Samotność mistrzów
fot. kiko camaclang / UNSPLASH.COM

Samotność mistrzów

Spytałem niedawno Józefa Hena, dlaczego w literaturze Polski i świata tak mało jest utworów poświęconych sportowi. – Pisanie prozy o sporcie wcale nie jest proste. Być może najłatwiej opisać walkę bokserską. Dwaj zawodnicy, ring, sprawa jest oczywista. Pisali o boksie Jack London i Ernest Hemingway. Ale wejść w to głębiej, pokazać jakiś problem, to znaczy odejść od sportu – odpowiedział pisarz.

Świadomość tego dociera do mnie niemal codziennie, kiedy mam napisać coś ambitniejszego niż sprawozdanie z meczu. Szukam w sporcie czegoś więcej niż rekordy, mimo że to właśnie one, bramki i punkty są jego treścią. Na stadion przychodzimy przecież dla takich przeżyć. Ale mam jakąś obsesję myślenia o tym, co robi sportowiec, kiedy nie gra, nie biega, nie skacze, nie jeździ, nie pływa, nie fruwa… Z kim spędza święta i czy są dla niego szczęśliwe, czy może po cichu marzy o tym, żeby następne były lepsze.

W ubiegłym roku głośnym echem odbił się wywiad, którego Justyna Kowalczyk udzieliła Pawłowi Wilkowiczowi ze sport.pl. Sportsmenka chciała wyrzucić z siebie wszystkie problemy, jakie w niej siedzą, i poprosiła o to zaufanego dziennikarza. Wiem, że rozmawiali na temat publikacji kilka tygodni: warto czy nie warto i jakie mogą być jej konsekwencje. Pomoże czy zaszkodzi.

Zaufany dziennikarz to ktoś, komu można powierzyć swoje sprawy, liczyć na jego uczciwość i bezinteresowność. Paweł Wilkowicz wie o sporcie wszystko, ale przede wszystkim go czuje. Widzi w nim najpierw człowieka, a dopiero potem jego wynik.

Taką dewizę miał mój ideowy mistrz, legendarny Bohdan Tomaszewski. Sportowcy nie są maszynami. Mają prawo przegrać. Wylewanie na nich z tego powodu pomyj kłóci się z miłością bliźniego. Kibic może popadać w skrajne stany emocjonalne. Dziennikarz nie powinien. Przykład takiej sytuacji mieliśmy w styczniu, podczas mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Po zwycięstwie nad Francuzami – mistrzami olimpijskimi i świata – Polska wpadła w euforię. To był sukces porównywalny z pokonaniem Niemców w piłce nożnej. Nasi gracze nazywani byli bohaterami, artystami, magikami. Minęły bodajże trzy dni i ta sama drużyna niespodziewanie przegrała mecz z Norwegią. Piłkarze mogli o sobie przeczytać, że są patałachami, partaczami, że przynieśli Polsce wstyd. Doszło do tego, że ustami bramkarza Sławomira Szmala publicznie przepraszali. Z tyłu za nim stała drużyna, a wszystko to wyglądało jak składanie samokrytyki na zebraniach partyjnych w stalinowskich czasach. Piłkarze chcieli się przyzwoicie zachować, ale czy musieli? Następnym razem wygrają i to będzie odpowiedź na krytykę. 

Justyna Kowalczyk i Kamil Stoch może nie doświadczyli niechęci kibiców w tak drastyczny sposób, ale tej zimy mogli o sobie przeczytać, że już się skończyli. Zastanawiam się, jak takie opinie mogą wpływać na ich samopoczucie. Justyna Kowalczyk dobrze wie, że nie ma 20 lat, coś się kończy, a ona wciąż walczy, żeby oszukać biologię. Jak się musi czuć sportowiec, który po sukcesach noszony jest na rękach, a kiedy mu się nie powiedzie, zostaje sam? 

Kilka lat temu rozmawiałem ze sławną sportsmenką. Nie znaliśmy się, nie było między nami żadnej więzi pokoleniowej, jak między Pawłem Wilkowiczem a Justyną Kowalczyk. Mógłbym być ojcem tej dziewczyny. Jak bardzo potrzebowała rozmowy z kimkolwiek, skoro w pewnym momencie zaczęła mi się zwierzać ze swoich największych osobistych dramatów. A przecież kiedyś nie schodziła z pierwszych stron gazet. Wydawało się, że ma mnóstwo przyjaciół. Patrzymy na gwiazdy sportu stojące na podium, uśmiechające się do tłoczących się przed nimi fotoreporterów, nie zdając sobie sprawy, że czasami te uśmiechy są wymuszone. Bo myśli krążą wokół problemów związanych z chorobami rodziców, dzieci, własnymi uzależnieniami, stresami wynikającymi z powszechnego w sieci hejtu, którego autorów nie można nawet zidentyfikować. A lubimy dopiec komuś, komu się udało bardziej niż nam, i czerpiemy przyjemność z jego porażki. Dziennikarz, który z założenia powinien wiedzieć więcej niż kibic, może w takiej sytuacji sportowcowi pomóc, ale może go też zranić.

Mam bardzo optymistyczny stosunek do życia, więc nie chciałbym kończyć, bądź co bądź, świątecznego tekstu, takimi smutnymi refleksjami. Znam człowieka, któremu się wszystko udaje, w ubiegłym roku zarobił prawie 60 milionów złotych, a zachowuje się normalnie. Widziałem go w różnych sytuacjach w kraju i za granicą, czując za każdym razem dumę, że jest moim rodakiem. Nazywa się Robert Lewandowski. Byłoby mi smutno, gdybym się dowiedział, że on też ma jakąś tajemnicę, która nie daje mu zasnąć.

Samotność mistrzów
Stefan Szczepłek

urodzony 26 stycznia 1949 r. w Falenicy – dziennikarz sportowy i komentator, przez pewien czas w CWKS Legia Warszawa.Pracował w "Sztandarze Młodych", tygodniku "Piłka Nożna", redakcji sportowej TVP oraz w "Życiu Warszawy...