Potyczki słownych zabijaków

Potyczki słownych zabijaków

Demokracja – na tym polega jej zasadnicza wartość – sprawia, że ludzie walczą na słowa, a nie na pięści. Że odwołują się do argumentów, a nie przemocy. Przekonują się, a nie unicestwiają. Inaczej mówiąc, żywiołem porządku demokratycznego są słowa. Dlaczego? Ponieważ, jak sądzimy, one nie zabijają. Przypominają miecze, ale z papieru, którymi żadnym sposobem nie można wyrządzić drugiemu śmiertelnej krzywdy. Czyżby?

Przecież wiemy, o czym donosi mądrość ludowa, że słowo potrafi ugodzić: celnie sformułowane, podane w odpowiedniej formie i czasie, jest jak sztylet, który trafia tak precyzyjnie, że nie zabija może nagle, ale zdarza się, że bywa ciosem na tyle dotkliwym, iż prowadzi do trudniejszego, bo powolnego konania. Czy zatem ze słowami nie powinniśmy się obchodzić tak samo ostrożnie, jak z naładowaną strzelbą? Tak. A czy tak postępujemy? Nie.

Przykłady? Proszę bardzo. Posłanka lewicy Joanna Senyszyn zarzuciła abp. Kazimierzowi Nyczowi, że kłamie, by „wydoić państwo”. I jeszcze, z drugiej flanki, ta sama posłanka: „Abp Nycz, aby obejść prawo, dokonał swoistego szalbierstwa”. Skąd te oskarżenia?

Idzie o 30 milionów, które z budżetu państwa mają być przeznaczone na budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Oczywiście taka dotacja nie byłaby możliwa, gdyby Świątynia Opatrzności była tylko obiektem sakralnym, ale metropolita warszawski zdecydował ostatnio, że część obiektu zostanie przeznaczona na Centrum Opatrzności Bożej, które będzie miało zapisane w statucie również działalność kulturalną. A taką państwo może już dofinansowywać.

Zgoda; trudno oprzeć się wrażeniu, że władze kościelne zmieniły statut tak, aby – zgodnie z prawem – móc się starać o państwową dotację. Jestem daleki od tego, aby sądzić, że państwo z zasady nie powinno wspierać działalności kulturalnej prowadzonej przez Kościoły, jednak w tym wypadku sprawa jest szyta dość grubymi nićmi. Bo przecież można zmienić statut, ale o państwowe pieniądze starać się dopiero, kiedy Centrum Świątyni Opatrzności Bożej już powstanie. Nie szłyby one wtedy na cegły, jak to będzie miało miejsce teraz, ale już na konkretne projekty kulturalne i edukacyjne. Wtedy nikt nie zarzuci Kościołowi, że – używając określenia posłanki – „doi państwo”.

Z drugiej jednak strony posłanka Senyszyn, mówiąc kolokwialnie, „pojechała po bandzie”. Człowiek marny mógł mieć jednak nadzieję, że odpowiednie władze kościelne nie odpowiedzą takim samym językiem, nie uciekną się do słów i argumentów, które stosuje się przy budce z piwem. Że postarają się wyjaśnić zaistniałą sytuację, wytłumaczyć, dlaczego zostały podjęte takie, a nie inne decyzje i działania, co pozwoliłoby lepiej zrozumieć motywy postępowania archidiecezji warszawskiej. I, być może, argumenty owe zrozumiałaby też posłanka Senyszyn.

Nadzieja bywa wszak płonna. I taka okazała się w tym wypadku. Oto bp Tadeusz Pieronek, którego zresztą cenię za odwagę cywilną i wyrazistość sądów, postanowił, nie po raz pierwszy, że dołączy do dyskusji na poziomie, który wyznaczyła mu posłanka. Odpowiadając na jej zarzuty, mówił, że powinna się zająć „dojeniem krów”. I dalej: „Na lewicy mieli już swój czas. Rozkradli kraj, więc w tej chwili niech siedzą cicho i pracują na chleb. Oby go w spokoju jedli”.

Czy bp Pieronek nie rozumie, że reagując w sposób nerwowy i arogancki, realizuje sprytnie przygotowany plan działaczki lewicy? Przecież ona dziś tryumfuje, bo może mówić: „zobaczcie, jak reaguje wasz Kościół, który naucza, aby nadstawić drugi policzek…”.

To nie koniec „dresiarskich” polemik kolonizujących naszą tzw. debatę publiczną. Oczywiście w tej materii zawsze można liczyć na o. Tadeusza Rydzyka. Tym razem kapłan obwieścił, że Platforma Obywatelska stosuje „totalitarne metody władz okupacyjnych” oraz „niszczycielski komunizm”. Riposta była równie wyszukana, a jej autor to, jak się łatwo domyśleć, nieoceniony Stefan Niesiołowski. „Rydzyk to załgany antykapłan. A jego radio jest bluźniercze” (cytuję za „Dziennikiem”).

Jak się Państwu to podoba? Mnie nie bardzo. A to dlatego, że sercem demokracji jest debata. Jednak dyskusja, w której zamiast słów stosuje się oszczerstwa, w której zamiast argumentów ucieka się do wrzasków i w której zamiast wymiany zdań obserwujemy spektakl nienawiści, ośmiesza demokrację. Robi się też smutno, że do tego okładania się na słowa, które nie przypominają mieczy z papieru, dołączyli kościelni liderzy. Od Kościoła oczekuję racjonalizowania debaty publicznej, a nie jej brutalizacji. Czy to aż tak wiele?

Potyczki słownych zabijaków
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...