Pocztówka z Granady

Pocztówka z Granady

Podczas pobytu w Hiszpanii dotarła do mnie informacja, że rewolucja obyczajowa, którą przeprowadza premier José Luis Rodriguez Zapatero, cieszy się olbrzymim poparciem tamtejszej młodzieży. Postanowiłem to sprawdzić osobiście i wspólnie z Tomkiem Terlikowskim udaliśmy się na uniwersytet w Granadzie. Profesor socjologii Juan Carlos de Pablos odstąpił nam swoje zajęcia, dzięki czemu przez półtorej godziny mogliśmy rozmawiać z grupą trzydziestu studentów pierwszego roku wydziału nauk politycznych.

Poproszeni o opisanie sytuacji społecznej i politycznej w ich kraju mówili o starciu „dwóch Hiszpanii” w tak przekonujący sposób, że mimowolnie przychodził na myśl obraz Stanów Zjednoczonych, rozdartych między zwalczające się obozy republikanów i demokratów. A jednak, kiedy zapytaliśmy ich o główne kontrowersje cywilizacyjne, które w innych państwach dzielą społeczeństwo, takie jak aborcja, edukacja seksualna czy związki jednopłciowe, okazało się, że między dwoma największymi ugrupowaniami na hiszpańskiej scenie politycznej nie ma większej różnicy. To przecież prawicowa Partia Ludowa – jeszcze przed socjalistami – rozpoczęła przyznawanie przywilejów małżeńskich parom homoseksualnym na poziomie lokalnym w tych regionach, w których była przy władzy. To pochodzący z tej formacji burmistrz Madrytu Alberto RuizGallardón zapoczątkował praktykę dystrybucji prezerwatyw w stołecznych szkołach.

Podziału na „dwie Hiszpanie” nie widać było także na sali wykładowej. Wśród trzydziestu osób nie znalazł się ani jeden student, który uważałby aborcję za zło moralne i był przeciwko niej. Tylko jedna z dziewcząt stwierdziła, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, ale i ona uznała, że można je przerwać, jeśli taki będzie wybór kobiety. W takich kwestiach, jak uprzywilejowanie związków jednopłciowych czy legalizacja eutanazji, wszyscy byli właściwie jednomyślni. Czy więc różnili się między sobą poglądami? Otóż różnice ujawniały się nie na poziomie generaliów, lecz w odniesieniu do taktyki postępowania.

Podam przykład. Zapytaliśmy studentów, jak powinno się zachować państwo w stosunku do rodzica, który uczy własne dziecko, że normalna rodzina składa się z ojca i matki, a nie z dwóch ojców czy dwóch matek. Wszyscy bez wyjątku uznali takie postępowanie za straszliwą dyskryminację, padło nawet oskarżenie o rasizm. Jedyne różnice dotyczyły tego, co zrobić z tak nietolerancyjnym indywiduum. Jedni mówili, że państwo powinno aresztować takiego osobnika; drudzy, że trzeba go poddać resocjalizacji; jeszcze inni mieli poważny dylemat i głośno zastanawiali się, co można w tej sytuacji uczynić, gdyż istnieje napięcie między prawem rodziców do wychowywania swoich dzieci a niedopuszczeniem do dyskryminacji homoseksualistów.

Podstawowym punktem odniesienia w niemal wszystkich wypowiedziach owych studentów było państwo. Od niego oczekiwali rozwiązania wszystkich swoich problemów, a także pragnęli, by to ono zaspokoiło wszystkie pragnienia. W wypowiedziach obdarzali je atrybutem wszechmocy i nieomylności. Tak jakby państwo zastąpiło Boga, wcieliło się w rolę Zbawiciela.

I trzeba przyznać, że państwo prowadzi aktywną politykę, by zaspokajać pragnienia młodzieży, a właściwie nimi sterować. W Granadzie, jeszcze za rządów ludowców, zbudowano dla studentów tzw. flaszkodromy, czyli wydzielone miejsca, w których od piątkowego wieczoru aż do poniedziałkowego poranka mogą do woli się upijać. Kiedy zobaczyłem te przybytki, przypomniały mi się nauki Sokratesa, który twierdził, że młodzież można wychowywać do dwóch zadań: albo przygotowując ją do roli władcy, albo do roli poddanego. Tych, którzy mają panować, trzeba kształcić w duchu ascezy, wymagań i panowania nad swymi namiętnościami. W tych, którzy przeznaczeni są na niewolników, rozbudza się pragnienia. Czyni się ich niewolnikami pragnień, by móc potem samemu je zaspokajać. Podobnie uważał Monteskiusz, który w Duchu praw pisał, że najlepszym sposobem na skolonizowanie młodzieży jest nieograniczone rozbudzanie jej pragnień związanych ze sferą zmysłową.

Rozmawiając z hiszpańskimi studentami, przeżywałem déjà vu. Cofnąłem się o niemal dwadzieścia lat. Przed moimi oczami pojawiło się spotkanie na wyspie Chortyca w Zaporożu, gdzie przy ognisku i piwie rozmawiałem z tamtejszymi studentami, którzy szczerze i w dobrej wierze przekonywali mnie, że komunizm jest najlepszym ustrojem na świecie, a Lenin był największym dobroczyńcą ludzkości, niemającym w ogóle pojęcia o bolszewickich zbrodniach. Żadne racjonalne argumenty, które przytaczałem przez kilka godzin, zupełnie do nich nie docierały. Ich niewzruszonej pewności siebie dorównywała tylko ich ignorancja.

Po wizycie na uniwersytecie w Granadzie dowiedziałem się, że to bardzo pluralistyczna i zróżnicowana światopoglądowo uczelnia. Gdybym trafił bowiem na uniwersytet Complutense w Madrycie, znany ze swych lewackich sympatii, mógłbym dostać po głowie za samo zadawanie nieprawomyślnych pytań. I pomyśleć, że tydzień wcześniej byłem na Malcie, gdzie tamtejsi biskupi żalili się na postępującą sekularyzację młodzieży, gdyż tylko 78 proc. maltańskich studentów popiera obowiązujący w tym kraju bezwzględny zakaz aborcji, a zaledwie 53 proc. studentów jest za całkowitym zakazem rozwodów.

Pocztówka z Granady
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...