fot. adam-neumann
W setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły pisałem tu o nieudanej próbie zrozumienia go inaczej niż poprzez wspomnienie – przywoływanie TAMTYCH odczuć, TAMTEGO entuzjazmu z 1978 roku. Dziś – nic. Mam poczucie, że w roku tego jubileuszu powinienem choć spróbować. Ale mam też poczucie porażki. Słyszę wokół pytania, które jakoś zbiły nas z oczekiwanej ścieżki myślenia. Bo przecież planowałem jakoś tę próbę. Myślałem, że uda mi się wymyślić sposób – nie ogarnięcia tego człowieka i tego dzieła, lecz wyłuskania jakiegoś emocjonującego wątku.Społecznie do takich prób nie mamy klimatu. Co raz padają pytania o to, czy wiedział o złu, które toczyło i wciąż toczy Kościół. Czy zdawał sobie sprawę, że jest w nim tyle przypadków pedofilii i taka zmowa milczenia? Dodam do tego swoje własne pytanie: Czy rozumiał, jak niedoskonała intelektualnie i duchowo była i jest w Polsce jego – Kościoła – najwyższa reprezentacja? Na poziomie logicznego rozumowania łatwo mi powiedzieć, że co najmniej wiele przeoczył lub nie przewidział. Ale nie chcę (jes
Zostało Ci jeszcze 78% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 01, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść