Opowieść o cegle

Opowieść o cegle

Tym razem do Rzymu wiozłem cegłę, kaganki i pięć złotych talentów. Na tej cegle chcę zbudować przyszłoroczną Lednicę. Na tej cegle młodzi mają wybudować swoje domy, swoją przyszłość, całe swoje życie. Wreszcie osiągnąłem to, o czym zawsze marzyłem. Duch i materia. Domy zbudowane na Chrystusie… życie budowane na Nim… Takie cegły przygotowuje dla nas pan Wacław Jopek. Papież musi to zobaczyć. Nasz Żeromski śnił o szklanych domach. Mój sen nie będzie utopią. Wierzę, że znad Lednicy pójdzie impuls. W Wigilię Zesłania Ducha Świętego tysiące młodych małżeństw złoży postanowienie zbudowania domu na Chrystusie. Wywiezie kamień węgielny z lednicką Rybą. Za parę lat ludzie będą rozpoznawać po nich lednickie domy. Pan Wacław oferuje budowniczym z Lednicy 35% zniżki. Wielu z tego skorzysta, ale niech budują z czegokolwiek. Najważniejsze, żeby wbudowali ten kamień węgielny.

Na lotnisku czekał na mnie ojciec Konrad. Kochany ojciec Konrad Hejmo OP, kiedyś duszpasterz akademicki w Poznaniu i Gdańsku, a od wielu lat opiekun pielgrzymów polskich w Wiecznym Mieście. Jego dom nieraz już stawał się moim i naszym domem, a nasze pragnienia dotarcia do Ojca Świętego jego pragnieniami.

Jeszcze tego wieczoru byliśmy na kolacji u pani ambasador Hanny Suchockiej, kiedyś z Poznania. Poznaniacy lubią trzymać się razem. Świetnie odnajduje się na swoim urzędzie. To dobrze, że po latach, kiedy za służbę Kościołowi w Polsce otrzymywała z lewa i z prawa wątpliwe pochwały, teraz w pobliżu Ojca Świętego odpoczywa od tych ciosów. Kiedy wróciliśmy do domu, nowego domu polskiego przy via Vincenzo Monti, wyszedłem na taras, aby zobaczyć to miasto, które wpisało się w moją biografię tak nieoczekiwanie i uczestniczy w nim, jak dar niezasłużony.

Następnego dnia przyleciał nasz prowincjał ojciec Maciej Zięba, a dzień po nim – Marek Skwarnicki, stary przyjaciel ze starego „Tygodnika”. To właśnie Marek przed laty wskazał mi tekst Karola Wojtyły Promieniowanie ojcostwa, który stał się później scenariuszem mojego dorosłego i duszpasterskiego życia. Emocji zatem co niemiara. Burza wspomnień. To przecież moje młode lata. Studia w Krakowie, odwiedziny i praktyka u boku najlepszych. Kiedy Turowicz podawał mi rękę, to chciałem przyklęknąć i ucałować. Gdzież oni wszyscy teraz są? Jurek Kołłątaj, Jacek Susuł, Mietek Pszon, Heniu Krzeczkowski, Andrzej Kijowski, Tadziu Żychiewicz, Józek Tischner, a ze „Znaku” pani Hanna Malewska, Franek Blajda… To nieskończona lista. Znalazłoby się jeszcze kilku. Posypali się wszyscy.

W środę szedłem z Markiem na audiencję. Nie pchaliśmy się zbytnio, mając nadzieję na bliższe widzenie się z Ojcem Świętym. Jesień, więc audiencje są w sali Pawła VI. Pełno młodzieży, wojska, młode pary. Cały młody świat. Czyż więc Kościół jest naprawdę wymierający?

Wysłuchaliśmy papieskiego przemówienia, orkiestry zagrały, chóry zaśpiewały, młodzież odpowiedziała entuzjazmem. Nie wiem, dlaczego, ale łapię się na tym, że na Papieża bardziej patrzę, niż go słucham. Chłonę, pożeram go oczami. Wiadomo, że na świętego wystarczy spojrzeć. Jego starość wcale mnie nie peszy. Wyzwala u wszystkich nieudawaną miłość, serdeczność.

Wracamy z audiencji i gadamy o starych krakowskich czasach i ludziach z dawnego „Tygodnika”. To przecież była wtedy piąta Ewangelia. Jednak czujemy, że to wszystko zajęcia zastępcze, bo tak naprawdę czekamy, aż biskup Stanisław da nam zielone światło, by przejść przez Spiżową Bramę.

W sobotę imieniny ojca Konrada. Za stołem siedli znamienici goście, a siostry dały najprawdziwszy koncert dla podniebienia. Symfonia smaków. I znowu diabli wzięli moje odchudzanie. Poddałem się słabości, tłumacząc sobie, że raz w życiu można.

Już na wychodnym podszedł do mnie kardynał Gulbinowicz i podarował mi srebrny pierścień z Chrystusem, zwracając się do prowincjała z prośbą o pozwolenie noszenia go przeze mnie na lewej ręce… I teraz znowu mam problem, którego jeszcze przed chwilą nie miałem. Nosić czy nie nosić? Boję się, że ktoś weźmie mnie za bardziej próżnego, niż jestem.

Biskup Stanisław, wychodząc, zaprosił nas na poranną Mszę świętą z Papieżem i na kolację. Gdy do tego dodać jeszcze Anioł Pański na placu św. Piotra, to całą niedzielę będziemy z Ojcem Świętym.

W nocy nie mogę spać. Jutro… nie, to już dzisiaj. Za kilka godzin idę do Ojca Świętego.

Biskup Stanisław zaprasza do środka. Wchodzimy razem z prowincjałem Maciejem Ziębą i Markiem Skwarkiem. Ojciec Święty już przy ołtarzu, siedzi na fotelu. Pamiętam jeszcze, jak klęczał. Dzisiaj jest uroczystość Chrystusa Króla. Jestem wzruszony. Błogosławieństwo, a potem spotkanie w bibliotece. Ofiarowuję Papieżowi lednickie cegły z pieczęciami i kaganki z gliny oraz złoty talent. Cegły, by budować na Chrystusie, kaganki, by czuwać jak panny mądre, a talenty do pomnożenia. Za cichym przyzwoleniem biskupa Stanisława kradnę chusteczkę, którą Ojciec Święty przed chwilą wycierał sobie twarz.

Jesteśmy szczęśliwi. Ojciec Święty w doskonałej formie. Żartuje ze złotego talentu i dopytuje się, ile razy ma go pomnożyć. Potem na placu Anioł Pański. Niecierpliwie czekamy wieczoru.

Jesteśmy przed czasem. Biskup Stanisław Ryłko, prowincjał, Marek i ja. Po bokach sekretarze: bp Stanisław i ks. Mieczysław.

Biskup Ryłko wspomina Częstochowę z roku 1991, VI Światowy Dzień Młodzieży i naszą pieśń: Abba Ojcze! Marek ciągnie temat o poezji. Papież pisze wiersze. Tajemnica… Prowincjał porusza sprawy ogólniejsze: Polska, Ameryka, ja pilnuję Lednicy…

– Ojcze Święty, coś o talentach, bo w przyszłym roku będziemy rozdawać talenty do pomnożenia…

Nim się zorientowałem, Ojciec Święty recytował fragment z Wyspiańskiego:

– Braknie mi talentu…
– Ty go masz!

Nie rozumiejąc, o co chodzi, powtórzyłem prośbę o interpretację ewangelicznych talentów.

– Ty go masz! – powtórzył Papież i kazał mi szukać w Wyzwoleniu.

Po chwili jakby się zawstydził własnej pamięci i zaczął się tłumaczyć: Jak człowiek naczytał się w młodości, to w nim to zostaje i tak idzie z tym przez życie.

Na odchodnym całuję rękę Ojca Świętego, która kreśli mi krzyż na czole. Pełni entuzjazmu opowiadamy ojcu Konradowi o naszym spotkaniu. Niewiele upłynęło czasu, kiedy przyniósł nam dalszą część wspomnianego przez Papieża fragmentu.

Oto biorę finale momentu: –
Za mną! Ja wam ukażę nowe ideały,
nowe świecące słońca, gwiazd roziskrzę krocie;
stubarwne tęcze rzucę, jako most, pod nogi.
Którzyście dotąd żyli w gnębiącej ciasnocie,
w trudach na drodze życia wiązani daremnie,
nie sięgli ku wyżynom, powiodę do chwały!
Frazesem z was uczynię mocarne pół–bogi!
Ja będę wielkość przez was, wy wielcy przeze mnie!

Znaleźliśmy jeszcze drugi, który niech będzie zakończeniem tego wspomnienia.

(…) A my mamy wielką scenę;
dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż. Przecież to miejsce dość obszerne,
by się te iskry ducho–żerne,
co u rozstajnych siedzą dróg,
zeszły tu wszystkie za nasz próg
w światło kinkietów – zacząć ruch.
Talenta bowiem są niezmierne,
lecz trzeba, by w nie wstąpił duch.
To są syntezy pierwsze rzuty,
lecz wymagają dysputy.

Opowieść o cegle
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...