Pomarańcze z pałacu
fot. adam wilson

Pomarańcze z pałacu

Dziecięce powroty z wakacji wyglądały zawsze tak samo. Całonocna podróż pociągiem znad morza czy z gór, twarde drewniane ławki, oczy czerwone z niewyspania i od parowozowego dymu. Mamy niecałe piętnaście lat i nie robi to na nas większego wrażenia. Ale już tęsknimy za domem i przez brudne okna wagonu kolejowego wypatrujemy tego, co jest jego pierwszym symbolem. To jest Pałac Kultury i Nauki.

Może to strasznie brzmi dla starych warszawiaków, ale ja też jestem stary warszawiak, tyle że urodzony po wojnie. Mnie ten widok nie drażnił. Kiedy w 1945 roku do stolicy wracali jej przedwojenni mieszkańcy, płakali na widok wypalonych murów. Nie mieli żadnego symbolu miasta, bo wszystkie zostały zniszczone. Musieli je odbudować.

Zostało Ci jeszcze 86% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się