Podnoszenie ciężarów

Podnoszenie ciężarów

Rozbrojenie to nic innego, jak cierpliwe uczenie się bezinteresowności wobec życia, które zazwyczaj chcemy wycisnąć do ostatniej kropelki niczym cytrynę.

W mojej aiguebellskiej kajucie, po spożyciu przynależnej mi ciężkiej porcji grochu i sera, zacząłem szkicować to „coś” o słabości. Szukałem dobrej paraboli, przypowieści, gawędy, apoftegmatu pojemnego – jak na mnicha przystało, ale w dziale samobójstwo – samopomoc – słabość było pusto, ledwie dwie wyliniałe opowieści z brodą. Jedna o trzech papugach. Druga o trzech mnichach. Papugi były na sprzedaż, mnisi przed próbą. Zjawił się w sklepie klient, pytał o ceny ptaków. Przed klasztorem zjawił się wreszcie opat, ale ogromny kamień zatarasował bramę wjazdową. Dwie papugi były śliczne, trzecia brzydka. Dwóch mnichów było silnych, trzeci słaby. Dwie piękności kosztowały po 50 euro sztuka. Dwóch mnichów było drwalami i radziło sobie z największymi ciężarami. Brzydula z bielmem na oku, łysa i ledwie trzymająca się na łapach kosztowała 1500 euro. Słaby mnich był pośmiewiskiem wspólnoty, ofiarą, nieudacznikiem, nie zarabiał, ale też nic nie kosztował. Klient tak ogromną różnicę cen uważał za zły dowcip. Tak samo sądzili mnisi, patrząc na życie odtrącanego słabeusza, który jednak posiadł dar modlitwy wstawienniczej. – Ja tam się nie znam – odpowiedział sprzedawca klientowi – ale te dwie piękne mówią do słabej brzyduli „szefie”. – Ja tam się nie znam – powiedział, nie wychodząc z samochodu opat. Dwaj silni mnisi wzięli się do usuwania kamienia. Podszedł jeden i nie podniósł. Podszedł drugi i nie podniósł. Podeszli we dwóch i też nie podnieśli. I nagle, przypadkiem, pojawił się ten słaby. Obszedł kamień, wymruczał modlitwę, pozaglądał, postukał i pogmerał wokół kijaszkiem, objął kamień. I… I też nie podniósł.

Zostało Ci jeszcze 89% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się