Rzym i Pekin: dwa oblicza z tego samego źródła?

Rzym i Pekin: dwa oblicza z tego samego źródła?

Spotkaniu z tradycją Dalekiego Wschodu, która jest o wiele bardziej zróżnicowana religijnie niż europejska, musi towarzyszyć postawa wsłuchania i szacunku. Będzie to związane po pierwsze z ostrożnością we wprowadzaniu kategorii właściwych naszej kulturze europejskiej, po drugie również pokory wobec tego, co wydaje się nam, że wiemy.

Dwa oblicza wyłaniają się z tego samego źródła
I różnią się jedynie nazwą.
To źródło zwie się tajemnicą nad tajemnicami,
Łonem obiecującym narodziny wszystkim istotom.

Tao Te Ching

Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg,
Który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył.

J 1,18

Zestawienie obok siebie tekstu księgi taoizmu i Ewangelii św. Jana nie musi oznaczać od razu prostego utożsamienia. To raczej znak możliwości pewnego wyjątkowego doświadczenia jedności na poziomie duchowego (modlitewnego) poszukiwania tajemnicy rzeczywistości. To próba szukania wspólnych ścieżek i punktów stycznych. Pluralizm religijny jako zasada, która objawia zamysł samego Boga i nieredukowalność innych religii do chrześcijaństwa chroni przed chęcią zawładnięcia czy też odrzucenia. Nie do uniknięcia są takie poszukiwania i próby posługiwania się terminami obcymi naszej tradycji i kulturze, aby przekazać rzeczywistości i wydarzenia ważne dla naszej wiary i teologii. Tajemnicze chińskie słowo tao zostało użyte jako ekwiwalent zarówno greckiego logos (Słowo), jak i hodos (Droga). Prolog św. Jana rozpoczyna się więc od słów: „Na początku było tao (Słowo)” (J 1,1), co przywołuje zarazem słowa z tej samej Ewangelii: „Ja jestem tao (Drogą), Prawdą i Życiem” (J 14,6). Spotkaniu z tradycją Dalekiego Wschodu, która jest o wiele bardziej zróżnicowana religijnie niż europejska — trzeba to zaznaczyć z pokory, a nie kokieterii — musi towarzyszyć postawa wsłuchania i szacunku. Będzie to związane po pierwsze z ostrożnością we wprowadzaniu kategorii właściwych naszej kulturze europejskiej, co dobrze streszcza znawca Chin John Fairbank: „Jeżeli więc mamy zrozumieć Chiny, to podstawowym wymogiem będzie unikanie przy osądzaniu ich spraw w skali europejskiej”; po drugie również pokory wobec tego, co wydaje się nam, że wiemy. Kiedyś ks. Tomasz Węcławski zadał bardzo celne pytanie: „Czy jest tak, że w religiach Wschodu nie ma koncepcji osoby? (Jeżeli nie ma, musimy zapytać: dlaczego?). Czy raczej jest tak, że w religiach Wschodu jest koncepcja osoby, tylko my tego nie potrafimy dostrzec?” Potrzeba więc bardzo szczególnego wsłuchania płynącego z pragnienia zrozumienia i spotkania. Może to być o tyle utrudnione, że wcale nie jestem pewny, czy wielkie tradycje religijne Wschodu pragną takiego spotkania i wzajemnej wymiany darów.

Wsłuchanie się i próba zrozumienia przyświeca idei Specjalnych Zgromadzeń Synodu Biskupów, na których rozważa się problemy społeczne, religijne i teologiczne kolejnych kontynentów. Na przełomie kwietnia i maja zeszłego roku odbył się Synod poświęcony Azji pod hasłem: „Jezus Chrystus i Jego misja miłości i służby w Azji: «Aby mieli życie i mieli je w obfitości»”.

W czasie Synodu podkreślano ogromne bogactwo Wschodniej tradycji duchowej i religijnej, korzyści, jakie mogą płynąć z kontaktu z religiami tego obszaru, ale także trudności w dialogu. Trzy sprawy chciałbym krótko zasygnalizować w kontekście Synodu i tego, co było tam powiedziane, bądź nie powiedziane. Traktuję to jako wskazanie — przede wszystkim sobie — dalszej drogi poszukiwania i myślenia. Po pierwsze Synod wyraźnie podkreślił potrzebę świadectwa, które jest ważniejsze od słowa i w kontekście tego pytanie o cierpienie, jako szczególne miejsce spotkania różnych tradycji religijnych; po drugie, widoczny brak refleksji teologicznej; po trzecie, wskazanie na potrzebę tzw. duchowości azjatyckiej.

Motywem, który powracał wielokrotnie w czasie obrad Synodu, było podkreślanie znaczenia świadectwa i doświadczenia jako bardziej przemawiających do mentalności azjatyckiej niż słowa, w myśl chińskiego powiedzenia, że lepiej raz zobaczyć niż sto razy usłyszeć. Przykład Matki Teresy jest czytelniejszy niż uczone dysputy. Niemniej dotykamy tutaj szerszego obszaru, który staje się przestrzenią spotkania nie tylko w działaniu, ale także intele-ktualnej refleksji. Myślę przede wszystkim o cierpieniu, które jest wspólnym doświadczeniem ludzi bez względu na obszar kulturowy i geograficzny. Staje się ono punktem stycznym, miejscem spotkania religii. To ten punkt, o którym wspomina Sobór Watykański II na początku Deklaracji o stosunku Kościoła do Religii Niechrześcijańskich: „Kościół (…) w swym zadaniu popierania jedności i miłości wśród ludzi, a nawet wśród narodów, główną uwagę poświęca temu, co jest ludziom wspólne i co prowadzi ich do dzielenia wspólnego losu” (DRN 1). Synod wyraźnie to podkreśla: „W dialogu na temat tajemnicy cierpienia, prowadzonym przez główne religie Azji, zagadnienie to ze względu na swą specyfikę winno być uważniej przeanalizowane w świetle pełni Objawienia, które otrzymaliśmy dla dobra wszystkich”. Myślenie o cierpieniu i jego zbawczym charakterze otwiera możliwość refleksji dotyczącej problemu wyzwolenia i zbawienia.

I takiej refleksji wyraźnie zabrakło podczas obrad Synodu. Generalnie trzeba zauważyć pewne ubóstwo poruszanych tematów teologicznych w czasie Synodu. Jedynymi, którzy podkreślali je wyraźnie, byli członkowie rzymskich dykasterii. Kard. Sodano ostrzegał przed uprawianiem teologii pogranicza i hierarchicznego relatywizmu, a kard. Ratzinger podkreślał znaczenie struktury sakramentalnej jako elementu instytucjonalnego Kościoła. Natomiast biskupi z Azji skupili się przede wszystkim nad praktyką, bolączkami ewangelizacji, trudnościami lokalnymi, rzadko stawiając pytania teologiczne. Rodzi to niebezpieczeństwo braku korzeni w działalności Kościoła w Azji. Papież w przemówieniu do Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego 13 listopada 1992 roku powiedział: „dialog międzyreligijny na najgłębszym poziomie jest zawsze dialogiem zbawienia, ponieważ dąży do odkrycia, wyjaśnienia i lepszego zrozumienia znaków odwiecznego dialogu, jaki Bóg prowadzi z ludzkością”. Zresztą pytanie o charakter zbawczy religii niechrześcijańskich jest obecne w teologii, zwłaszcza od czasu Vaticanum II. Wydaje się, że pytanie o zbawienie daje okazję do ukazania Jezusa Chrystusa i roli Kościoła. Tym bardziej, że ważny problem eklezjalny stanie przecież przed Kościołem powszechnym i Kościołem lokalnym w Azji, a będzie związany z Kościołem patriotycznym w Chinach.

Jeśli chodzi o duchowość, kilkakrotnie pojawiła się sugestia o potrzebie duchowości azjatyckiej czy też duchowości, która zapuści korzenie w Azji. Spotkanie między religijnymi tradycjami Zachodu i Wschodu już się dokonało, o czym świadczą benedyktyńskie aśramy czy też tzw. chrześcijański zen. Niemniej warto zauważyć, że w tych przypadkach chrześcijaństwo występowało jako uczeń i często prowadziło to do rozmycia i zamieszania. Wydaje mi się, że ciekawą próbą byłoby ukazanie również tradycji chrześcijańskiej, która może stanowić propozycję dla duchowości azjatyckiej bądź podkreślić wspólne elementy. Myślę tutaj przede wszystkim o Lao–Tsy i św. Teresie z Lisieux. „Stary Mistrz” i „Dziecko, które jest jak starzec” mają wiele wspólnego w dążeniu do prostoty i przenikaniu tajemnicy życia. Intuicja chińskiego konwertyty Johna Wu, iż „święta Teresa zdawała się łączyć w sobie serce Buddy, cnoty Konfucjusza i filozoficzne oderwanie Lao–Tsy” jest warta bliższego przyjrzenia się. Łączy ich swoista „duchowość konkretu”, „uduchowienie codzienności” z jednoczesną wolnością wobec tej codzienności. Realizują to, co postulowali uczestnicy Synodu w Orędziu do Ludu Bożego, podkreślając, iż „współczucie i harmonię, umiejętność wyrzeczenia się dóbr materialnych i ogołocenia siebie, solidarności z ubogimi i cierpiącymi oraz poszanowania świata stworzonego” mogą stanowić podwaliny duchowości azjatyckiej.

„Dwa oblicza” osiągną na pewno jedność w eschatologicznej przyszłości. A przynajmniej na razie doświadczenie spotkania to „doświadczenie nie dające się do końca wypowiedzieć słowami; doświadczenie, które najlepiej można wyrazić w modlitwie pełnej ciszy”.

Rzym i Pekin: dwa oblicza z tego samego źródła?
Krzysztof Popławski OP

urodzony 5 października 1964 r. w Ostródzie – dominikanin, rekolekcjonista, misjonarz na Tajwanie i w Chinach, dwukrotny prowincjał polskich dominikanów (2006-2014), obecnie socjusz generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, mieszka w Rzymie, razem z...