Podstawą jest praca z kapłanami

Podstawą jest praca z kapłanami

Monika Szewc: Podobno diecezja Tulonu, której przewodzi Ksiądz Arcybiskup, jest najlepsza we Francji.

abp Dominique Rey: Numer jeden na liście… Myślę, że kategorie z list przebojów nie sprawdzają się w ocenie życia Kościoła. Jakie miałoby być kryterium wyboru? Trudno to zmierzyć.

Może powołania?

Rzeczywiście, mamy powołania. Jednak jestem świadomy, że to bardzo krucha materia. Trudno przykładać kryterium ilościowe do czegoś, co należy do porządku łaski Bożej – do sprawy powołań, ewangelizacji – jeśli się w dodatku wie, że są to dane niesłychanie wrażliwe i zmienne. Od jakiegoś czasu jestem natomiast przekonany, że dzisiaj Kościół musi pójść w kierunku dogłębnej ewangelizacji – mam tu na myśli przede wszystkim nawrócenie na poziomie osobistym i wspólnotowym, ze szczególnym naciskiem na obszar duszpasterstwa. Duszpasterstwo zachowawcze, konserwatywne powinno ustąpić miejsca duszpasterstwu opartemu na ewangelizacji – nowej ewangelizacji – bo tylko ono jest płodne. Takie jest moje przekonanie, które bierze się stąd, że widać już pozytywne owoce tego kierunku – to właśnie nasi seminarzyści czy liczni katechumeni. Proszę jednak nie zapominać, że żyjemy w trudnym społeczeństwie: we Francji praktykuje pięć, sześć procent całej populacji. Jest wiele parafii, w których zostali tylko starsi ludzie. Nie możemy więc mówić o jakichś powalających rezultatach, które dawałyby wielką satysfakcję. Pan Bóg daje nam jednak nieco powodów do radości, aby pobudzić nas do pracy, która jest jeszcze przed nami. Kiedy uświadamiam sobie, ile mam do zrobienia, czuję się zmęczony. Nie mam na to wszystko czasu.

Czy w diecezji Księdza Biskupa działają wspólnoty zrodzone z ducha nowej ewangelizacji?

Tak, jest ich dużo i różnego rodzaju – wspólnoty charyzmatyczne, ale również działające w nurcie tradycjonalistycznym, wspólnoty rodem z Ameryki Południowej, jak Palavra Viva z Brazylii, a także wspólnoty, które narodziły się w naszej diecezji. Sądzę, że należy dzisiaj z uwagą podchodzić do nowych charyzmatów, które daje Duch Święty, gdyż są to duszpasterskie i misyjne odpowiedzi na wyzwania nowej ewangelizacji.

Czy w takim razie Ksiądz odczuwa kryzys francuskiego Kościoła? Może to już przeszłość?

Tak, odczuwam. W naszej cywilizacji mamy do czynienia z głębokim zwrotem, który pociąga za sobą kryzys na poziomie społecznym, duchowym, moralnym, ekonomicznym, politycznym. Dotyka on samych podstaw i nie omija także Kościoła. Ma wiele przejawów, takich jak trudności młodych ludzi z zaangażowaniem się, kultura oparta na powierzchowności, odwracanie się od własnych korzeni, ucieczka w pozytywistyczne czy scjentystycze marzenia i iluzje, postępowanie nastawione na sukces za wszelką cenę. Wszystko jest podane w wątpliwość przez paradygmat ponowoczesności. Sprawia to wrażenie wielkiego pomieszania. Żyjemy w świecie, w którym główną rolę odgrywają subiektywizm i emocjonalność, a tempo zmian jest ogromne. Kościół jest tym wszystkim naznaczony, a jednocześnie jest gdzieś głęboko wyczekiwany, poszukiwany, zwłaszcza przez młodych ludzi. Uderza mnie, że choć teraz mamy w Kościele mniej młodych, to jednak niektórzy decydują się na powrót. W kotłowaninie świata, w którym wszystko się zmienia i nie ma już żadnych trwałych wartości, Kościół jest postrzegany jako coś stałego, jako punkt odniesienia.

Co robicie, aby przyciągnąć młodych do Kościoła, do parafii? Można powiedzieć, że parafie w diecezji Księdza to żywe wspólnoty?

Nie. Kryzys Kościoła to w ogromnej mierze kryzys wspólnot chrześcijańskich, które przestały być wspólnotami. Spora część duszpasterstwa rozwija się wokół spraw kultu, który ludzie przeżywają w sposób indywidualny ze względu na tradycję. Ale sens wspólnoty jako jednego Ciała to coś, co przyjąć znacznie trudniej. Mój program duszpasterski polega na ożywieniu wspólnot parafialnych, ponieważ uważam, że ewangelizacja powinna się odbywać poprzez parafie. Chodzi o głębokie doświadczenie duchowe, charyzmatyczne właśnie na ich poziomie. Parafia to mikrokosmos Kościoła – to tutaj udziela się sakramentów inicjacji chrześcijańskiej, to tutaj otrzymuje się formację, rzeczywistość parafii ogarnia w pewien sposób całe ludzkie życie. Jest ona wcieleniem tajemnicy Kościoła, dlatego powinna być zarzewiem ewangelizacji. Podstawowym wyzwaniem jest więc odnowa parafialnej tkanki. A jak to zrobić? Musimy zacząć od głowy. W mojej diecezji jest wielu rybaków. Żeby złapać rybę, trzeba chwycić za głowę. Stosuję tę analogię do parafii: jeśli nastąpi nawrócenie na poziomie głowy, to znaczy proboszczów i osób odpowiedzialnych za parafie, to stopniowo będzie się zmieniać także życie wspólnoty. Podstawą mojego programu jest praca z kapłanami, ukazywanie im nowego sposobu pojmowania parafii jako wspólnoty misyjnej.

Zaczyna Ksiądz od formacji proboszczów czy wcześniej?

Formacja zaczyna się już w seminarium. Chodzi o to, by od początku uczyć się określonego pojmowania duszpasterstwa. Kapłanom, którzy przez piętnaście czy dwadzieścia lat byli przyzwyczajeni do czego innego, bardzo trudno się przestawić, to normalne. Trzeba zaczynać już w seminarium. Klerycy są więc od początku formowani w duchu misyjnym, uczeni ewangelizacji bezpośredniej, chodzenia z Dobrą Nowiną od drzwi do drzwi, odbywają kursy ewangelizacyjne, wprowadzani są w prace misyjne. To jest inwestycja w przyszłość, za piętnaście, dwadzieścia lat będzie trudniej coś zmienić. Zmiany dokonają się za pośrednictwem młodych.

A co jest najważniejsze w formacji, aby księża byli wierni swojemu powołaniu?

Pierwszą rzeczą, o której trzeba pamiętać, jest prawda, że ewangelizacja, swoista skuteczność misyjna jest owocem świętości. To bardzo wymowne. Jan Paweł II, silna osobowość i wybitny intelektualista, był przede wszystkim święty. Świętość najbardziej dotyka ludzi. Widzieli człowieka modlącego się, o głębokiej pobożności maryjnej. Cała jego osoba była jakby napromieniowana obecnością Boga. To jest początek, podstawa dla całej reszty. Najpierw należy więc mówić o świętości. Kolejna rzecz istotna w przygotowaniu kapłanów to formacja na poziomie człowieczeństwa. Żyjemy w czasach, w których człowieczeństwo często jest zranione. Ludzie przychodzą do seminariów z różnymi doświadczeniami, często z rozbitych rodzin. Jest to także wezwanie do tego, by dowartościować rodzinę, tak aby była ona dla młodego człowieka ekosystemem, środowiskiem nadającym jego życiu strukturę, wewnętrzną architekturę, która pomoże mu niejako „uczłowieczyć” jego doświadczenie duchowe. Często młodzi, nawróceni ludzie, którzy już doświadczyli spotkania z Chrystusem, mają tendencję do przeżywania wiary w sposób jakby odcieleśniony. Do seminarium trafiają osoby, których życie duchowe jest bardzo głębokie, ale nie potrafią przeżywać go na poziomie własnego człowieczeństwa, na poziomie umysłu i uczuć – to może się okazać niebezpieczne.

Czy w takim razie w seminariach są psychologowie?

Mamy psychologów, ale kontaktujemy się też z rodzinami. W diecezji żyją wspólnoty, które łączą różne stany życia, są w nich także rodziny. Nasi seminarzyści spędzają jakiś czas w takiej wspólnocie. To bardzo dobrze wpływa na ich wewnętrzną równowagę.

Przyjechał Ksiądz Biskup do Polski w czasie, gdy przeżywamy Niedzielę Miłosierdzia. Czy wybór tej daty łączy się jakoś z osobą Jana Pawła II?

Wybraliśmy się z grupą księży z mojej diecezji w podróż śladami Jana Pawła II. Naszym głównym celem było odkrywanie jego osoby – dlatego odwiedziliśmy Kraków, Warszawę, Częstochowę; byliśmy także w Oświęcimiu. Przebywając w Polsce, odwiedząc jego rodzinny dom, mogliśmy pełniej odkryć, kim on tak naprawdę był. Rozmawialiśmy z kardynałami Dziwiszem, Macharskim, Glempem. Wszystko to pozwoliło nam zobaczyć Jana Pawła II w pełniejszym świetle, bardziej docenić jego odwagę, jego świętość. Mieliśmy też okazję dotknąć nieco historii Polski. Jan Paweł II był z nią głęboko związany. To człowiek, którego nie sposób zrozumieć w oderwaniu od ojczyzny. Jest jakby ucieleśnieniem narodu, duchowego oporu Polaków. Bardzo ułatwiło nam zrozumienie Jana Pawła II dotknięcie jego korzeni. Także po to, by bardziej docenić to, co po sobie zostawił. Wszyscy księża, z którymi byłem na tej pielgrzymce, to młode osoby z pokolenia Jana Pawła II. Byli oni od początku nastawieni bardzo przychylnie i pielgrzymka zrobiła na nich duże wrażenie.

A jak dzisiaj Jan Paweł II jest postrzegany we Francji? Przecież tak wielu francuskich księży ostro go krytykowało.

Większość ludzi ma pozytywny obraz Jana Pawła II. Jeśli chodzi o sprawy moralne, wiele osób, także chrześcijan, nie zgadza się z jego nauką. Nie dotyczy to jednak konkretnie jego osoby, Jan Paweł II mówił po prostu to, co należało mówić na ten temat. Poruszanie aspektów etycznych i antropologicznych chrześcijaństwa nie jest dzisiaj mile widziane. Niezależnie od tego, czy robi to Jan Paweł II czy Benedykt XVI, wywołuje to irytację i brak zrozumienia. Dzieje się tak dlatego, że na Zachodzie położono wielki nacisk na kwestie społeczne, a niewiele mówiło się o tym, w jaki sposób wiara staje się światłem dla antropologii. Mamy więc, jak sądzę, do czynienia z problemem bardziej ogólnym niż niechęć do konkretnej osoby Jana Pawła II.

Czy po roku 1997, kiedy to we Francji odbywał się Światowy Dzień Młodzieży, coś się w Kościele francuskim zmieniło?

To było bardzo duże wydarzenie. Do tego czasu Światowe Dni Młodzieży były elitarne, angażowały się w nie głównie nowe wspólnoty. Spotkanie Jana Pawła II z młodzieżą w 1997 roku było szokiem. Bardzo mocno naznaczyło ono całe duszpasterstwo młodych. Dzisiaj wokół przygotowań do Światowych Dni Młodzieży ześrodkowane jest duszpasterstwo młodzieży we Francji. Uświadomiliśmy sobie wielką wagę tego spotkania młodych z Kościołem powszechnym, które odbywa się za pośrednictwem osoby Ojca Świętego. Jest to tym bardziej konieczne, że młodzi ludzie, studenci, tworzą w Kościele francuskim niewielkie grupki, mają więc potrzebę uczestniczenia w spotkaniach, które są wspólnym wyrazem wiary, okazją do doświadczenia wspólnoty modlitwy i formacji, pomagają im utożsamić się z Kościołem w całej jego powszechności i wielonarodowości. Przygotowanie do Światowych Dni Młodzieży stało się elementem krystalizującym dla całego programu duszpasterskiego. Dla wielu młodych ludzi to doświadczenie staje się później punktem odniesienia. Przeżywamy przygotowanie, następnie odbywa się spotkanie, a potem pracujemy nad owocami Światowych Dni Młodzieży, bo dostrzegamy dobre owoce.

Zapytam teraz o sprawę, która w ostatnim czasie mocno dotyka polski Kościół. Niedawno media nagłośniły przypadek księdza podejrzanego o pedofilię. Co może Ksiądz Biskup powiedzieć o podobnym zjawisku we Francji?

Spotykamy się z tym problemem także w Kościele francuskim, choć nie na taką skalę, jak miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj media szybko nagłaśniają tego rodzaju sprawy. Oskarżano więc samych księży, ale oskarżano także Kościół – chodziło o sposób, w jaki z nimi postępował. Kościół francuski traktował ich bowiem podobnie, jak traktowało ich wiele innych instytucji, z którymi byli związani. Sprawa nie dotyczy zresztą tylko księży, ale w ogóle wychowawców, którzy dopuszczali się takich czynów. Większość tych kapłanów była wychowawcami. Udzielano im więc nagan, przenoszono do innych placówek, ale wszystko to odbywało się w wielkiej tajemnicy. Dziś szybkie działanie mediów i wymiaru sprawiedliwości w tego rodzaju sprawach sprawiają, że nie można już postępować tak jak dawniej. Choć przypadków pedofilii było wśród księży mniej niż wśród innych osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, trzeba przyznać, że nadużycia istniały. Episkopat Francji przyjął specjalne wytyczne, które pozwalają na przejrzyste postępowanie w takich wypadkach. W przeszłości mieliśmy w naszym Kościele kilka bardzo bolesnych afer pedofilskich z udziałem księży. Dziś także zdarzają są takie wypadki, ale gdy dysponujemy bardzo jasnymi procedurami zarówno wobec mediów, jak wobec wymiaru sprawiedliwości, wygląda to zupełnie inaczej. Kiedy wybucha afera z udziałem księdza, zawsze wywołuje to spory oddźwięk, bo od kapłana oczekuje się, że będzie dawał przykład dobrego postępowania. Takie zdarzenia są więc antyświadectwem i dyskredytują w oczach ludzi kapłaństwo i Kościół.

A jeśli miałby Ksiądz jako ojciec diecezji wybierać: bronię mojego kapłana albo stosuję przejrzyste procedury i bronię wartości ewangelicznych – co by Ksiądz Biskup wybrał?

Nie ma tu albo–albo, ponieważ nie ma tu sprzeczności. Moim obowiązkiem jako biskupa jest także obrona rodzin, które żyją w mojej diecezji, nie wolno mi przemilczać ich skarg. Gdy więc wybucha afera, muszę przede wszystkim sprawdzić, czy to nie oszczerstwo, wysłuchać wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia, przeczytać wszystkie skargi i, jeśli istnieją przesłanki świadczące o zasadności oskarżeń, moim obowiązkiem – taka jest zasada – jest powiadomienie prokuratury i oczywiście samego księdza. Jestem to winien także pokrzywdzonej rodzinie i Kościołowi. Miałem dwie takie sprawy w mojej diecezji i za każdym razem stosowałem się do tych procedur. Bronić księdza to nie znaczy milczeć. To znaczy pomóc mu przyjąć odpowiedzialność za własne czyny, a także towarzyszyć mu w drodze osobistego odkupienia, której częścią może być odbycie nałożonej przez sąd kary. W żadnym razie nie wolno mi go zostawić, muszę mu towarzyszyć także wtedy, gdy odpowiada wobec prawa. Nasze postępowanie musi być przejrzyste. Jeśli przemilczymy taką sprawę, to ona będzie się jątrzyć i po jakimś czasie wybuchnie ze zdwojoną siłą, nagłośniona przez media.

Skoro jesteśmy przy bolesnych sprawach – jak Ksiądz Biskup postępuje z księżmi porzucającymi kapłaństwo?

To bardzo wielki ból. Osobiście znam dwóch takich kapłanów. Każde odejście to osobna historia. Może się zdarzyć, że ktoś musi odejść, ponieważ zbyt duże problemy osobiste – psychiczne czy emocjonalne, z którymi nie potrafi sobie poradzić – sprawiają, że nie jest zdolny do posługi. Inni odchodzą, ponieważ się zakochali. Staramy się im towarzyszyć. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że gdy odejście stało się już faktem, niewiele da się zrobić. Uważam, że odpowiednie działania zapobiegawcze należy podejmować na poziomie formacji i potem, podczas sprawowania posługi kapłańskiej. Nigdy nie wolno dopuścić do tego, by młody ksiądz po ukończeniu seminarium był pozostawiony sam sobie, trzeba nadal mu towarzyszyć. Gdy wybucha afera, trudno powstrzymać bieg wydarzeń… Staramy się utrzymywać przyjacielskie stosunki z tymi, którzy odeszli, wspieramy ich, bo przecież dla nich to także bardzo bolesne.

Czy uważa Ksiądz Biskup, że takie osoby mogłyby w jakimś wymiarze nadal pracować w Kościele?

Nie zalecałbym tego, zwłaszcza w pierwszym okresie po odejściu. Ci ludzie muszą nabrać dystansu do tego, co się stało, muszą też zmierzyć się z życiowymi konsekwencjami dokonanego wyboru. Myślę, że później można im powierzyć pewne zadania, ale z dużą troską, by nie okazało się to przedwczesne czy niestosowne. Każdą z takich spraw należy rozpatrywać indywidualnie.

W Polsce spotykamy się z tym, że niektórzy byli księża skarżą się, że nie mogą czynnie pracować w Kościele w innym charakterze.

Przede wszystkim taki człowiek musi odpowiedzialnie podjąć drogę, którą wybrał. Często problemem staje się znalezienie pracy, gdyż wielu duchownych nie ma innego wykształcenia poza ukończonym seminarium. Istnieją różnego rodzaju ruchy czy organizacje humanitarne działające w duchu katolickim, ale poza oficjalną strukturą Kościoła, które mogą być dobrym miejscem zaangażowania dla byłych księży. Myślę, że byłoby rzeczą bardzo trudną i niezrozumiałą dla wiernych, gdyby ksiądz, ich były duszpasterz, który się ożenił, miał nagle pełnić jakąś eksponowaną funkcję w Kościele. Natomiast uważam, że jest dla niego miejsce w stowarzyszeniach funkcjonujących niejako na obrzeżach, niezwiązanych ze strukturą Kościoła.

Wspomniał Ksiądz Biskup o problemach psychicznych, jakie przeżywają kapłani. Czy we Francji pomaga się im w sposób zorganizowany?

Tak, mamy wiele punktów pomocy psychologicznej i duchowej dla świeckich i kapłanów. Także w Kanadzie istnieją dobrze zorganizowane ośrodki wsparcia psychologicznego dla księży.

Czy są w diecezji Księdza Biskupa parafie, w których jest tylko jeden kapłan?

Mamy kilka takich parafii, ale to naprawdę wyjątki, na które decydujemy się na przykład w wypadku starszych proboszczów, którzy zawsze byli sami i potrafią żyć tylko w pojedynkę. Jednak staramy się, by w każdej parafii było kilku księży, by mogli tworzyć małą wspólnotę.

W Polsce problemy księży nieraz zaczynają się z powodu samotności.

Ksiądz żyjący w pojedynkę jest bardziej zagrożony alkoholizmem, materializmem czy uwikłaniem w romans. Nie możemy już na to pozwolić. Chciałbym, żeby wszyscy księża żyli we wspólnotach kapłańskich, byli związani z jakimiś wspólnotami życia czy byli członkami fraterni.

A jak wygląda we Francji współpraca duchowieństwa i świeckich?

We Francji po II soborze watykańskim duszpasterstwo świeckich zostało bardzo dowartościowane. Wielu świeckich ma możliwość otrzymania odpowiedniej formacji i podejmowania różnych zadań w Kościele. To bardzo pozytywne, istnieje tu jednak niebezpieczeństwo klerykalizacji laikatu. Ponadto, niektórzy księża nie potrafią podjąć odpowiedzialności wobec świeckich. Wymaga to dużego wysiłku. Moim zdaniem, najistotniejsze jest to, by wszyscy na nowo uświadomili sobie znaczenie chrztu. Kapłaństwo nie może się rozwijać, stawać się pełne, nie może być udane, jeśli ksiądz nie żyje przede wszystkim jako człowiek ochrzczony. Jeśli tego brakuje, zaczynamy posługiwać się logiką siły, wiedzy, władzy, jesteśmy zamknięci na jakiekolwiek uwagi ze strony świeckich. Jeśli świeccy żyją w Kościele zgodnie z własnym powołaniem, to aktywnie wspierają kapłanów w sprawowaniu charyzmatu nauczania i odpowiedzialności. Chodzi o wzajemny szacunek i docenienie poszczególnych powołań. Święte rodziny pomagają księżom w ich drodze do świętości i odwrotnie. Kroczymy ku świętości wspólnie w całej różnorodności stanów życia i wzajemnym dopełnianiu się powołań. Z tego punktu widzenia nowe wspólnoty, które łączą w sobie różne stany życia, są pięknym znakiem nadziei.

Trudno mówić o wyraźnym kryzysie Kościoła w Polsce, ale jak Kościół może wyjść z kryzysu, jeśli już w niego wpadnie?

Przede wszystkim poprzez modlitwę. Kolejna rzecz to osobiste doświadczenie Chrystusa – chodzi o osobistą wiarę, o to, by poszczególni członkowie Kościoła mogli powiedzieć „ja wierzę”. Trzecia sprawa to więź ze wspólnotą – parafialną czy inną – ponieważ samotny chrześcijanin to chrześcijanin w niebezpieczeństwie. Chodzi więc o podejmowanie działań służących tworzeniu żywych wspólnot. I po czwarte – ewangelizacja. Uważam, że należy tu położyć duży nacisk na nowe, bardziej kerygmatyczne postawy w przepowiadaniu wiary na podstawie żywych, modlących się, radosnych wspólnot. I wreszcie formacja. Formacja zarówno świeckich, jak i kapłanów, przygotowanie apostołów nowej ewangelizacji. Dzięki takim przygotowanym, zmotywowanym, szczęśliwym osobom będzie można zacząć od nowa. Ludzie naszych czasów czują, że świat bez Boga to dążenie ku śmierci. Choć ludzkie siły i wewnętrzne zasoby są ograniczone, człowiek jest stworzony dla Boga. Najgłębsze pragnienia ludzi wbrew pozorom dotyczą właśnie duchowości, a nie materialnego zaspokojenia.

A co Księdzu pomaga w odnawianiu własnej wiary?

Doświadczam wewnętrznej odnowy, gdy zanurzam się w Ewangelii. Także wtedy, gdy widzę, jak rodzą się nowe, dobre dzieła. Gdy patrzę na kapłanów wiernych swojemu powołaniu, jak Jan Paweł II, który poszedł aż do końca, czerpię z ich wierności i odnawia się we mnie osobisty zapał i wiara. Czasami chodzę też w nietypowe miejsca, do pubów, w których grają gotyckiego rocka – bywam tam z księdzem, który jest duszpasterzem ulicy. Gdy widzę, że w młodych ludziach, którzy żyją w okropnym świecie, jest tak wielki głód Boga, tak przemożne pragnienie życia, pomaga mi to nie tracić nadziei.

Podstawą jest praca z kapłanami
Dominique Rey

urodzony 21 września 1952 r. w Saint-Étienne we Francji – Dominique Marie Jean Rey, doktor ekonomii, francuski duchowny katolicki, biskup Fréjus-Toulon od 2000. Po kilku latach pracy zawodowej (m.in. w ministerstwie finans...

Podstawą jest praca z kapłanami
Monika Szewc

tłumaczka z języka francuskiego. Dla Wydawnictwa W drodze przetłumaczyła m.in.: Bóg uzdrawia dzisiaj, Philippe Madre (2004), Wezwani do świętości, Ambroise-Marie Carré OP (2005), Ku duchowej dojrzałoś...