Papież gra w zielone

Papież gra w zielone

1.

Muszę przyznać się do grzechu zaniedbania. Nie, nie będzie to publiczna spowiedź. Spokojnie. Jest to raczej przyznanie się do zaniedbania natury intelektualnej, by nie powiedzieć więcej: intelektualnej i duchowej ślepoty. Do tej pory głównym przedmiotem w moim polu zainteresowań był Bóg i człowiek, albo dokładniej: przecinanie się dróg Bożych i ludzkich. To, co ludzkie, i to, co boskie, wyznaczało horyzont mojego myślenia. Skoro, wciąż sobie powtarzałem, człowiek jest koroną Boskiego stworzenia, to nie można tracić czasu na zajmowanie się zwierzętami czy roślinami. Tak naprawdę ciekawy jest tylko człowiek, bo to on przecież staje każdego dnia przed koniecznością wyboru: albo dobra, albo zła. Jak poucza poeta, uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę. A cóż bardziej zajmującego dla myślenia niż ludzkie dramaty?

Jednak ostatnio przeżyłem szok: nie tylko intelektualny, ale także duchowy. Jak Polska długa i szeroka oglądaliśmy, jak na naszych oczach – turystów i górala, właściciela koni ciągnących wóz do Morskiego Oka – jeden z nich padł i zdechł. Co w tej dramatycznej sytuacji bije po oczach? Najpierw chciwość górala, czyli uczucie, które Benedykt XVI tak mocno piętnuje w swej społecznej encyklice. Dopuszczalna liczba osób na wozie wynosi 14, a na tym ciągniętym przez zamęczonego konia siedziało ich 20! Więcej osób, to więcej kasy. Nieważne, że konie po drodze padają. Mało tego: był to jeden z tych dni, kiedy upał nie pozwalał człowiekowi spokojnie oddychać, a co dopiero pracować. Konie jednak zmuszono do – chce się rzec – nieludzkiego wysiłku.

Po drugie, góral, jak i większość turystów, którym świadczył usługę, to z pewnością człowiek wierzący, katolik, który – jak nakazuje praktyka – każdej niedzieli idzie do kościoła. Skąd się zatem bierze ta chrześcijańska nieczułość na los zwierząt, skoro wciąż słyszymy w kościele o potrzebie miłosierdzia i współczucia dla całego stworzenia? „Traktujemy je źle (zwierzęta – J.M), bo nimi pogardzamy, że nie stawiają oporu” – notuje noblista J.M. Coetzee w niepozwalającej na spokojny sen książce Elizabeth Costello.

2.

Moje otrzeźwienie wobec konieczności troski o stworzenie jest tym większe, że ostatnio mogliśmy przeczytać o zdziwieniu zachodnich dziennikarzy, iż Benedykt XVI staje się „zielonym papieżem”. A to dlatego, że Watykan zapowiedział, iż tematem Światowego Dnia Pokoju 1 stycznia 2010 roku będzie hasło: „Jeśli chcesz dbać o pokój, to otocz troską stworzenie”. Chciałbym to stwierdzenie odwrócić, i zapytać: jak można być chrześcijaninem i nie przejmować się losem świata, który przecież cały – jak uczy nas Biblia – należy do Boga? Czy więc papież może milczeć, kiedy na naszych oczach dokonuje się bezpardonowe pustoszenie naszej planety, której jedynym właścicielem jest Stwórca?

Zresztą Benedykt XVI na problemy ekologiczne zwracał uwagę już w czasie spotkania z młodymi całego świata w Sydney. Mówił: „Ziemia jest pokryta bliznami po ranach, które zadali jej ludzie. Nasza niczym niezaspokojona konsumpcja doprowadziła do masowej wycinki lasów, splądrowania zasobów, zanieczyszczenia powietrza oraz oceanów”. Teraz tylko pogłębia temat, widząc, że świadomość ekologiczna wśród chrześcijan nie jest jakoś znacząco wyostrzona. Co więcej, położenie akcentu na aspekty ekologiczne wiąże się z rehabilitacją jezuickiego teologa Pierre’a Teilharda de Chardina, który jest uznawany za nieoficjalnego patrona katolickich obrońców środowiska. Rozwijał on teorie łączące ideę ewolucji z teologią oraz podkreślał, że historia zbawienia dotyczy nie tylko ludzkości, ale też – to ważne dla ekologii – całego świata poza człowiekiem.

Jak pamiętamy, jezuita znalazł się też kiedyś na „czarnej liście” Świętego Oficjum, a dziś Benedykt XVI przywołał jego nauczanie na poparcie swoich ekologicznoteologicznych intuicji. To kolejny dowód, że teologowie nie powinni się przejmować tym, że przykleja im się łatki nowinkarzy czy burzycieli. Jutro mogą się okazać dla Kościoła patronami całkowicie odnowionego myślenia.

3.

Zdaje się więc, że Kościół pod wodzą Benedykta XVI zaczął „grać w zielone”. Powiem więcej, jeśli jesteśmy chrześcijanami z krwi i kości, nie możemy czynić inaczej. Tym bardziej, że – jak notuje Coetzee – wszędzie otaczają nas „miejsca zagłady”. Tak, pisarz ten nie boi się naszego stosunku do zwierząt, ich zabijania, czy wręcz mordowania nazwać zagładą. Dla niego są to „miejsca rzezi, przed którymi, w wielkim zbiorowym wysiłku, zamykamy serca”. I dalej: „codziennie odbywa się nowy holokaust, a jednak najwyraźniej nasze morale pozostaje nieporuszone, nietknięte. Nie czujemy się splugawieni. Wydaje się, że możemy robić wszystko, co tylko chcemy, i wyjść z tego z czystym sumieniem”.

Jeśli trzymać się toku myślenia, który wyznacza nam Coetzee, to czy śmierć konia w drodze do Morskiego Oka nie była zabójstwem? Czy nie było to gwałt zadany żywej istocie tylko dlatego, że okazała się od człowieka słabsza, że nie stawiała oporu? Jak również dlatego, że śmierć tego konia z pewnością nie spotka się z żadną karą?

Papież gra w zielone
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego.Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...