Rekreacje

Rekreacje

W finałowej scenie powieści Jurija Andruchowycza Rekreacje dochodzi do następującej sytuacji. W Czartopolu trwa Święto Ducha Zmartwychwstałego, czyli ukraiński festyn ludowy, w ramach którego na fali pierestrojki artyści manifestują swe przywiązanie do narodowej tradycji. Nagle uczestnicy festiwalu zostają otoczeni przez żołnierzy w sowieckich mundurach, wydających komendy w języku rosyjskim. W głowach poetów pędzonych kolbami karabinów na rynek miasteczka pojawiają się reminiscencje z ukraińskiej historii – kolejne generacje wymordowanych literatów, kolejne „rozstrzelane odrodzenia”. Gdy skazańcy oczekują na najgorsze, okazuje się, że był to… happening organizatorów imprezy.

W krajach Europy Zachodniej wszyscy uczestnicy takiego festiwalu od początku wiedzieliby, że mają do czynienia z inscenizacją. Nikt nie brałby tej zabawy w żołnierzy na poważnie. Na Ukrainie nabrać się dali wszyscy – a to dlatego, że taka sytuacja była absolutnie do pomyślenia. Wolność słowa czy sumienia nie były stanem nieodwracalnym w owym październiku 1990 roku, gdy Andruchowycz kończył pisanie swej powieści.

W sierpniu następnego roku w Zaporożu odbywał się festiwal „Czerwona Ruta” – największa estradowa impreza będąca manifestacją patriotyzmu ukraińskiej młodzieży. Zjechała się tam elita artystyczna młodego pokolenia oraz najbardziej świadomi narodowo studenci, głównie z Ukrainy Zachodniej. Był wśród nich także Andruchowycz.

Kiedy wracali do domów pociągiem relacji Zaporoże–Lwów, w Związku Sowieckim wybuchł pucz. Państwowy Komitet Stanu Wyjątkowego pod przewodnictwem Gienadija Janajewa ogłosił przejęcie władzy, odwrót od demokracji i restaurację komunizmu. Pociąg stanął w polu. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Do pasażerów, którzy utknęli pośród ukraińskich stepów, docierały strzępy niepokojących informacji – że trwa wojna, rewolucja, są ofiary w ludziach… W głowach artystów i studentów pojawiały się różne scenariusze: wystarczy, że pociąg zamiast do Lwowa skierują na Syberię, a za jednym zamachem pozbędą się całej młodej ukraińskiej elity.

Ten obraz wydawał się wszystkim jakby znajomy. Wystarczy cofnąć się o stulecie. W 1903 roku w Połtawie miało miejsce odsłonięcie pomnika Iwana Kotlarewśkiego – autora Eneidy, pierwszego utworu nowożytnej literatury ukraińskiej. Na uroczystość zjechała cała niemal elita ukraińskiego ruchu narodowego, która bez trudu zmieściła się w dwóch wagonach kolejowych. Jeden z uczestników tych wydarzeń, Jewhen Czykałenko, napisał wówczas, że wystarczyłaby katastrofa pociągu, a cały ukraiński ruch niepodległościowy w jednej chwili przestałby istnieć.

Takie historie w tej części świata już się zdarzały. Żywy organizm narodu w jednym momencie był pozbawiany swej głowy, czyli elit umysłowych i politycznych. Dlatego niektórzy badacze, wskazując na „niehistoryczność” czy „nieciągłość historyczną” Ukrainy, porównują jej dzieje do palimpsestu, gdzie nałożone są na siebie warstwy tekstów z różnych okresów.

Gdy Andruchowycz z kompanami snuli kolejne wariacje przyszłych wydarzeń, pociąg nagle ruszył z miejsca. Pucz zakończył się ośmieszającą klęską zamachowców. Sytuacja rozładowała się niczym w Rekreacjach. Jak w powieści: po kreacji nastąpiła rekreacja. A jednak ci, którzy przeżyli to na własnej skórze, nigdy nie będą traktować tego jak beztroskiego żartu. W rozmowach z wieloma ludźmi na wschodzie do dziś czuję tę samą niepewność: wolność, którą się dziś cieszymy, może okazać się tylko chwilową kreacją.

Rekreacje
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...