Panny głupie i mądre

Panny głupie i mądre

Dopiero zakończyło się nabożeństwo lednickie, dopiero zeszliśmy z Ryby, mając w uszach lednickie śpiewy i rytm bębnów, a pod powiekami tysiące ognistych płomieni. Było nas ponad 100 tysięcy. Przemówienie Ojca Świętego to już szóste przykazanie lednickiego ruchu: wybierz Chrystusa.

Sam się dziwię, że Lednica tak poniosła. Jej najwspanialszym promotorem jest sam Ojciec Święty, który kiedyś napisał, że jak Ryba chwyciła haczyk, to trzeba ciągnąć.

Nie mam zatem wyjścia, muszę ciągnąć i uciekać do przodu. Jak uciekać? Na pewno głową, a nie nogami, które w mojej rodzinie są zarzewiem sklerozy. Z jednej strony to dobrze, że skleroza w mojej rodzinie zaczyna się od nóg, a nie od głowy. Niektórzy pamiętają jeszcze mojego stryja, księdza z Paleśnicy i wiedzą, jak chodził marnie, ale głowę miał do końca jak należy.

Jeszcze nie ochłonęliśmy po tegorocznym nabożeństwie, jeszcze nie przyszliśmy do siebie po błyskawicznym wypadzie do Rzymu, ażeby podziękować Ojcu Świętemu za Jego medialną obecność nad Lednicą, a już chodzą nam po głowie plany na rok przyszły…

Dwudziesty piąty rozdział Ewangelii św. Mateusza to przypowieść o pannach mądrych i głupich, tłumaczona ostatnimi czasy jako przypowieść o pannach roztropnych i nieroztropnych, następnie przypowieść o talentach i wizja sądu ostatecznego. Tenże rozdział wyznaczy nam przyszłoroczne spotkanie. Tak dobrze się komponuje: punkt wyjścia, rozwinięcie, podsumowanie.

Panny głupie i mądre, wszystkie panny, ale jedne mądre, a drugie głupie. Jeśli wszystkie panny, to wszystkie dziewice, ale tym głupim nawet dziewictwo na nic się nie przydało, i tak głupie były. Oleju, czyli rozumu im zabrakło. To dziewictwo nie było ich walorem, ale klęską, nic z tym nie potrafiły zrobić. Dziewictwo trzeba zainwestować w Bogu. Wtedy ma wartość i przynosi dochody, działa na korzyść człowieka — wywyższa go, obdarowuje godnością królewską.

W przeciwnym wypadku jest tak, jak z tym, kto otrzymał wielki majątek, talent i nie ulokował go w banku, ale zakopał w ziemi i po latach próbuje się nim pochwalić. Ani to już talent, ani dziewictwo. Jednym słowem zmarnowana wartość, która zamiast pociągać, odpycha i straszy.

Jeśli zaś chodzi o talenty, to profesor Stasiński wyrzeźbi lednickie talenty. Zrobi różne nominały i będziemy je rozdawać. Jednemu jeden, drugiemu dwa, a biskupom pięć. I niech nimi zarabiają. Ile kto dostanie talentów, tyle będzie musiał przyprowadzić nowych Ledniczan. Skąd biskupi wezmą następnych pięciu? To nie moje zmartwienie. Komu wiele dano, wiele się od niego będzie wymagać.

Kiedy zacząłem się zastanawiać nad ewangelicznym talentem, doszedłem do tego, że talent to nie jednostka monetarna, ale wagowa. Talent aż do ery chrześcijańskiej zawsze i wyłącznie był jednostką wagową. W systemie babilońskim jego waga wynosiła około 30 kilogramów. Dopiero później talent stał się pieniądzem. Od terminu pieniężnego talentu wytworzyło się pojęcie talentu jako wartości, uzdolnień personalnych i wybitnych predyspozycji psychofizycznych człowieka. Chrystus, mówiąc o talentach w odniesieniu do królestwa niebieskiego, odwołał się do terminologii znanej słuchaczom, z życiem ludzkim bowiem łączą się wielkie wartości duchowe i materialne.

Kiedy tak rozmyślam nad talentami, którymi szczodrze Bóg obdarzył niektórych ludzi, przypominają mi się rekolekcje prowadzone przed laty przez biskupa Ignacego Tokarczuka dla zakonników w Zakopanem. Ich tematem była co prawda pokora, ale myślę, że przydatne będą do naszych rozważań o talentach.

Po pierwsze, pokora to nie jest głupkowatość ani negowanie czy zaprzeczanie darom Bożym w człowieku. Trzeba na to i na siebie spojrzeć w prawdzie. Zatem robienie z siebie kogoś innego, niż się jest, to niedocenianie Boga i człowieka. Trzeba uznać uczciwie, że otrzymaliśmy od Boga dary, wyposażenie, uzdolnienia. To uznanie nie sprzeciwia się pokorze, ale jest jej podstawą.

Po drugie, powinniśmy okazywać wdzięczność za otrzymane dary, zdolności i możliwości. Powinniśmy dziękować za to, że zostaliśmy tak szczodrze wyposażeni przez Stwórcę.

Po trzecie, powinniśmy sobie uświadomić, że ponosimy odpowiedzialność za to, co sam Stwórca zainwestował w nas. Ponowimy odpowiedzialność za otrzymane dary i talenty oraz za ich rozwój i pomnożenie. Mamy przecież przynieść ewangeliczne owoce naszego życia, każdy na miarę otrzymanych zadatków: jeden plon trzydziestokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, a inny stukrotny.

Wreszcie po czwarte, dary i talenty oraz wszystkie charyzmaty dane są jednostce nie tylko dla niej samej, ale z przeznaczeniem dla dobra wspólnego. Nie można zatem egoistycznie nimi zawładnąć i korzystać z nich wyłącznie dla siebie i swoich korzyści.

W jakich dziedzinach mogą pojawiać się talenty? Stawiamy sobie pytanie i natychmiast na nie odpowiadamy — tam, gdzie jest służba podstawowym wartościom: dobru, pięknu, prawdzie i świętości. Lednica powinna stać się narodowym bankiem talentów, powinna powstać ogromna księga młodych polskich talentów.

Jan Grzegorczyk przypomniał mi, że byliśmy razem na spotkaniu Ojca Świętego z artystami w Teatrze Wielkim w Warszawie podczas pielgrzymki Papieża do Polski w dniu 8 czerwca 1991 roku, kiedy to Papież wypowiedział przepiękny passus o talentach. Najważniejsze dla naszej kwestii stwierdzenie, „że u podstaw każdego z tych wielu zróżnicowanych talentów każdy z nas, każdy bez wyjątku, również nienależący do świata kultury i nauki, dysponuje nade wszystko jednym: uniwersalnym talentem, którym jest nasze człowieczeństwo, nasze ludzkie »być« (esse). Ewangelia ze swym przykazaniem miłości uczy nas pomnażania tego przede wszystkim talentu: talentu naszego człowieczeństwa. Ostateczny osąd naszego życia będzie też tego talentu dotyczył nade wszystko”. Kiedy to przeczytałem na nowo, zobaczyłem ogromną przestrzeń. Jeśli człowieczeństwo jest talentem, który trzeba pomnożyć, to podobnym talentem jest ludzka kobiecość i męskość, ludzka miłość i przyjaźń. Jakaż rysuje się perspektywa lednicka na przyszłość!

Trzecim tematem wspomnianego 25 rozdziału Ewangelii św. Mateusza jest sąd ostateczny, podczas którego sam Chrystus utożsamia się z jednym z tych najmniejszych. To nieszczęsna godzina dla tych, którzy wziąwszy talenty, nic z nimi nie uczynili, ale zakopali w ziemi na przeczekanie. I taki mają niektórzy stosunek do własnego życia. Ewangeliczni ubodzy to dziecko, starzec, chory i cudzoziemiec. Nasz stosunek do nich jest miarą naszego człowieczeństwa. Jest miarą naszego chrześcijaństwa.

Zamierzam zaprosić sportowców niepełnosprawnych – talenty ludzkiego heroizmu i ludzkiej dobroci. Odszukać ludzi czyniących dobro jak Matka Teresa

A dla nas Lednica staje się kolejną szansą wypłynięcia na głębię. Na razie podkładam ogień pod ten temat, żeby się dobrze rozpalił, chociaż i tak niektórzy powiedzą, że płytki i że nie można zdominować wszystkiego Lednicą.

Ktoś kiedyś zwrócił mi uwagę, że w duszpasterstwie akademickim, za które jestem odpowiedzialny, nie ma wystarczającej liczby grup i grupeczek nadających dynamizm i pluralizm wspólnocie. Nic nie powiedziałem, będąc świadomym 1500 woluntariuszy zaangażowanych w przygotowanie spotkania. Jeśli Lednica jest ogromną księgą, którą wspólnie piszemy, to spotkanka w grupeczkach są tylko folderkiem. Są ludzie, którzy nie mogą żyć bez książki, są też tacy, którym wystarczą folderki.

Zatem, żeby nie było wątpliwości, już dzisiaj zapraszamy do włączenia się w przygotowania Lednicy 2003, która odbędzie się 7 czerwca 2003 roku na Polach Lednickich i będzie tym razem opowieścią o pannach mądrych i głupich, a przede wszystkim będzie traktatem o talentach.

Panny głupie i mądre
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...