Pokłosie Lednicy

Od lat piszę co miesiąc felieton do miesięcznika „W drodze”. Tym razem napisali go uczestnicy lednickiego spotkania, które odbyło się 7 czerwca 2008 roku pod hasłem: „Nazwałem was przyjaciółmi”. Oto kilka wypowiedzi, które wydobyłem z zapchanej skrzynki mejlowej.

„Szczęść Boże! Pewnie jest to jeden z wielu listów, które Ojciec dostanie, ale chciałam podziękować za zorganizowanie Lednicy, za ten niesamowity klimat i poczucie obecności Boga. Osobiście uważam, że to niesamowite, iż tegoroczne spotkanie mówiło o przyjaźni i wyborze Chrystusa – to moja pierwsza Lednica w życiu, a tu temat i jego przesłanie tak bardzo mnie dotyczą 🙂 Jeszcze raz dokonałam wyboru. DZIĘKUJĘ. Wybieram CHRYSTUSA”.


„Mam 15 lat i jestem nieuleczalnie chora. Od jakiegoś czasu nie chodzę do kościoła. Nie wiem, czemu… Ale w tym roku byłam na Lednicy. Zawsze myślałam, że tam się tylko tańczy i dobrze się ludzie bawią. Pewnego dnia zrozumiałam, że chcę pojechać! Nie było żadnego problemu. Choć miałam bardzo mieszane uczucia, można powiedzieć, że nawet się bałam. Cały czas myślałam, że tam się tylko tańczy i dobrze bawi, a nie modli i jest tak blisko Boga i wiary. Ale gdy dojechałam, okazało się, że będzie Koronka do Bożego Miłosierdzia, Msza Święta. Myślałam, że nie będę w stanie tego wytrzymać. Ale się zaczęło i było super, pierwszy raz byłam tak blisko Boga i zrozumiałam, że trzeba umacniać swoją wiarę! Kiedy ksiądz mówił, że niektórzy uważają, że Lednica jest tylko do tańczenia, robiło mi się głupio i wstyd. Od tego roku, jeżeli będzie mi to dane, będę na Lednicy co roku. Dziękuję za te wszystkie słowa skierowane do nas, młodzieży…

PS Proszę o modlitwę za moją rodzinę i bliskich. Dziękuję”.


„Kochany o. Janie! Mam

na imię Wioleta. Mam 17 lat. Bardzo się cieszę, że mogłam po raz czwarty przybyć na spotkanie lednickie. To miejsce urzekło mnie swoją mocą i łaską. W tym roku przyjechałam rozbita. Opuściło mnie dwoje przyjaciół, byłam pokonana przez grzech onanizmu i pornografię. Traciłam wiarę w przyjaźń i miłość Chrystusa do mnie.

Szczerze mówiąc, za bardzo nie wiedziałam, co tam robię. Spotkanie na temat przyjaźni, a ja czułam się bezsilna, samotna, opuszczona. W duszy krzyczałam i błagałam o miłość, zrozumienie i zaufanie. Czułam, jak się rozpadam z wszystkimi moimi problemami. Na tym placu w odległości zaledwie 100 metrów była osoba, którą uważałam kiedyś za przyjaciela. Nie mogłam się z nią spotkać, podejść, porozmawiać i wyjaśnić, co się stało. Zawładnęła mną nienawiść.

Spacerując po polach lednickich, wiedziałam, że Jezus na mnie czeka. Nadszedł czas, aby się z Nim pojednać. Nie byłam u spowiedzi miesiąc, ale ze względu na moją słabość do pornografii i onanizmu było to dla mnie jak wieczność. Ból, który przeżywałam, będąc na Mszy Świętej i nie mogąc przyjąć Chrystusa, był nie do opisania.

Szukałam księdza, któremu dobrze z oczu patrzy, usiadłam na trawie i czekałam w kolejce. Cała się trzęsłam. Jakbym się czegoś bała. Kiedy przede mną była już tylko jedna osoba, zauważyłam tę dziewczynę, o której pisałam wyżej. Przeszła obok bez słowa, a potem podeszła do mnie i powiedziała, że chce wyjaśnić ze mną kilka spraw. Przywitałam ją najpierw, a potem przeprosiłyśmy się za wszystko. To, co wydawało mi się niemożliwe, okazało się żywym i prawdziwym znakiem tego, że Jezus jest moim PRZYJACIELEM. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Z żalu łzy płynęły mi jakby bez końca. Przytuliłam ją i płakałam. Nie jesteśmy przyjaciółkami, ale jesteśmy pojednane ze sobą. Po tej rozmowie, kiedy już mogłam usiąść i wypłakać z siebie cały ciężar, przyszedł czas, aby pojednać się z Chrystusem. Po chwili usiadłam koło księdza i rozpoczął się wielki cud. Wylałam swoje grzechy na Jezusa i On obmył mnie w swoim miłosierdziu. Ta rozmowa była dla mnie niewątpliwie trudna. Musiałam przyznać przed Jezusem, że nie potrafię kochać, że oddaję się pod Jego łaskę. Powiedziałam Mu o mojej nienawiści, urazach, żalu, bólu, myślach samobójczych, które kiedyś mnie dopadały, i o smutku, który dręczył moją duszę. Poprosiłam o uzdrowienie, o to, aby nauczył mnie kochać i być przyjacielem. Czułam się właśnie tak, jakby to On był moim jedynym i niepowtarzalnym PRZYJACIELEM. I przekonałam się, że tak jest. Kiedy udzielał mi rozgrzeszenia, czułam, jak spływa na mnie Jego łaska i Jego przyjaźń. Powierzyłam Mu moją nienawiść i w czasie rozgrzeszenia się jej wyrzekłam.

To był początek kolejnego małego cudu w moim życiu. Odeszłam cała we łzach, ale już starałam się nie płakać. Było mi lżej na sercu. Poszłam do kaplicy porozmawiać z moim najlepszym PRZYJACIELEM. Chwilę się pomodliłam i prosiłam Go, aby nauczył mnie kochać i pomógł doświadczyć Jego obecności w moim życiu. Czas spędzony w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem uważam za błogosławiony. Cisza, spokój wewnętrzny i zjednoczenie z Chrystusem. Łaska, którą było czuć w powietrzu. Podziękowałam Chrystusowi za te cuda i przyjęłam Jego błogosławieństwo.

Nabożeństwo maski, śpiewy, odsłonięcie swojego oblicza przed Chrystusem w pełnej okazałości z wszystkim, co kryje nasze serce. I Msza Święta: wielka łaska. No i oczywiście wybór Chrystusa. Eucharystia była pięknym spotkaniem z Przyjacielem Jezusem. Urzekła mnie piękna homilia o przyjaźni. Słowa o błaganiu i wręcz krzyczeniu o przyjaźń. Te słowa były też o mnie. Komunia święta – coś pięknego. I kolejny mały cud: przeprosiny od osoby, z którą żyłam w nienawiści. Nie spodziewałam się, ale Chrystus przewidział to w swoim planie. 🙂 Adoracja: mogę ją zaliczyć do kolejnych lednickich cudów świata. Skupienie 70 tysięcy ludzi. Tego może dokonać tylko Jezus. Hymn o miłości z wpisaniem słowa »Jezus« zamiast słowa »miłość«. Jestem pod wrażeniem. Czuło się w tym wszystkim wspólnotę i łaskę. Wielkie Bóg zapłać za ten dzień i nowe siły. Niech Jezus będzie błogosławiony. Cieszę się, że mogłam tam być. 🙂 Jeżeli to możliwe, proszę o modlitwę i błogosławieństwo oraz ewentualny kontakt”.


„Witam ojca. Pozwoliłem sobie napisać, gdyż właśnie wstałem po spotkaniu lednickim i zrozumiałem, że słowa o udawaniu kogoś tyczyły się mnie. Chciałem serdecznie ojcu podziękować za Lednicę, za te słowa KOCHAM WAS, bo wiem, że były wypowiedziane bezinteresownie i pierwszy raz je w takim sensie usłyszałem, usłyszałem »kocham« od osoby, która nie chce niczego w zamian. DZIĘKUJĘ”.


„Drogi Ojcze Góro! Nie wiedziałam, gdzie to napisać, trafiło tu, pewnie źle, a może i dobrze. Przechodząc do sedna sprawy: Chciałabym podziękować za lednickie spotkanie. Mojej wdzięczności nie opiszą słowa, bo jest ona tak wielka. Pierwszy raz byłam na Lednicy, ale już teraz wiem, że nie ostatni. Spotkanie nad Lednicą nauczyło mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim uzmysłowiłam sobie, że Bóg jest tak blisko i że mnie nie opuszcza, i że mnie kocha mimo wszystko, i że jest najlepszym przyjacielem. Przyjacielem, który nigdy nie zawodzi. Moje życie się zmieniło. Na żadnym koncercie, urodzinach, imprezie, grillu, balu, dyskotece, ognisku nie bawiłam się tak dobrze jak na Lednicy! Dziś jest niedziela, ale mnie tu nie ma. Całą sobą na nowo próbuję przeżyć wczorajsze spotkanie, ale kiepsko mi idzie. Pozostaje tylko czekać. Serce tak rwie mnie tam, nad to jezioro, na tę suchą i przydeptaną trawę! Godziny, które spędziłam na Lednicy, były najszczęśliwszym czasem w całym moim życiu. Jeszcze nie zdążyłam pomyśleć, jak jest fajnie, a już wszystko się skończyło. Żałuję, że rok ma 365 dni, bo jak dla mnie następne lednickie spotkanie mogłoby się odbyć jutro, dzisiaj, teraz! Ojcze Góro: dziękuję. Dziękuję z całego serca! Z wszystkich serc, jakie posiadam! Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję”.


„Na początku witam kochanego ojca Jana… Mam 17 lat i tego pięknego lata przyjechałem do Lednicy pierwszy raz. Mimo mej początkowej niechęci i różnych opinii, podjąłem się przyjazdu na lednickie pole. Po ciężkiej podróży około godziny10 rano ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem rzeszę młodych ludzi, którzy zmierzają w kierunku wielkiej ryby. Nie rozumiejąc tego, udałem się za nimi wraz z moją grupą. Dotarliśmy na miejsce. Pomimo strasznego upału i ciasnoty zajęliśmy miejsca, dalej jednak nie rozumiałem, co tych ludzi przyciąga tam jak magnes. Po pewnym czasie usłyszałem ojca głos, chyba lekko przeziębiony. Zaczęły się pieśni, tańce. W miarę upływu czasu pokochałem to miejsce. Po wzruszającej spowiedzi przyłączyłem się do śpiewów. Poczułem siłę tej grupy ludzi – była nią wiara w Boga. Chciałbym podziękować za to, że ojciec organizuje te zjazdy w Lednicy. Przy okazji chciałbym zaproponować tematykę przyszłego spotkania „wiara naszą siłą”. To spotkanie umocniło mnie w wierze i dało mi „dopalacza” dla mojego życia. Pozdrawiam najmocniej. Myślę, że zobaczymy się znów za rok. Niech Bóg ojcu pomaga i błogosławi oraz daję siłę do dalszego skupiania ludzi szukających Boga. Szczęść Boże!!!”


„Niesamowite…. Tylko to słowo ciśnie mi się na usta. Wczoraj pierwszy raz byłam na spotkaniu na polach lednickich… Jechałam bez przekonania. Od jakiegoś czasu nic mi nie wychodziło w życiu i za wszystko obwiniałam Boga. Niby byłam dalej w oazie, ale już Go nie czułam… Nie chciałam Go czuć… Czemu pojechałam? Nie wiem… Po prostu On tak chciał. I w momencie adoracji, w momencie odczytania Listu św. Pawła do Koryntian z zamianą słowa »miłość« na »Jezus« zrozumiałam, że On jest, był i będzie. Poczułam Go!!! Zobaczyłam Go!!!!!! W tych wszystkich otaczających mnie ludziach! Jadąc na Lednicę, powiedziałam sobie, że robię to pierwszy i ostatni raz. Już wiem – zrobiłam to pierwszy raz, ale nie ostatni… Będę tam za rok, jeśli tylko będę mogła. Dziękuję Ojcu za dar Lednicy… Szczęść Boże!”


„Kochany Ojcze! Chcę Ci serdecznie podziękować za to cudowne spotkanie nad Lednicą, które mogłam przeżyć. Byłam tam dopiero drugi raz i powiem krótko: są to najcudowniejsze chwile, które na pewno będę pamiętać już ZAWSZE! W tym roku zabrałam na Lednicę mojego chłopaka, którego od dawna bezskutecznie próbowałam przekonać, że wiara jest w życiu czymś najważniejszym, co nadaje mu sens. I dzięki Lednicy to mi się udało. Byłam niesamowicie szczęśliwa, gdy tańczył i ze wszystkimi śpiewał »Panie, wiesz, że Cię kocham«. Na Lednicy bardziej się do siebie zbliżyliśmy i, co najważniejsze, zrozumiał, że bez alkoholu można się bawić, i to o wiele lepiej:) Za to właśnie najbardziej chciałam podziękować. Do zobaczenia za rok pod rybą w cudownej atmosferze!!!:)”


„Szczęść Boże, Ojcze 🙂 Mam na imię Beata i jestem z Buku, pod Poznaniem 🙂 🙂 Piszę do Ojca, by podzielić się swoimi przeżyciami z wczorajszej Lednicy… Byłam w tym roku pierwszy raz i na pewno nie ostatni!!! Jadąc na Lednicę, byłam daleko od Boga, bo mój świat już jakiś czas temu zaczął się zmieniać, zmieniać na gorsze… Miałam ogromną nadzieję, że to spotkanie będzie dla mnie jakimś przełomowym momentem. I tak się stało! Jadąc na Lednicę, byłam dziewczyną, która była o krok od odebrania sobie życia, a teraz czuję się silna i wiem, że mogę, że potrafię żyć z Bogiem, tylko muszę się zmienić… Jednym z najważniejszych dla mnie momentów była spowiedź! Gdy podeszłam do księdza i zaczęłam mówić, on zapytał, czy chcę porozmawiać, tak sam z siebie… Ja się zgodziłam i rozmawialiśmy przez 1,5 godziny. Nigdy żaden ksiądz nie poświęcił mi tyle czasu i nie zaproponował sam rozmowy! NIGDY!!! To było dla mnie tak strasznie ważne, tak bardzo potrzebowałam, by ktoś taki właśnie jak ksiądz porozmawiał ze mną… On wytłumaczył mi wiele spraw, pokazał, że mimo wszystko świat jest piękny!!! I gdybym tylko mogła do niego napisać od czasu do czasu i porozmawiać… Na pewno podziękowałabym jeszcze raz za tę rozmowę… Heh… Ale niestety! 🙁 Być może uda mi się Go spotkać za rok… Drugim tak wielkim wydarzeniem była Msza Święta – taka, jakiej jeszcze nie przeżyłam. Nigdy nie było wokół mnie tylu wspaniałych, uśmiechniętych ludzi. W trakcie kazania nie mogłam powstrzymać łez, po prostu się rozpłakałam… Byłam tak skupiona i wyciszona jak nigdy!!! Heh. Aż żal, że było tak krótkie…;) Dziękuję!!! Bardzo Ojcu dziękuję za to lednickie spotkanie! Ono było cudowne, pełne wiary i miłości… Tego potrzebowałam i teraz jestem SZCZĘŚLIWA!!! DZIĘKUJĘ!!!!!!! 🙂 🙂 🙂

PS Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale chciałam powiedzieć, co przeżyłam… Heh… to i tak jeszcze nie wszystko, ale nie będę Ojcu głowy zawracać 🙂 🙂 Pozdrowienia z Buku :)”


„Witam serdecznie 🙂 Tegoroczna Lednica byłą moją drugą w życiu. Na zeszłorocznej znalazłam się przez przypadek, w piątek wieczór poprzedzający sobotni wyjazd kolega przyszedł i namówił moich rodziców, żeby mi pozwolili jechać. Tegorocznej oczekiwałam 360 dni. Pamiętam, jak rok temu w czasie drogi na Lednicę odebrałam telefon – moja przyjaciółka zadzwoniła do mnie z ochrzanem, dlaczego jej nie zabrałam, czemu ona nic nie wiedziała… Obiecałam jej, że na przyszły rok ją zabiorę. Niestety, 20 lipca miała wypadek – kiedy jechała na rowerze, potrącił ją samochód. Dzień później zmarła. Dlatego tegoroczna Lednica była dla mnie tak ważna, tym bardziej, że jej przewodnim hasłem była przyjaźń. Do końca życia będę sobie wypominać, że zaczęłam ją nazywać przyjaciółką dopiero po jej śmierci, że nigdy nie usłyszała tego słowa ode mnie.

Siedziałam na polach lednickich, słuchając kazania, wpatrywałam się w jej zdjęcie, które trzymam w dokumentach. Zastanawiałam się, »co by było, gdyby«, czy jest ze mną duchem… Później zawładnął mną śpiew i taniec – angażowałam się w to całą sobą, nie rozmyślałam o niej. Jednak po przybyciu do domu, po odespaniu nocy udałam się na cmentarz z tulipanem, który dostałam po przejściu przez bramę. I stojąc tam, nad jej grobem, przypomniałam sobie przejście przez bramę i kontakt wzrokowy, który z ojcem nawiązałam. I wtedy, nie wiem, czemu, ale poczułam, że chcę się z ojcem podzielić tym, co mi leży na sercu. Przepraszam, że zajęłam ojcu czas, ale coś tam w środku kazało mi napisać. Pozdrawiam serdecznie ojca i wszystkich, którzy angażują się w organizację spotkań”.

Pokłosie Lednicy
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...