Obawiam się, że nasza walka o dobre imię Jana Pawła II przypomina marzenia ściętej głowy. Walec dziejowego rozliczenia jedzie, by zabić ojca, jakkolwiek szokująco to brzmi. Mam wrażenie, że nasz gen samozniszczenia wyraźnie bierze dziś górę i daje o sobie znać. Z niedowierzaniem patrzę na stado, które rzuciło się jak wygłodniałe hieny na padlinę i prześciga się w posądzaniu papieża Wojtyły o zamiatanie pedofilii pod dywan i krycie seksualnych dewiantów. To nasza typowa polska cecha, brak umiaru – zarówno w pochwałach, jak i w podnoszeniu zarzutów. Minęło zaledwie kilkanaście lat od kwietniowych dni 2005 roku, kiedy mówiliśmy o narodowych rekolekcjach, magicznym czasie i narodzinach pokolenia JP2. Gdy ulice krzyczały „Santo subito!”, a celebryci wylewali łzy i łamiącym się głosem wyznawali przed kamerami, jak
Zostało Ci jeszcze 94% artykułu