Serwis w opactwie westminsterskim
fot. francesco tommasini / UNSPLASH.COM

Serwis w opactwie westminsterskim

Lubię Londyn, mam w nim swoje miejsca i trasy. Wiele lat temu, kiedy pojechałem tam pierwszy raz, nie stać mnie było na bilet do opactwa westminsterskiego, w którym można zobaczyć groby słynnych postaci. W późniejszych latach na zwiedzanie brakowało mi zazwyczaj czasu. Niedawno powiedziałem sobie: Dość tego, muszę wreszcie pójść, bez względu na cenę (około 20 funtów). To trochę wstyd, że jedno z najważniejszych miejsc dla Kościoła anglikańskiego, brytyjskiej historii, kultury i nauki – a więc i dla świata – znam tylko ze zdjęć i przewodników.

Wybrałem się w niedzielę i pocałowałem klamkę. W niedzielę kościoła się nie zwiedza, bo o godzinie 15 zaczyna się „service”. Nie wiedziałem, o co chodzi. Znam słowo „mass” na określenie mszy. Dwaj moi koledzy, pracujący w Anglii, uświadomili mi, że to to samo. Spytali więc panów pilnujących porządku przy bramie, czy możemy wejść „na serwis”. – Jak najbardziej, ale pamiętajcie, że nie możecie zwiedzać świątyni ani wyjść przed końcem. Serwis trwa godzinę. Popatrzyliśmy po sobie – wchodzimy. Po przekroczeniu progu kościół, który znałem, pokazał się z zupełnie innej strony. Z witającymi nas przy wejściu kapłanami, bez tłumu turystów stał się miejscem znacznie odpowiedniejszym do przeżywania liturgii niż w rozkrzyczany dzień powszedni. Tyle że ja tam nie poszedłem z powodów religijnych, zwłaszcza że należę do innego Kościoła. Poszedłem, żeby zobaczyć jedyny w swoim rodzaju cmentarz, na którym pochowano około trzech tysięcy osób. A tak naprawdę poszedłem tam dla jednego człowieka: Jerzego Fryderyka Haendla.

Zostało Ci jeszcze 66% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się