cierpieniu i umieraniu towarzyszył cały świat. Jego jasna i wyraźna świadomość tego, co się wokół dzieje. Był więc papieski Wielki Czwartek i Wielki Piątek, była papieska Wielka Sobota i wigilia Niedzieli Miłosierdzia Bożego.

Tym razem do Rzymu jechałem ze starszymi i dziećmi. Kiedyś jedna z matek powiedziała mi, że do Ojca Świętego jeżdżę tylko z młodzieżą. Postanowiłem się poprawić i obiecałem jeszcze jesienią po powrocie z pielgrzymki z młodzieżą, że na wiosnę tuż po Wielkanocy pojadę ze starszymi. Termin był zatem wyznaczony, miejsca w Rzymie zarezerwowane, pielgrzymi w komplecie.

Śledzimy komunikaty o gaśnięciu Ojca Świętego. Codziennie się za Niego modlimy. W sobotę 2 kwietnia o świcie ruszamy w drogę w kierunku Rzymu.

Najpierw przystanek eucharystyczny u świętej Zdzisławy dominikanki w Jablonnem w Podjesztedi, potem docieramy do Pragi. Dzięki życzliwości ojca Piotra zatrzymujemy się w klasztorze dominikanów. Na kolację idziemy jednak do restauracji, bo i tanio, i wygodnie. W pewnej chwili rozdzwoniły się telefony, zaczęły bić dzwony. Przez salę przebiegł szmer: Ojciec Święty nie żyje. Obawialiśmy się tej wiadomości. Ojciec Tomasz, nie dając wiary, zadzwonił do pani ambasador Hanny Suchockiej, która potwierdziła wiadomość. Ścięło mnie zupełnie. Podniosłem się z krzesła i dygotałem, nie mogłem wydobyć z siebie głosu. Bogdan Kowalski zarządził powstanie i ciszę, a po chwili zmówiliśmy modlitwę. Ocierając oczy – popędziliśmy do kościoła dominikanów, gdzie przed wystawionym Najświętszym Sakramentem klęczeli już ojciec Piotr z ojcem Janem. Kościół był oświetlony, pachniało kadzidłem, a w jednej z ostatnich ławek klęczał ambasador RP z córką. W trakcie odmawiania różańca, tajemnic światła, których nauczył nas Jan Paweł II, kilkakrotnie wywoływały mnie i ojca Tomasza media, dopytując się o nasze reakcje na wieść o śmierci.

Wreszcie, oszołomieni wiadomością, usiłowaliśmy zasnąć, przewidując napięcia następnego dnia.

W niedzielę łączyliśmy się z wszystkimi Polakami na świecie, uczestnicząc we mszy świętej po polsku i podając sobie ręce na Baranku Boży na znak solidarności w żałobie.

Ksiądz profesor Tomáą Halík wita nas: „I cóż teraz zrobicie, sierotki, bez ojca?”. Po raz pierwszy uświadomiłem sobie, jak nazywa się ból, który nam doskwiera. Wielu niepokoi się, czy ikona Papieża nie przysłoni nam ikony Chrystusa. Rozmawiamy na ten temat z księdzem profesorem. I wspólnie doprecyzowujemy, że ikona Papieża wyraźnie wskazuje i eksponuje osobę Chrystusa, odkupiciela człowieka i świata.

W poniedziałek rano ruszamy w kierunku Rzymu. Nocleg w Rimini i we wtorek popołudniu docieramy do Domu Polskiego prowadzonego przez ojca Konrada Hejmo, który mimo przygnębienia próbuje panować nad sytuacją. Miejsca zarezerwowane wcześniej czekają, chociaż musimy się ścieśnić, aby dom mógł pomieścić innych.

Nie zdążyliśmy ochłonąć, a ojciec Konrad zabiera Tomasza i mnie do Watykanu i bocznym wejściem wprowadza do bazyliki. Ogromna kolejka posuwa się przez środek, my zaś od strony zakrystii. Podchodzimy blisko. Widok Kogoś, kogo kochałem, w bezruchu, jest porażający. Stają mi w pamięci wszystkie spotkania z Tym Człowiekiem. Głowa pęka. Nagle spostrzegam arcybiskupa Stanisława, kochanego Stanisława, który przez te wszystkie lata torował mi drogę do Ojca Świętego.

 – Stasiu – szepcę – Stasiu…

Stanisław się odwraca i kiwa, aby podejść. Podchodzę, a on prowadzi mnie ku klęcznikom z prawej strony Ojca Świętego. Padłem na kolana. Łzy zalały mi oczy i twarz. Ale co tam. Jestem przy Nim…

Miał dla mnie czas, odpisywał na moje listy, zapraszał na śniadania, obiady i kolacje. Nie wiem, ile tam klęczałem, ale kiedy wstałem z klęczek, przez łzy dostrzegłem Stanisława, więc podszedłem, aby podziękować za te chwile ostatnie i te wcześniejsze przy Ojcu Świętym. Spojrzał na mnie groźnie i powiedział stanowczo: – Uspokój się! Nie potrafiłem tego zrobić w jednej chwili, więc powtórzył: – Uspokój się! I jeszcze po raz trzeci powiedział do mnie: – Uspokój się i chodź za mną… Posłusznie wytarłem oczy szkaplerzem i poszedłem za arcybiskupem w kierunku mar papieskich. Staliśmy tak obaj przez chwilę, a potem Stanisław ucałował kraj szaty Ojca Świętego, a ja powtórzyłem ten gest, przytulając się twarzą i ustami do szaty szkarłatnego ornatu. Nad emocjami trudno mi jednak było zapanować.

Całując kraj szaty, przytulam się do Jego ornatu i czuję, że zaczyna się nowa epoka w moim życiu. Wchodzę w przestrzeń Świętych Obcowania. Zaczynam rozmawiać z Ojcem Świętym, jak jeszcze nigdy dotąd. Zwracam się do Niego i nadsłuchuję odpowiedzi. Powierzam Mu się i proszę o dalszą opiekę i pomoc. Proszę, by mnie obronił przed przeciwnościami. Chodzi oczywiście o Jamną i o Lednicę. Usiłując tego dnia zasnąć, dobrą chwilę tak rozmawiałem z Nim, z głową przytuloną do poduszki.

Następnego dnia była środa. Zawsze, kiedy z rana szedłem do Ojca Świętego na poranną mszę świętą, wstawałem tuż po trzeciej. Prysznic, golenie, ubieranie i jazda pod Spiżową Bramę.

W środę wstajemy o trzeciej. Po czwartej wychodzimy z domu ojca Konrada na Via Vincenzo Monti i jedziemy jeden przystanek koleją. Nikt nie kasuje biletów. Podobno jeździmy za darmo. Prowadzą nas krętymi uliczkami koło bramy Świętej Anny. Czekamy piętnaście godzin, żeby wejść do bazyliki, drepcząc w miejscu, czasem robiąc kilka kroków. Idziemy korytarzem, wokoło ludzie i ludzie. Na jednym z transparentów czytam: „Szukałeś nas, więc przyszliśmy do Ciebie!”. Ludzie domagają się szybkiego wyniesienia na ołtarze: Santo subito!

Młodzież, którą tak ukochał, licznie przybyła na pogrzeb. Po raz kolejny przekonałem się, że w jakim kto języku zwraca się do Boga, w takim samym otrzymuje odpowiedź. Podobnie bywa z ludźmi. Ta ich obecność jest odpowiedzią.

Po raz pierwszy wróciłem z Rzymu od Ojca Świętego bez różańca i bez błogosławieństwa.

Trzeba teraz będzie te wszystkie emocje, nastroje i uczucia przemienić na kulturę, podnieść o stopień wyżej, zdobyć się na ciąg dalszy. Refleksja, studium, formacja, będą może nie tak gwałtowne i podniecające, ale bardziej długotrwałe i wzruszające. Musimy wiedzieć, co powiedział i czego nauczał, a nie tylko wzruszać się i płakać. Musimy wiedzieć, co będziemy robić, kiedy obeschną nam łzy.

Tym, co wydaje mi się dorobkiem Jana Pawła II, jest ogromna przestrzeń wykuta w skale dziejów dla Boga i dla człowieka. Przez całe życie był kontrapunktem, punktem odniesienia dla myśli ludzkiej. Można było dowcipkować, sprzeczać się i dyskutować, pod warunkiem, że wiedziało się, iż jest ktoś, kto czuwa i w razie zboczenia z drogi powie nam, jak jest naprawdę. Ogromna przestrzeń dla człowieka, jego godności i wolności. Brał w obronę człowieka, o którym mówił, że jest drogą Kościoła. Uczył, jak się nie bać, jak przekraczać samego siebie poprzez dar z siebie samego, i starał się przekazać przyszłemu pokoleniu motywy życia i nadziei.

Co uzyskał swoimi wysiłkami i gigantyczną pracą? Ogromną wzajemność ludzi całego świata, szczególnie zaś młodzieży, od której nie bał się wymagać. Stąd też wołanie młodzieży o rychłą kanonizację. Takiego autorytetu nam potrzeba. Żyliśmy w świetle pontyfikatu Jana Pawła II. Tego światła nie możemy zatrzymać dla siebie. Musimy nim się dzielić i przekazywać je dalej.

Odszedł Pasterz Dobry
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...