Ojcze Święty, Tobie rosną skrzydła

Ojcze Święty, Tobie rosną skrzydła

Biskupi muszą jeździć co pięć lat do Papieża ad limina, a ja od dwudziestu pięciu lat muszę tam jeździć co roku. To jest mój przymus wewnętrzny. Odczuwam to jako powinność, obowiązek, najgłębszą potrzebę serca. Jechać do Rzymu. Do Rzymu znaczy dla mnie do Ojca Świętego. Niebawem rozpocznie się rok akademicki. Muszę poprosić o błogosławieństwo.

Jeszcze we wtorek wieczorem pędzimy z ojcem Konradem do Castel Gandolfo. Szwajcar otwiera nam bramę i drzwi od tyłu. Kuchennym schodami dostajemy się do kuchni, załatwiamy sprawy, natykamy się na biskupa Stanisława. Rozmawiamy, dostaję w prezencie srebrny krzyż z napisem duc in altum i piękny różaniec. Będzie na Lednicę. Nie mam jednak jeszcze odwagi zdradzić się z pomysłem, z którym przyjechałem do Rzymu.

Nic tak nie wykańcza, jak czekanie.

W sobotę wieczorem wiadomość. W niedzielę idziemy na obiad do Ojca Świętego. Poszliśmy pod przewodem ojca Konrada Hejmo… Uprosiłem wszystkich stołowników, aby mnie wsparli i pomogli mi zaprosić Ojca Świętego na Lednicę.

Od tego zaczynam, ale to jeszcze nie to. Od lat zapraszam Ojca Świętego na Lednicę. To już nikogo nie dziwi. Tylko Ojciec Święty musi za każdym razem wymyślać nowe usprawiedliwienie. Jednak nas nie opuszcza. Za każdym razem otrzymujemy Jego słowo i błogosławieństwo. Zaczynam utartym śladem.

– Kochany Ojcze Święty, najpokorniej proszę przyjąć nasze zaproszenie na Lednicę w przyszłym roku.

Ojciec Święty spogląda na mnie i bezradnie rozkłada ręce.

– Coraz trudniej z chodzeniem.
– Ojcze Najukochańszy, nie przejmuj się chodzeniem. Tobie rosną przecież skrzydła.

Ojciec Święty się uśmiecha i dodaje:

– Chyba w helikopterze…

Dobrze, jedna sprawa załatwiona. Mam zielone światło. Sam Ojciec Święty tego pragnie i myślę, że nie jest to żadna moja nadinterpretacja.

– Ojcze Święty, to już 25 lat, jak tu jesteś, a ja pamiętam czasy krakowskie, a potem rzymskie. Ja tu przecież zawsze przyjeżdżałem tylko do Ciebie. Całe moje życie duszpasterskie upłynęło w świetle Twojego pontyfikatu. Ty byłeś moim punktem odniesienia, pułapem, szczytem, na który się drapałem.

Kiedy tak siedzimy przy stole, a ja bez przerwy opowiadam, przypomina mi się spotkanie w bazylice rzymskiej, kiedy Ojciec Święty, przemawiając do kapłanów, powiedział: – Światu potrzeba kapłanów – a potem, podnosząc głos o oktawę, krzyknął – bo światu potrzeba Chrystusa!!!

Cóż to było za szaleństwo. To zabrzmiało jak objawienie. Jakbyśmy jeszcze tego nie słyszeli.

Zawsze, kiedy siedzę przy papieskim stole, głowa pracuje mi, że aż dymi. Nigdy nie pamiętam, co jadłem. Myślę, co by tu wywinąć, jaki znaleźć sposób wyrazu mojej miłości do Osoby i służby Ojca Świętego, co zapamiętać, o co poprosić, aby podzielić się z innymi. Tutaj ksiądz biskup Stanisław zawsze mnie rozumiał. Zawsze dostawałem jakiś drobiazg, zawsze dostawałem pieniądze na drogę, na duszpasterstwo, na kościół w Jamnej… tak, tak, tego nie mogę już dłużej ukrywać.

Zebrałem się w sobie. Teraz albo nigdy. Za chwilę mogą mnie wyprowadzić z tego pomieszczenia. Chrząknąłem i wypaliłem.

– Kochany Ojcze Święty, proszę o pozwolenie odbicia rąk i stóp Ojca Świętego w specjalnej masie silikonowej. Musimy zachować stopy Pielgrzyma i Apostoła Chrystusowego oraz ręce, które nas błogosławiły. Odleję je później w złocie. Jeśli tego nie zrobimy, ludzie nam tego kiedyś nie darują.

Przy stole zapanowała cisza. Rezerwa w mimice współbiesiadników. Nikt do końca nie zdradzał się ze swoim zdaniem. Wszyscy czekali na jedną reakcję. Ta chwila trwała bez końca. Wreszcie Ojciec Święty uśmiechnął się serdecznie, przynajmniej tak mi się zdawało, wziął widelec do ręki i postukał się nim po głowie. Błagalnie spojrzałem na księdza Mieczysława. „Jest dobrze – odpowiedział szeptem – Ojciec Święty nie powiedział »nie«”.

Tak długo czyniłem przygotowania. Od roku poszukiwałem materiału i robiłem próby. Radziłem się policji w Poznaniu i w głównym laboratorium policyjnym w Warszawie, a także pytałem stomatologów na temat masy mogącej przenieść i zachować odbicie rąk i stóp Jana Pawła II.

Byłem solidnie przygotowany do akcji. Po sześciu godzinach, kiedy nad Rzymem zaległy ciemności, w pełnej gotowości odlewnika podążyłem do Watykanu. Niosłem ze sobą wszystko. Odpowiednie skrzyneczki ze szklaną pokrywą i dwuskładnikowy włoski silikon. Akcja za pozwoleniem biskupa Stanisława miała odbyć się w jadalni. Ciągle nie byłem pewien, czy to jawa czy sen. Wypadki toczyły się szybko jak w filmie. Wtargnąłem do papieskiej kuchni i w misce kuchennej rozrobiłem dwa składniki masy potrzebnej do odlewu. Za chwilę klęczałem u stóp Ojca Świętego, który dobrotliwie poddał się operacji. Zanurzył rękę w pudełku, które wypełniłem masą, i zaczął żartować:

– Stasiu, Stasiu, i po co myśmy zaczęli zadawać się z tym człowiekiem?

A po chwili:

 – Czy ja odzyskam jeszcze swoją rękę, czy mam z tym już tak do śmierci chodzić…

Operacja nie trwała długo. W masie plastycznej został odcisk ręki, która niejeden raz kreśliła nade mną i nad całym światem krzyż Chrystusowy.

Kiedy już po powrocie wspominam chwile spędzone przy Ojcu Świętym, myślę o biskupie Stanisławie z rozrzewnieniem i wdzięcznością. Możliwość bycia przy Ojcu Świętym w chwilach Jego życiowej jesieni i krępującej Go starości jest dla mnie łaską, którą mi wyświadcza. Tego nie zapomnę mu nigdy. Zdaję sobie sprawę, jak odpowiedzialną i dyskretną pełni służbę. Jest dla mnie wzorem dyskrecji i poświęcenia.

Zapisuję te wrażenia pospiesznie, wiedząc doskonale, jakim skarbem są one dla mnie i dla moich przyjaciół. Powodowany miłością, zrobiłem rzecz najważniejszą. Wymaga ona ciągu dalszego. W Poznaniu wszyscy czekają, aby dotknąć i ucałować rękę, poprzez którą tyle błogosławieństwa zesłał Pan Bóg na świat i Polskę. Na mnie samego, na dzieła mojej młodzieży. Najgorsze są chwile czekania. Drżę, aby czyjaś małoduszność po drodze nie stłukła tego odlewu.

Ojcze Święty, Tobie rosną skrzydła
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...