Recepta na dobre życie
fot. robert horvick

Recepta na dobre życie

Sir John Templeton, Uniwersalne prawa życia, Wydawnictwo WAM, Kraków 2013, s. 376

Muszę przyznać, że nie lubię rad. Cenię sobie swoją samodzielność, przyzwyczaiłam się też do tego, że większość rzeczy robię bez niczyjej pomocy. Z pobłażaniem patrzę na osoby, które czepiają się opinii innych jak wyroku sądu najwyższego i od nich uzależniają swoje działania. Dlatego każde słowa porad pod moim adresem – choćby najżyczliwsze i wypowiedziane w szczerej intencji wsparcia – traktuję jak nieproszoną ingerencję w moje życie. Jeszcze bardziej nie lubię entuzjastycznych haseł, modnie zwanych ostatnio afirmacjami. Uważam, że są puste, traktuję je jak niepotrzebne ozdobniki codzienności. „Uśmiechnij się do świata, a świat uśmiechnie się do ciebie” – to przykład, który zwala mnie z nóg. Przecież dobrze wiemy, że w życiu nie zawsze tak jest, że świat odpłaca się tym, z czym do niego wychodzimy. Ile razy nasza życzliwość spotkała się z chłodem albo wręcz pogardą? Podobny problem mam z poradnikami pozytywnego myślenia. Bo czy można się nauczyć pozytywnie myśleć, kiedy zdaje się, że świat nas nie akceptuje, gnębi, odrzuca? Zmierzenie się z książką Johna Templetona Uniwersalne prawa życia nie było więc łatwym zadaniem. I to od pierwszego zdania.

Zamiast wstępu

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się