To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Co więcej, początkowe wrażenie było na tyle negatywne, że byłem zdecydowany, aby wracać, ale ponieważ nie za bardzo wiedziałem, kogo miałbym poinformować o mojej rezygnacji, postanowiłem, że jeszcze się trochę rozejrzę. W zeszłym miesiącu minęło 38 lat, odkąd się rozglądam… Pierwszy dzień mojego jezuickiego życia był rezultatem tego, co nastąpiło trzy miesiące wcześniej. Rozmawiając z byłą siostrą zakonną – którą po jej wystąpieniu z zakonu wciąż darzyłem wielkim zaufaniem – zwierzyłem się, że chciałbym zostać księdzem, ale zakonnym. Nie wiedziałem jednak, na jaki zakon się zdecydować, bo nie znałem bliżej żadnego. Ona jednak znała dobrze mnie i dlatego wysłuchawszy moich zwierzeń, delikatnie, ale skutecznie (jak to kobieta) zasugerowała: „Wojtek, na ile cię znam, to wydaje mi się, że byłbyś dobrym jezuitą”. Ponieważ ufałem Ewie, zgodziłem się pojechać z nią do Krakowa, gdzie była umówiona ze swoim ojcem duchownym, jezuitą. Nieżyjący już o. Wojciech Kubacki porozmawiał ze m
Zostało Ci jeszcze 79% artykułu