Radosna perspektywa
fot. andrew buchanan

Radosna perspektywa

Petersburg pogrąża się w zimowym mroku. Nie chodzi nawet o to, że wcześnie robi się ciemno, ale o to, że późno robi się jasno: jeśli nie ma chmur (co się zdarza rzadko), słońce ledwo, ledwo podnosi się nad dachy niższych zabudowań gdzieś koło południa, rozświetla niebo bladą, złocistą poświatą, a wszystko spowija dziwny blask, którego źródła bardziej się domyślamy, niż je widzimy. Częściej jednak wiszą nad nami stalowe chmury, a parę godzin tego, co nazywamy dniem, przypomina wczesny wieczór. Kiedy na chodnikach i w metrze przeciskam się przez tłum ludzi, nie opuszcza mnie zdziwienie, jak to możliwe, że pod coraz ciemniejszym kloszem nieba może trwać życie. Świąteczne iluminacje rozweselają nieco atmosferę, jednak chodząc po mieście, częściej patrzę pod nogi, żeby nie wywinąć orła na zamarzniętym chodniku lub nie wdepnąć w rozmokłą górkę śniegu. Ten pada często i obficie, ale szybko topnieje i wszyscy brodzimy w wodnistej brei. Od razu można poznać, że mieszkam tu od niedawna, bo wciąż staram się omijać nawet pomniejsze kałuże i błotnistą szarą maź. Śmiesznie muszę wyglądać, to podskakując, to sadząc wielkie kroki, to zatrzymując się nagle, żeby rozważyć, którędy przejść w miarę suchą nogą.

Pomimo mroku toczy się życie. W archiwum, do którego zachodzę kilka razy w tygodniu, zrobiło się jakby ludniej. Może przed końcem roku trzeba oddać naukowe sprawozdania? A może po prostu ciepła biblioteka i światło lamp są schronieniem przed chłodem, ciemnością i przenikającą wszystko wilgocią? Ostatnio musiałem pracować przy stoliku, którego większą część zajmował wielki czytnik do mikrofilmów. Przeglądałem ogromnych rozmiarów dokumenty i musiałem uprawiać niezłą ekwilibrystykę, żeby jednocześnie czytać tekst, podtrzymywać składający się twardy pergamin i spisywać jego treść na laptopie. Po prawie trzech godzinach uprzejma archiwistka podeszła do mnie i z ujmującym uśmiechem powiedziała: „Zwolniło się lepsze miejsce. Proszę się przesiąść, bo kręgosłup pan sobie zrujnuje”. Mili Rosjanie – kiedyś z pewnością napiszę o nich więcej, na razie obserwuję i notuję w pamięci różne epizody.

Zostało Ci jeszcze 56% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się