Rozkwit czy upadek?

Rozkwit czy upadek?

Na łamach włoskiego dziennika „Corriere della Sera” na pytania czytelników odpowiada kard. Carlo Maria Martini. Nawiązując do listów poruszających kwestię kryzysu Kościoła we współczesnym świecie, kardynał mówi: „Uważam, że historia pokazuje nam, iż Kościół jako całość nigdy nie był w takim rozkwicie jak obecnie. […] obecność Kościoła jest rzeczywiście globalna, wierni są ze wszystkich kultur i języków; Kościół może szczycić się kolejnymi papieżami reprezentującymi najwyższy poziom; w Kościele jest wielu wybitnych teologów świetnie obeznanych z kulturą. Pomimo niektórych nieuniknionych napięć wewnętrznych, Kościół prezentuje się dzisiaj jako zwarty i zjednoczony, jak prawdopodobnie jeszcze nigdy nie był”. Rzeczywiście, jeśli dziś Kościół znajduje się w jakimś szczególnym kryzysie, to można by zapytać, kiedy było lepiej. Czy lepiej było w XX wieku, w czasach komunizmu i nazizmu? A może w okresie Oświecenia? Albo za czasów reformacji? Bo chyba nie na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia…

Optymizm kard. Martiniego nie jest naiwnością. Niemniej jednak nie brakuje takich, którzy sądzą, że żyjemy w czasach wyjątkowo przewrotnej walki z Kościołem. Dawniej wrogowie Kościoła mówili jasno o swej wrogości. Dziś mówią o tolerancji, prawach człowieka, wolności i zapraszają „światły” odłam Kościoła do współpracy. Tyle, że podjęcie takiej współpracy oznacza utratę tożsamości, rozmycie się Kościoła w antychrześcijańskiej ideologii, która fałszuje rzeczywistość, przekręcając znaczenie słów. To prawda, że w ten sposób próbowali działać także komuniści, ale robili to raczej nieudolnie. Znacznie lepiej wychodziła im bezpośrednia przemoc.

Oceny sytuacji dokonanej przez kard. Martiniego nie podziela zapewne Michael O’Brien, autor fascynującej powieści Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy. Zgadzam się z opinią, że ten świetnie napisany thriller jest jednocześnie swoistym podręcznikiem walki duchowej. Polecam go szczególnie kapłanom. Tytułowy Eliasz to polski Żyd, który przeżył Holocaust, by po latach stać się czołowym politykiem w Izraelu, a wreszcie nawrócić się na katolicyzm i wstąpić do klasztoru karmelitów na górze Karmel. Niespodziewanie wzywa go do Rzymu Ojciec Święty i powierza mu trudną misję. W Europie króluje antychrześcijańska ideologia „Nowej Ery”, na czele której stoi prezydent Unii Europejskiej. Ojciec Eliasz będzie musiał się z nim zmierzyć.

Na początku książki znajdujemy wypowiedź pewnego Amerykanina, który zwierza się ojcu Eliaszowi: „Byłem na ostatniej konferencji Narodów Zjednoczonych jako obserwator. Wie pan, o czym rozmawiali w kuluarach? Mówili, że w dzisiejszym świecie są dwa główne problemy. Pierwszy to taki, że mamy na Ziemi o trzy miliardy ludzi za dużo i że powinni oni zniknąć. A drugim jest Kościół katolicki i on także musi zniknąć”. Niestety, tego rodzaju pogląd nie jest jedynie literacką fikcją. Wszak wiadomo, że na przykład wśród fanatyków walki z tzw. globalnym ociepleniem są tacy, którzy postulują propagowanie aborcji i eutanazji, gdyż – ich zdaniem – ludzie wydychają za dużo CO2, co zagraża klimatowi. O’Brien opublikował swą powieść w 1996 roku. Wiele zawartych w niej wątków okazało się rzeczywiście proroczych.

Mniej „eklezjalna”, a bardziej „teologiczna” jest zdumiewająca powieść Williama Younga Chata. Autor stawia w niej pytanie nie tyle o teraźniejszość i przyszłość Kościoła, ile raczej o miejsce Boga w świecie, w którym jest tak dużo cierpienia niewinnych. Mack jest chrześcijaninem, mężem, ojcem pięciorga dzieci. Jeden z weekendów spędza z rodziną w lesie nad wodą. I wtedy wydarza się tragedia. Najmłodsza, ukochana córka Missy zostaje porwana przez jakiegoś dewianta, zgwałcona i zamordowana. W pustej, leśnej chacie policja znajduje skrwawioną sukienkę dziewczynki. Mack bije się z myślami: – Dlaczego Bóg na to pozwolił?! Pewnego dnia dostaje tajemniczy list, w którym ktoś proponuje mu spotkanie w miejscu, gdzie doszło do zbrodni. Mack wbrew rozsądkowi udaje się do chaty, a tam spotyka… Boga Ojca, Syna i Ducha. Boskie Osoby z wielką prostotą i czułością przekonują zbolałego ojca o swej miłości do niego, jego rodziny, w tym do zamordowanej córeczki. Chata oferuje nam w fascynującej, powieściowej formie klarowną teologię, która nie ma nic wspólnego z mądrzeniem się w stylu: „Bóg tak chciał”.

Tata, czyli Bóg Ojciec, który w książce występuje w postaci postawnej murzynki, na jedno z pytań Macka o sens zła odpowiada: „Nikt nie wie, przed jakimi okropieństwami uratowałam świat, bo ludzie nie widzą tego, co się nie wydarzyło. […] Gdybym tak po prostu mogła odwołać wszystkie wasze decyzje, świat, który znasz, przestałby istnieć, a miłość straciłaby znaczenie. Ziemia nie jest placem zabaw, na którym chronię swoje dzieci przed złem”. Dalej Tata pokazuje, że bez zawieszenia ludzkiej wolności, czy też praw natury, ostatnie słowo należeć będzie do życia i dobra, a nie do zła i śmierci.

P.S. Do książki Chata zamierzam nawiązać podczas wykładów o Bogu w Trójcy Jedynym, które z woli przełożonych przyszło mi podjąć na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Będę więc kontynuował moje pisanie tekstów „Jezuita i kwita” ze stolicy chrześcijaństwa.

Rozkwit czy upadek?
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....