Parkiet

Ile razy wchodzę do tego pokoju, mimowolnie cisną mi się do głowy słowa skierowane do Mojżesza: „zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą” (Wj 3,5). Ogarnia mnie też przeświadczenie, że zaraz wydarzy się coś nadzwyczajnego…

Ten nawyk, aby zawsze o coś poprosić, pozostał mi z dawnych czasów, kiedy jeździłem od Rzymu, a w zasadzie tylko do Ojca Świętego Jana Pawła II po Jego błogosławieństwo. Zawsze je otrzymywałem i to było najważniejsze. Ono mnie umacniało, wyzwalało siły i entuzjazm. Dawało moralną pewność, że jestem na dobrej drodze, że Bóg tego chce, że Kościół tego oczekuje. Błogosławieństwo Ojca Świętego było dla mnie skarbem i obroną, zamykało usta mniej życzliwym, a jeszcze bardziej otwierało nieoczekiwaną przestrzeń przychylności. Błogosławieństwo Ojca Świętego poszerzało mój horyzont duszpasterski. Po kolei rodziły się Hermanice, Jamna, Lednica.

Każde spotkanie z Ojcem Świętym kończyło się jakimś obdarowaniem. A potem już sam prosiłem i otrzymywałem… sutannę, ornat, paliusz, buty, podpisaną książkę, jakiś drobiazg… Przez lata nazbierało się tego trochę, więc po śmierci Ojca Świętego zbudowałem nad Lednicą Dom Jana Pawła II, gdzie umieściłem wszystkie te pamiątki, by pokazać je innymi. Nie mogę rywalizować z Wadowicami czy Krakowem, więc chociaż wyglądam, jak wyglądam, to serce i rozum jeszcze posiadam. Wiadomo, że nie chodzi o to, aby wiele posiadać, ale mając niewiele, muszę mądrze posiadać. Te przedmioty mają nas zbliżać do Jana Pawła II, a tym samym do Jezusa, bo Jan Paweł zanurzony był w Jezusie i Nim po brzegi wypełniony.

Kiedy zapadłem na papieską chorobę, nie wiedziałem jeszcze, że jest to choroba nieuleczalna. Być bliżej Jana Pawła II, chłonąć Jego obecność, świętość, otrzymać Jego błogosławieństwo… Owoce kontemplacji, tak jak dorobek ludzkości, nigdy się nie starzeją ani nie przemijają, są wieczne. Promieniowanie zatem świętości Jana Pawła II trwa nadal i promieniuje z tych wszystkich przedmiotów, których dotykał i którymi posługiwał się za życia. A mnie pozostał nawyk delikatnej napastliwości względem księdza kardynała Stanisława Dziwisza, aby dał coś po Ojcu Świętym. On, rozumiejąc moje serce i domyślając się dalszych losów przedmiotu, z mniejszym lub większym oporem czasami coś daje.

Tak też dostałem parkiet z sypialni w Krakowie przy Franciszkańskiej 3 i okno skrzynkowe z tejże sypialni. Parkiet jest dębowy, wysuszony i stary, ponadstuletni, a i okno niedzisiejsze. Następnego już dnia wysłałem samochód do Krakowa. To przecież On po nim chodził, modlił się, leżąc krzyżem. Im bardziej zużyty, tym lepszym jest świadkiem. Przez to okno patrzył na świat po przebudzeniu i chwalił Pana.

Parkietu, po przewiezieniu go nad Lednicę, wystarczyło na papieski pokój w Domu Jana Pawła oraz na cały pokój w skrzydle na pierwszym piętrze, gdzie tuż obok mojej celi powstał papieski pokój ewangelizacyjny, w którym zbieramy się wieczorami na rozmowy, modlitwę i wspólne słuchanie Pana Tadeusza. Zdejmując buty, mamy wrażenie, że idziemy Jego śladami, że się wznosimy. Ten papieski parkiet wzmaga wezwanie do świętości, rodzi zobowiązanie. Jest jak płyta rezonacyjna dla papieskich przemówień, które stale bierzemy do ręki lub wsłuchujemy się w Jego głos. Moi dzisiejsi towarzysze dziwią się, jak taki stary człowiek mógł tak donośnie i dobitnie mówić, i dziwią się, że Jan Paweł II był kiedyś młodym papieżem.

Wystarczy przymknąć oczy i wyobrazić sobie pewne kroki kardynała Wojtyły, a później Jana Pawła II na tym parkiecie. Ale jest to ponadstuletni parkiet, więc chodzili po nim również kardynałowie Sapieha, Puzyna, Dunajewski.

Może jestem śmieszny z tym moim przywiązaniem do osoby Jana Pawła II, ale żyje On nadal we mnie i pragnę, aby żył w tych, którzy mnie otaczają. Zawdzięczam Mu kształt mojego życia kapłańskiego i duszpasterskiego. To On mnie nauczył, że dla zbliżającej się do mnie młodzieży mam zawsze być jak ojciec. Pamiętam, jak uciekałem przed tą rzeczywistością ojcostwa duchowego. Ale ostatecznie On zwyciężył we mnie. Uległem miłości. Niechciane dzieci przyniosły mi najpiękniejszą miłość, co dzisiaj brzmi jak kokieteria. Ale uwierzywszy miłości, nie musiałem jej szukać ani na nią czekać. Sama do mnie przyszła. A przyniosły mi ją dzieci… Wspominam ich wszystkich, dziś wyrośniętych i podstarzałych. Pamiętam te dziewczyny, które w Gorcach przed laty wybierały dla mnie kurtkę, abym nareszcie ładnie wyglądał, a panie w sklepie dziwiły się, dlaczego one do tak młodego mężczyzny wszystkie mówią: ojcze! Rzeczywiście wyglądaliśmy zawsze jak rodzina. Niektórzy wracają, niektórzy odwrócili się na pięcie, inni poszli sobie i widuję ich przy różnej okazji. Ale są w moim sercu. Stąd, kiedy wieczorami siadamy bezpośrednio na tym parkiecie, przypomina mi się rodzinny dom, kiedy jeszcze byliśmy wszyscy razem. Za oknem mogło być zimno i ciemno. U nas było ciepło i jasno.

Niezapomniane są te nasze wieczory na parkiecie Jana Pawła II nad Lednicą. Wiem, że inni dostali więcej, byli bliżej, może umieli się lepiej ustawić. Ja natomiast dostałem parkiet, po którym staram się iść do nieba, ciągnąc za sobą swoje dzieci i tych, którzy się mnie uczepią.

Parkiet
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...