Pora zapinać klapę
fot. ariel lustre / UNSPLASH.COM

Pora zapinać klapę

Jutro wyjeżdżam. Plecak spakowany, ale niezapięty. Czeka jeszcze na kosmetyczkę i małą składaną suszarkę. Gdziekolwiek jestem, zaczynam dzień od umycia włosów. Mój tata nigdy nie wyszedł z domu nieogolony, jako dziecko uwielbiałam patrzeć, jak zdejmuje ze skóry żyletką cieniutką warstwę białej piany. Płukałam mu pędzel. A ja nie wychodzę i niczego ważnego nie robię bez umycia włosów. Może to mój bilet do życia, rytuał przejścia od intensywnego w sny snu do uważnego bycia tu i teraz.

Plecak stoi i przypomina, że to mój ostatni dzień u siebie, w sobie, na miejscu. Jutro będzie odtworzony tyle razy ceremoniał: zrzucony bagaż, okazany – teraz już nie człowiekowi, lecz maszynie – paszport, zdjęty pasek i wyjęty do kontroli laptop, kupiona gazeta i woda, minuty odsiedziane przed bramką. Start, lot, lądowanie. Pierwszy oddech wzięty tamtym, ichniejszym powietrzem. Zadziwienia, zachwyty, niepokoje, poznania, pożegnania. Xifaxan na bolący brzuch, mugga na natrętne komary, audiobook na spokojny sen, bo wokół gada dżungla albo hałasuje miasto. Zawsze coś tam zostawiam, jak talizman, grosik rzucony do fontanny, jak Nel porzucająca na pustyni rękawiczki, żeby w razie potrzeby wywąchał ją wierny Saba. Zawsze coś nieważnego, co się skończyło. Na ogół jedną z koszul – wypłowiałą, przesiąkniętą plamami przygód. 

Zostało Ci jeszcze 70% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się