Podaję ci kołderkę

Kiedy jechałem do Poznania w 1977 roku, aby zostać duszpasterzem młodzieży, ojciec Jacek Salij powiedział mi, żebym sobie zapamiętał raz na zawsze, że jak dziewczyna idzie do rabina, to dziewczyna jest dziewczyną, a rabin rabinem. A jak rabin idzie do dziewczyny, to dziewczyna już nie jest dziewczyną, a rabin rabinem… Starałem się być zawsze rabinem. Siedziałem w klasztorze, czyli w domu, a duszpasterstwo moje ograniczałem do wyglądania przez okno i wymachiwania do studentów i studentek przechodzących pod klasztorem. Niektórzy ludzie podziwiali odwagę młodości, inni gorszyli się zbytnią swobodą, jeden z młodych duszpasterzy, pragnąc mnie naśladować, wypadł przez okno. Niektórzy zgadywali, inni się domyślali, a ja po latach mogę powiedzieć, że utrzymałem się przy tym oknie, kładąc nogi pod kaloryfer. Tak, kaloryfer mnie trzymał i uratował. A czym jest ten kaloryfer w sensie dosłownym i przenośnym, pozostawiam domyślności czytelników.

Dzisiaj, kiedy patrzę przez to samo okno, widzę stojące pod oknem dziewczyny, które tym swoim smutnym staniem zarabiają na życie, a ojciec przeor zabrania nam interweniować, bojąc się o integralność naszych szyb klasztornych, tak samo wychylam się przez okno, kładąc jak zawsze nogi pod kaloryfer…

Dostałem propozycję comiesięcznego pisania do „W drodze”, a to w wyniku przeprowadzonej ankiety, z której jasno wynikło, że ludzie lubią mnie czytywać. Ja też lubię im opowiadać o tym, co mi się przydarzy z łaski Bożej i ludzkiej, i nie potrafię tego wszystkiego zatrzymać dla siebie. Raz jeden próbowałem. Kiedy ludzie mi nagadali, że gromadzę ludzi wokół siebie i dla siebie, a nie dla Boga, że każde kazanie, choćby było najwznioślejsze, i tak skończę opowieścią o sobie. Włodek Fijałkowski próbował mnie bronić tłumacząc, że opowiadam o swoim spotkaniu z Panem Bogiem.

Było to w Rzeszowie, kiedy pod wpływem pomówień, że mówię i piszę tylko o sobie, wygłosiłem rekolekcje o Trójcy Przenajświętszej. Wtedy przyszła jakaś Pani i powiedziała mi: „Dziecko, co się z tobą dzieje? Chory jesteś czy co? Obiektywne nudziarstwa zostaw innym, a ty przepuszczaj przez siebie ten żywy nurt wiary, Bożej miłości i łaski. Może inni lepiej zrobią to od ciebie, a ty nam dawaj siebie i Boga”. Nawróciłem się od razu.

Proponując tę rubrykę, zabroniono mi pisać o dwóch moich największych miłościach: Jamnej i Lednicy. Ściślej rzecz biorąc, mogę tylko raz do roku na te tematy się odezwać. Więc tym bardziej się zgodziłem, ponieważ o Jamnej i Lednicy zaczęli już pisać inni.

Chciałbym zajmować się wiarą i służyć wierze, wedle słów mojego mistrza Romana Brandstaettera: „O daj nam, Panie, natchnienie do wiary”. W czasach niewiary, a ściślej: ogólnie i wszędzie panującego zwątpienia, chciałbym służyć umacnianiu wiary, bez intelektualnych ambicji i popisów z odbytej lektury. Bez odniesień do kogokolwiek, z wyjątkiem Pana Boga. Nie jestem już tak młodym, abym musiał udowadniać wszystkim, że jeszcze trzymam formę i biorę do ręki drukowane. Natomiast mam coraz częściej do czynienia z ludźmi, którzy, podsumowując swoje życiowe dokonania, dochodzą do wniosku, że wszystko to jest czcze i jałowe, że jedynie miłość wyświadczona, jakiś gest drobny a bezinteresowny, więcej waży na szali życiowej oceny niż dokonania naukowe, prestiżowe i tak zwane sukcesy. Sukces jest jeden przed Bogiem, a jest nim życie spełnione. Życie takie, kiedy umęczony żniwiarz po całym dniu pracy w słońcu i znoju powraca do domu. Zmęczony i szczęśliwy.

Jako kapłan, który spędził większość swojego życia w duszpasterstwie młodzieżowym, pragnę tylko jednego, kontynuacji tej służby, którą uważam za sensowną, to jest umacniać ludzi w wierze. Traktować dla siebie i dla innych wiarę jako coś najbardziej pewnego pośród przemijającego świata i pędzących ludzi. Pośród świata, który porażony i chory jest na zwątpienie, kiedy zwątpienie jest sygnałem inteligencji i używania rozumu, pragnę głosić wiarę pewną.

Kiedy rodzice porażają własne dzieci zwątpieniem – słuchaj, dziecko, bo tak naprawdę, to nic na tym świecie nie jest pewne… Nie wiem, czym można uczynić człowiekowi większą krzywdę.

Pragnąłbym ratować ludzi przed rozpaczą, brakiem sensu, niewiarą. Wolałbym ich przeprowadzać przez Bramę III Tysiąclecia nad Lednicą, niż ściągać z wieżowca.

Pamiętam, jak pewnego zimowego dnia pod klasztor podjechał wóz strażacki na sygnale, a strażak, starszy już pan, w pośpiechu wołał, że na 16  piętrze stoi młody człowiek, który się modli, i stara się skoczyć. On się zabije. Może ojca posłucha. Kiedy przybyłem, na zapleczu był już cały sztab policji, motywatorów policyjnych, psychologów, lekarzy, prawników i nie wiem już kogo. Ja, bezsilny, bez doświadczenia, co robić w takich przypadkach, modliłem się bezradnie i bezsłownie. Po kilku godzinach desperacji, kiedy chłopak na barierce już się słaniał, lekarka usłyszała, jak jęknął i zapragnął kołderki, bo robi mu się zimno. Zaczęto spiesznie szukać kołderki. Wtedy podałem mu szkaplerz zakonny, biały jak kołderka. A on po nim zszedł i oddał się w ręce lekarzy i policji. Sam będąc bezsilny, podałem mu tylko zakonny szkaplerz. Szkaplerz, wiotki pas materiału, okazał się puklerzem, ryngrafem, zbroją, ocaleniem. Dawniej ludzie wiedzieli, co robią. Naprzeciw mocom cielesnym ciało okuwając blachą, a duszę osłaniając wizerunkiem Matki Bożej. Wielka mądrość przedwieczna nakazuje nam chronić się za zasłoną szkaplerza, nasze serca i myśli, aby ocalić w sobie to, co najważniejsze, i co dzięki wierze żyć będzie wiecznie.

Pragnę zatem podawać wszystkim szkaplerz do ucałowania dla ochrony, dla ocalenia.

Kieruję się przede wszystkim do młodych ludzi, aby pokazać im skarby wiary, dziedzictwa Kościoła i wydobywać ze skarbca rzeczy nowe i stare. Pragnę poderwać ich, aby spojrzeli w niebo, i uchronić ich od tej choroby, każącej wszystko wiedzieć oczyma trzymającymi się przyziemia. A zatem w górę serca.

* * *

To pierwszy felieton ojca Jana na łamach miesięcznika „W drodze”; 1998, nr 03

Podaję ci kołderkę
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...