Requiem dla ascezy
fot. jr korpa / UNSPLASH.COM

W ubiegłym semestrze prowadziłem na pewnej śląskiej uczelni zajęcia dotyczące duchowości chrześcijańskiej. Adresatami byli studenci różnych kierunków i lat, w ramach dohumanistycznienia się. Wykorzystałem tę sytuację do swoich niecnych celów i poprosiłem o napisanie prac na temat tego, które z idei związanych z duchowością postrzegają jako obumarłe. Zwykle mam do czynienia z „kościelnymi” studentami, więc była to nie lada gratka.

Jasne – z niecałych sześćdziesięciu prac nie da się wyciągnąć z naukową rzetelnością żadnych statystycznych prawidłowości. Ale na potrzeby felietonu powinno wystarczyć. Zwłaszcza że jeden temat powtarzał się znacznie częściej od innych. Asceza. Wyraz ten rzucał mi się w oczy z nagłówków i pierwszych zdań tekstów, pobudzając moją ciekawość. Co właściwie w ascezie, albo jakie jej rozumienie, postrzegają jako martwe?

Zostało Ci jeszcze 80% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się