Sens niedocieczony

Wszystko sobie powiedzieliśmy: i to, że jesteśmy dla siebie najważniejsi, i że jesteśmy dla siebie szczęściem. Nauczyliśmy się przechodzić do porządku dziennego nad drobiazgami. Wszystko zdążyłam mu powiedzieć i on zdążył mi powiedzieć.

Jan Grzegorczyk: Pamiętasz Wasze pierwsze spotkanie?

Barbara Stasiak: Tak. Przyszedł do mnie w moje imieniny, pracowaliśmy wtedy w NIK. Po jakichś dwóch tygodniach się oświadczył. Wiem, że wcześniej zrobił wywiad na mój temat. Poszedł do naszego wspólnego znajomego i spytał: „A ta Basia to z kim jest związana?”. Ten rozłożył bezradnie ręce, bo myślał, że chodzi o to, z jaką partią sympatyzuję. I na tym się skończyło. Dopiero żona znajomego wytłumaczyła mu, że Władek pytał na pewno o inny rodzaj „związania”. Śmialiśmy się z tego wiele razy. Zobaczyłam go wtedy pierwszy raz, biły od niego prawość i siła, a jednocześnie delikatność i wrażliwość. Onieśmielał. Czułam, że jest człowiekiem, któremu można zaufać. Od pierwszego spotkania wiedziałam, że to na niego czekałam tysiąc lat, że to jest ta moja druga połówka. Mimo że nie był w moim typie. Paradoksalnie. Nie lubiłam wysokich, szczupłych, takich do końca przystojnych. Lubiłam, gdy mężczyzna miał w sobie jakąś skazę, wydawało mi się – coś interesującego. A on był cały idealny. Żadnej wady.

Zostało Ci jeszcze 93% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się