Po co Panu Bogu hip-hop?

Jeśli młodzieży oddalonej od Kościoła w porę nie zaproponuje się alternatywy, to może się zdarzyć, że nasze duszpasterskie działania będą wkrótce polegały na „nawracaniu nawróconych”.

Ludzie kpią z nas, zanim zdążą nas poznać, biorą nas za przestępców, bo nie widzą w nas dobra. (Pezet/Noon)

Zastanówmy się nad takim stwierdzeniem: „Muzyką, która najlepiej wyraża młode pokolenie, jest hip–hop” 1. Ile jest w nim prawdy? Czy należy ubolewać nad faktem, że dzisiejsza młodzież właśnie z taką muzyką chce się utożsamiać? Może lepiej przytoczyć przykłady, świadczące o tym, że jest zupełnie inaczej? Warto się zastanowić nad fenomenem popularności hip–hopu, a tym bardziej spróbować zrozumieć młodych ludzi związanych z tą kulturą.

Obalić mity

Boże, dzięki za życie, jakie mam, bo mogłem mieć gorsze. (Koras/Zip Skład)

Kiedy mowa o hip–hopie, na myśl przychodzi często powielany obraz młodego człowieka, który ubrany w dres, podpompowany anabolikami, z perspektywy ulicznej ławki obserwuje świat. Jednym słowem, chuliganeria, tkwiący w oparach marihuany margines z blokowisk. Ten nieznośny stereotyp powoli zaczyna być przełamywany nawet w środowisku ludzi Kościoła, czego przykładem mogą być pojawiające się od czasu do czasu w prasie katolickiej teksty dotyczące zjawiska. Może być to budujące, choćby dlatego, że coraz mniej jest w nich tonu wyższości i pogardy.

Nie chcę idealizować tego środowiska. I nie zamierzam go na siłę ukościelniać, jestem świadom braków i ograniczeń. Uważam jednak, że pod zewnętrzną otoczką, która jest wytworem tej kultury, znajdziemy wrażliwego i poszukującego człowieka.

Zarymować rzeczywistość

Czy to świat jest zły, czy ty? Rozejrzyj się, co człowiek robi, a teraz spójrz w lustro i to powiedz człowiekowi. (…) Z telewizorów emanuje zło kunsztowne, a tandetnie przedstawiane to, co dobre, nie wszystko, co ci mówi większość, jest mądre. Sam błądzę, chociaż znam swój cel, wiem, wiem, być lepszy chcę. (WWO)

Młodzi ludzie, którzy chcą wyrażać swoją wiarę, duchowe tęsknoty, opisywać świat, w którym przyszło im żyć, używają do tego muzyki, wśród której wzrastają. I choć w ostatnim czasie w środowiskach chrześcijańskich powstało trochę katolickich czy protestanckich zespołów muzycznych pragnących za pomocą rymu otwarcie mówić o Ewangelii, to nie można powiedzieć, by były one reprezentatywne dla środowiska młodych. Pisał o tym ks. Andrzej Draguła między innymi na łamach „Znaku” 2. Sam zaś mam wątpliwości, czy opisując kulturę hip–hopu w duchu podziału na „chrześcijańską” i „niechrześcijańską”, nie zawężamy przypadkiem zagadnienia.

Hip–hop może być rodzajem sztuki, czego dowód dał Paweł Miśkiewicz, dyrektor artystyczny Teatru Polskiego we Wrocławiu, który do spektaklu Przypadek Klary zaangażował muzyków z Grammatika. To szukanie porozumienia ponad podziałami. To nie tyle sama muzyka, ile rodzaj kultury, trudno więc go zepchnąć do szuflady z etykietką „wierzący” lub „niewierzący”. Ta kultura pokazuje, że duchowe poszukiwania nie są obce środowiskom pozornie dalekim od Boga, warto więc przysłuchać się ludziom identyfikującym się z nią.

Pragnienie Absolutu

Dziękuję Bogu, za to, że do życia dał mi powód. Za to, że w ogóle mi je dał. (Mor W.A)

Jakiś czas temu na łamach rubryki miesięcznika „Znak — Rok 1984” młodzi ludzie dyskutowali na temat wartości, z którymi się utożsamia ich pokolenie. Czytając te teksty, po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że pod otoczką buntu i obojętności w młodych tkwi potrzeba akceptacji, uznania, poczucia wspólnoty. Pragnienie radykalizmu, nonkonformizmu, wyrwania się ze schematów czy pójścia pod prąd jest mocne, tyle że często teren poszukiwań nie zaspokaja wewnętrznej potrzeby.

Tęsknota za niezmiennymi wartościami, za odkryciem sensu otaczającego świata, a także pragnienie Absolutu, który by wypełnił wewnętrzną pustkę, są wpisane w młode pokolenie. Te poszukiwania można zauważyć w hip–hopowych tekstach poruszających często kwestie umiaru, współczucia, poświęcenia czy wiary.

Francuski trapista Andre Louf pisze:

Ci, którzy nie wierzą w nic poza tym, co mogą zobaczyć, często mają głębokie i bolesne poczucie, że świat, w którym żyją, skazuje ich, pomimo materialnego postępu, na życie na powierzchni rzeczy. Czują, że jeśli nie będą mogli znaleźć czegoś głębszego, będą skazani na życie, które jest powierzchowne.

Czymże jest wiara, jeśli nie pragnieniem Prawdy? Z hip–hopowych tekstów wprost wydobywa się wołanie o sens i tę niezmienną Prawdę. Tragicznym przykładem jest postać wokalisty Paktofoniki i Kalibra 44 — Magika, który choć miał wielkie uznanie na scenie, podziw, szacunek, popełnił samobójstwo. Nazywano go perfekcjonistą, był jedyny, niepowtarzalny, nie do skopiowania. Jednak odczuwał brak, pustkę, której nie potrafił niczym zapełnić. Wcześniej jego zespół śpiewał poruszającą „modlitwę ateisty”:

Czym dla Ciebie jest świat? Białe babie lato unoszone przez Twój podmuch. Tak ot tak. Pokaż mi skrawek Twoich ust (…). Opowiedz mi, powiedz, powiedz mi, powiedz, przecież ja nie jestem pewien, może oni łżą. Ojcze! Tato! Jakie Twoje imię jest? (…) Podaj mi dłoń, podaj mi rękę… Podaj mi dłoń. Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma? Bądź, a klęknę!

Magik balansował między poszukiwaniem głębokich wartości, które mogłyby mu dać oparcie, a powierzchownością, z którą stykał się na co dzień. Wiara w wartość i sens życia, nawet w obliczu rozpaczy jest fundamentem chrześcijaństwa. Tu zabrakło nadziei i tego fundamentu.

Uważam, co tworzę

Nawet jeśli wszyscy w ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili, nie czekaj ani chwili dłużej. (Paktofonika)

Powoli na scenie hip–hopu, w tym bardzo hermetycznym środowisku, zaczyna dominować postawa brania odpowiedzialności za swoją twórczość. Hip–hop, od kiedy wyszedł z podziemia, dobrze się sprzedaje. Najbardziej popularni twórcy zdają więc sobie sprawę, że mają duży wpływ na młodego odbiorcę. I choć nadal można się spotkać z efektem typowo komercyjnej maszyny, gdzie nie liczy się treść, ale produkt, który ma się sprzedać, można dostrzec wartościowe przykłady.

Paktofonika koncertowała np. pod hasłem „No drugs” (Nie dla narkotyków). Jeden z jej twórców Rahim wielokrotnie wypowiadał się przeciwko promowaniu nawet lekkich narkotyków, co — jak wiadomo — oznacza w tym środowisku pójście pod prąd.

Złote łańcuchy, alkohol, szybkie kobiety. Zobacz, co oglądają twoje dzieci. Promocja zła, łatwych pieniędzy, seksu. 5 gram pomoże w twojej drodze ku szczęściu. (Eldo)

Eldo, autor solowej płyty Eternia, którą jeden z krytyków nazwał klasyką polskiego hip–hopu, przyznał, że stara się kontrolować słowa, że czuje za nie odpowiedzialność. Skrytykował też teledyski hip–hopowe wywierające zły wpływ na młodego odbiorcę. Zarapował także o tym, że ludzie nie czytają już książek. Komentując zaś na łamach „Życia Warszawy” hip–hopowy występ braci dominikanów na warszawskim Służewie z okazji dominikańskiego jarmarku, Eldo stwierdził, że Kościół i religia są czymś niezwykle ważnym i warto o tym mówić młodym ludziom, nie używając gromów 3.

O.S.T.R, Vieno, Pele, Sokół, Góral, Dizkret, Fisz czy Łona, nie szczędzą natomiast krytyki swojemu środowisku i dostrzegają elementy destrukcyjne w świecie, który ich otacza. Wielu z nich nie boi się uprawiać ambitnej publicystyki, rzucać wyzwania światu mediów i reklamy czy w sposób nienachalny, bez nadęcia przemycać dydaktyczne treści.

Kościół nie jest dla takich jak my

Jak każdy kiedyś, chcę odnaleźć swoją przystań. Są momenty radosne i takie, kiedy chce się płakać. (Grammatik)

Trzy lata temu prasa rozpisywała się o przyjęciu islamu przez dwóch znanych raperów: Eldo z zespołu Grammatik i Włodiego z Molesty. Po raz pierwszy został też obalony stereotyp, w myśl którego jest to środowisko ateistyczne.

Rozmawiałem o tym wówczas z zakonnymi współbraćmi. Część z nas wywodzi się ze środowisk blokersów, młodzieżowych subkultur. Wspólnie zastanawialiśmy się nad tym, co może oferować islam, a czego nie ma Kościół katolicki. Dlaczego tak trudno młodym, pełnym ideałów ludziom, odnaleźć w Kościele swoją tożsamość? Nie sposób było dać jednoznacznej odpowiedzi. Środowiska parafialne, niestety, wielu młodym kojarzą się tylko z zakazami, nakazami czy modelem ramek, w które trzeba się wpisać. Grzegorz Wacław „Dziki”, znany na punkrockowej scenie dźwiękowiec, opowiadał, że po swoim nawróceniu miał wielką potrzebę częstego przyjmowania sakramentów. Niektóre kobiety skarżyły się wówczas w zakrystii, że „przychodzi taki jeden z zielonymi włosami i kolczykiem w nosie i przystępuje do komunii świętej. Niech ksiądz uważa, bo może on hostię wypluwa do rękawa i później bezcześci” — mówiły. Na szczęście wspomniany kapłan towarzyszył Dzikiemu w jego nawróceniu, więc po wyjściu gorliwych parafianek wybuchał tylko śmiechem.

Myślę, że wciąż za mało ukazuje się przestrzeń wolności, którą chrześcijaństwo z sobą niesie, że bez tych małych, uciemiężonych, bezrobotnych, zepchniętych na margines, Kościół gubi swoją tożsamość, jest niepełny, chromy. Dla tych dorastających dzieciaków, których świat to często szarość blokowisk i podwórkowe ławki, środowisko pobliskiej parafii, poza nielicznymi wyjątkami, nie jest miejscem, z którym chcą się identyfikować.

Warto się zastanowić, czy nasze duszpasterstwa byłyby w stanie przyjąć osoby, które swoim sposobem bycia, kontestującym zachowaniem mogłyby burzyć spokojny i bezpieczny nastrój młodzieżowej wspólnoty? Czy osoba niemieszcząca się w danym modelu, z założenia sprzeciwiająca się „powszechnemu ulizaniu”, pełna na dodatek młodzieńczego buntu wobec instytucji, z którą kojarzy jej się Kościół, mogłaby tam odnaleźć swoje miejsce? Istnieje bowiem obawa, że jeśli młodzieży oddalonej od Kościoła, szukającej wsparcia w młodzieżowych subkulturach w porę nie zaproponuje się alternatywy, to może się zdarzyć, że nasze duszpasterskie działania będą wkrótce polegały na „nawracaniu nawróconych”, nie zaś zajmowaniu się jednostkami naprawdę zagubionymi, wypchniętymi poza parafialny nawias.

Ksiądz Guy Gilbert, od wielu lat zajmujący się dziećmi ulicy, pisze:

Kościół mówi o ubogich. Modli się za nich. Ale nie widzi w nich siebie, i to jest jego podstawowy błąd. Chrystus jest ubogim, maluczkim, wypchniętym poza nawias, obcym. Dlatego instynktownie szli ku Niemu żebracy, opryszki, wszyscy odtrąceni. On ich ukochał.

Powiedz mi, w jakiego boga nie wierzysz, a ja ci odpowiem, że w takiego boga również nie wierzę — chciałoby się odpowiedzieć, słysząc zarzuty wielu „niewierzących” pod adresem Pana Boga. Ze smutkiem należy stwierdzić, że nierzadko przecież i dzisiaj można spotkać pełne dobrych intencji, lecz niestety sprzeczne z nauką Ewangelii interpretacje słowa Bożego. Tomasz Budzyński, lider zespołu Armia, opowiadał, jak to od małego uczono go „dobrej nowiny”, że Bóg kocha sprawiedliwych, nienawidzi natomiast niesprawiedliwych. Dopiero, gdy dowiedział się, że Bóg kocha jednych i drugich, a nawet bardziej niesprawiedliwych, gdyż są oddaleni od Niego, uznał, iż z takim Bogiem chciałby przejść przez życie. Takiej właśnie Dobrej Nowiny chciał słuchać. Dobrej Nowiny mówiącej, że właśnie ci płaczący, smutni, zepchnięci na margines społeczeństwa są Chrystusowi najbliżsi. On jest bowiem wyśmiany, poraniony i odrzucony razem z nimi.

Uważam, że mimo otoczki buntu, z którą można się nieraz spotkać, młodzi ludzie pragną słyszeć o nadziei, którą daje chrześcijaństwo. Chcą słuchać, że dla Boga nie ma tak krętych dróg, których nie mógłby wyprostować. Opat trapistów w La Trappe Dom Marie–Gerard Dubois, choć nie jest duszpasterzem młodzieży, lecz kontemplacyjnym mnichem, dobrze ujmuje problem:

Chrześcijaństwo z pewnością objawia oblicze zbyt moralizatorskie. Stwierdziłem to osobiście podczas rozmowy, którą odbyłem w La Trappe z pewną panią. Pragnęła żyć w bliskości z Bogiem, ale wydawało jej się to możliwe jedynie w ramach związania się z jakąś ezoteryczną nauką.

W 1980 Jan Paweł II przybył do Francji. Młodzi ludzie mieli się wówczas wypowiedzieć w ankiecie wstępnej, wyrażając w niej swoje życzenia. Wypowiedzi, które się najczęściej powtarzały, streszczone zostały w formie trzech problemów przedstawionych papieżowi. Pierwszy z nich brzmiał: „Mówcie nam najpierw o Jezusie Chrystusie, o tym Bogu szalonym z miłości”. Wydaje mi się, że to właśnie jest dziś najważniejsze dla młodych i dla całego świata. Nie zaczynajcie od mówienia o moralności i o zakazach, które blokują wiele serc. Mówcie najpierw o zakochanym do szaleństwa Bogu, a moralność w logiczny sposób wyniknie z tego sama.

Kardynał Ratzinger pytany, ile jest dróg do Boga, odparł, że tyle, ilu istnieje ludzi. Kryzys młodego pokolenia polega na tym, że zagubiło ono sens ludzkiego życia, świata, w którym przyszło mu żyć. Jeśli dziś Kościół chce do tych ludzi dotrzeć, powinien się starać dostrzegać w nich to, co dobre i wartościowe, nawet jeśli niektórzy chcieliby widzieć tam tylko zło. Bóg przecież wziął Izraelitów takich, jacy byli. Widział ich niedoskonałą moralność, słabość w przestrzeganiu Prawa, niewierność w dotrzymaniu Przymierza. Jednak nie przeszkadzało Mu to, żeby z takich właśnie ludzi uczynić sobie naród wybrany. Młodzi ludzie utożsamiający się z kulturą hip–hopu nie są kryształowi, nie spadają po chwilach lewitacji na ziemię. Nierzadko prowokują sposobem zachowania, lekceważącym językiem, bo i też często lekceważone są ich uczucia.

Poprzedni generał dominikanów Timothy Radcliffe stwierdził, że jeśli nasze głoszenie Dobrej Nowiny ma być autentyczne, to musimy się zdobyć na to, by pójść z ludźmi ich drogą. Być może będzie trzeba odczuć ich lęki, doświadczyć rozczarowań, pytań, klęsk i wątpliwości. I może oskarży się nas, że bratamy się z podejrzanym środowiskiem. Mamy jednak w tej dziedzinie dobrego Poprzednika.
 

1 Robert Sankowski, Hiphopowi patrioci, „Gazeta Wyborcza”, 13 sierpnia 2004 roku, s. 2.
2 Rymem o Bogu, czyli pobożne samplowanie, „Znak” 6/2004, s. 163–165. 
3 Por. „Życie Warszawy”, 8 czerwca 2004 roku, s. 1 i 5–6.

Po co Panu Bogu hip-hop?
Krzysztof Pałys OP

urodzony w 1979 r. – dominikanin, prowincjalny promotor powołań, rekolekcjonista, prowadzi blog Światła Miasta, mieszka w Warszawie....