Smak życia

Smak życia

Ks. Jerzy Szymik, Zapachy, obrazy, dźwięki. Wybór esejów i rozmów. Z przedmową abpa Józefa Życińskiego, Katowice 1999, s. 292

W tej rzeczywiście bardzo osobistej książce nie ma nawet cienia megalomanii, a prawie wszystko, co własne, Szymikowe, służy sprawom szerszym, ogólniejszym — w ostatecznej perspektywie wyjaśnianiu samej istoty naszego chrześcijaństwa. Realizujemy je przecież nie w jakiejś abstrakcyjnej przestrzeni, ale w konkretnym miejscu i czasie, tu i teraz.

Zapachy, obrazy, dźwięki — któż by podejrzewał, że za tego typu określeniami kryje się szeroko rozumiana tematyka religijna wraz z rozległym obszarem refleksji stricte teologicznej! Jednak dobitny sensualizm tytułu (mamy tu odwołanie się aż do trzech zmysłów: węchu, wzroku i słuchu) nie jest chwytem reklamowym, mającym przyciągnąć uwagę czytelnika, lecz wyraża głęboką, choć często zapominaną, prawdę o niezwykłym pięknie tajemnicy Wcielenia. Do jej przeżywania zaprasza nas ks. Jerzy Szymik w esejach i rozmowach wydanych niedawno przez katowicką Księgarnię św. Jacka.

Autor zaczyna od rzeczy najprostszych, a jednocześnie bardzo bliskich i drogich każdemu człowiekowi — od opisu domu rodzinnego i świąt Bożego Narodzenia. Wyraża przekonanie, że właśnie w czasach dzieciństwa spędzanych na Śląsku, w Pszowie, pod czujnym okiem Matki Bożej Uśmiechniętej z pobliskiego sanktuarium, pojawiły się ze szczególną intensywnością pierwsze…

Zapachy: choinki w nagrzanej kachlokiem „trzeciej izbie” (…) książek–prezentów pachnących świeżym drukiem, (…) maku, pomarańcz, moczki, skwierczących na patelni ryb (…).

Obrazy: czapy śniegu na żywotnikach w ogrodzie; błyskanie i wielobarwność choinkowych lampek; uśmiechnięte twarze wokół.

Dźwięki: kolęd śpiewanych po wieczerzy; głosów moich bliskich wypowiadających życzenia przy opłatku; pomrukiwań zwierząt odwiedzanych nocą w obejściu (a nuż się odezwą ludzkim głosem?); orkiestry górniczej podczas pasterki z chóru pszowskiego kościoła.

Przywoływanie dziecięcych doznań nie ma być jednak sentymentalną podróżą w przeszłość, ale jedynie wstępem do lepszego zrozumienia własnej tożsamości: ludzkiej, chrześcijańskiej, kapłańskiej, polskiej, śląskiej (sporo mówi się tutaj o patriotyzmie: narodowym i lokalnym)… Piękno i serdeczność świąt mają, zdaniem ks. Szymika, jedną przyczynę:

Bóg miłuje nas bezgranicznie. Staje się człowiekiem, bym mógł stopić swoje życie z Nim. „Wciela się”, stąd „cielesność” mojego życia — zapachy, obrazy, dźwięki — jest w równym stopniu moja i Jego.

Z tej prawdy autor wyprowadza podstawowy wniosek — „byłem i jestem kochany”. Cały ciąg dalszy stanowi już tylko logiczną konsekwencję zaakceptowania tego wielkiego daru.

Centrum wszechświata

O czym właściwie traktuje ta książka, przypominająca na pierwszy rzut oka typowe silva rerum, czyli zbiór rzeczy różnych? Oprócz esejów są w niej przecież i osobiste wspomnienia, i okolicznościowe kazania, i zapiski z wielkopostnego dziennika, i aż cztery wywiady z autorem, w tym dwa przeprowadzone przez tę samą dziennikarkę. Skoro więc wątek prywatny został w tej książce tak silnie wyeksponowany, to czy nie mamy tu do czynienia przede wszystkim z próbą autoportretu?

Myślę, że taka interpretacja byłaby błędna, a w każdym razie niepełna. W tej rzeczywiście bardzo osobistej książce nie ma nawet cienia megalomanii, a prawie wszystko, co własne, Szymikowe, służy sprawom szerszym, ogólniejszym — w ostatecznej perspektywie wyjaśnianiu samej istoty naszego chrześcijaństwa. Realizujemy je przecież nie w jakiejś abstrakcyjnej przestrzeni, ale w konkretnym miejscu i czasie, tu i teraz. Dzieło zbawienia ma swoją historię i swoją geografię, także w życiu poszczególnych ludzi. W wywiadzie zatytułowanym Śląsk to nie tylko familok problem ten został sformułowany w sposób wyjątkowo celny:

Polskość i europejskość są możliwe wtedy, gdy wypływają z miłości do własnej wsi, krajobrazu zamkniętego linią horyzontu. Bo Bóg mnie nie zbawia «gdzieś tam», On mnie zbawia tu, w Pszowie.

W innym wywiadzie (niezamieszczonym zresztą w omawianej książce) ks. Szymik stwierdza — nie bez żartobliwego dystansu — że Pszów stanowi dla niego centrum wszechświata. Ale wie również doskonale, że każda ludzka istota ma swoje własne centrum i dlatego duma bycia Ślązakiem nie może oznaczać braku szacunku dla kulturowej odmienności. „Okrzyk «bić gorola» — zauważa autor — wznoszą najczęściej ludzie zakompleksieni, nie całkiem przekonani, że ich ziemia jest cenna”.

Miłość do małej ojczyzny wymaga wiele trudu. Potrzebny jest wysiłek intelektualny i duchowy, by obiektywnie spojrzeć na dobre i złe cechy własnego regionu, poznać jego rodowód. Bardzo ważnym składnikiem poczucia tożsamości jest nie tylko geografia, ale i genealogia. Teksty poświęcone śląskim korzeniom autora (Zobaczyć ten uśmiech i zrozumieć, O dziadku i jego wesołych znajomych, Z gałązką bzu do nieba, Wędrówka w stronę pszowskiego lasu. 1920–1997) należą do najbardziej poruszających w całym zbiorze. Wśród nich szczególnym ładunkiem emocjonalnym wyróżnia się prawdziwa (wszystkie są zresztą prawdziwe!) opowieść pt. Z gałązką bzu do nieba. Jej bohaterką jest chora na gruźlicę, niespełna 27–letnia Ślązaczka, Luiza, która nie godzi się na proponowane przez lekarza usunięcie ciąży i rok po porodzie umiera, pozostawiając męża z maleńką córeczką. A pointa tej opowieści brzmi następująco:

Powiem teraz — pisze ks. Jerzy Szymik — rzecz dla mnie najważniejszą: Luiza — to moja babcia. Dzieckiem, które się wtedy urodziło, była moja mama. Z tamtej ofiary i uporu o Boskich korzeniach — jestem. Żyję z tego daru. Nic więcej nie trzeba dodawać. Chyba jeszcze tylko to, że żyję być może po to, by tamtej miłości dać świadectwo.

Doczesność przemieniona

Mając świadomość takiego rodowodu „o Boskich korzeniach”, a także głębokie przekonanie o Boskim celu ludzkiego życia, można się w owo życie bez lęku zanurzyć. Książka Jerzego Szymika pokazuje, że Bogu i człowiekowi cudownie jest być razem (to tytuł kolejnego wywiadu) i że ten błogi stan można czasami osiągnąć już tutaj, na ziemi.

Uważam, że jest coś głęboko tragicznego w sposobie, w jaki chrześcijaństwo bywa nieraz prezentowane, przeżywane czy „myślane”. Chodzi mi o sposób, wedle którego chrześcijaństwo jawi się jako religia przespirytualizowana, ciągnąca człowieka za uszy w jakieś anielskie sfery. Tymczasem chrześcijaństwo jest religią, która uświęca i przemienia szarą doczesność. Chrześcijaństwo jest Dobrą Nowiną dla człowieka, który jest zanurzony w swojej codzienności. Bóg, wcielając się w tę rzeczywistość, nie uczy pogardy dla prozy życia, ale czyni tę prozę zbawczą poezją…

Temat Wcielenia oraz różne aspekty teologii ludzkiego ciała są nieustannie obecne zarówno w najnowszej książce Szymika, jak i w całej jego dotychczasowej twórczości, w tym także w poezji. Przypomnijmy tu fragment znakomitego wiersza pt. Homoousios. List do Ariusza z Cyrenajki, gdzie autor wskazuje na wciąż aktualne niebezpieczeństwo herezji nazwanej niegdyś arianizmem:

(…) Bóg, Ariuszu,
nie lęka się
wplątania w zawiłości ciała.
Nie potrzebna Mu twoja obrona.
Nie rozumiesz,
Nie ty jeden zresztą,
Jego marzeń przedwiecznych:
Nagim wyjść z ciała kobiety,
Nagim, wbitym w drzewo, skonać (…)

z tomu Ziemia niebieska

Zapachach, obrazach, dźwiękach ks. Szymik zastanawia się, co robić, by nie popaść w skrajność. Z jednej strony — jak nie ulec pogańskim tendencjom do „bezkrytycznego «ubóstwienia» materii i traktowania funkcji ciała (popędu seksualnego, pragnienia zdrowia, piękna, młodości) jako sprawy najważniejszej i kresu ludzkich możliwości”? Z drugiej — jak podnosząc gwałtowny protest przeciwko takiej wizji życia i „odbijając piłeczkę o 180 stopni”, całkowicie nie przekreślić ludzkiej cielesności? Odpowiedź jest jasna. Istota chrześcijaństwa polega na tym, „by owo pragnienie głęboko zakorzenione w pogaństwie oczyścić, wydobyć z niego dobro, oczyszczając je ze zła. Chodzi więc o to, by ciało nie tyle ubóstwić, ale je przebóstwić — właśnie poprzez Wcielenie”.

Autor pragnie podzielić się z nami autentyczną radością z takiego właśnie pojmowania i przeżywania świata. Przekazuje nam w tym względzie pewne ważne doświadczenia ze swego kapłaństwa (o jego istocie pisze m.in. w pięknym szkicu pt. Na wzór Melchizedeka, a w Śląskim Machabeuszu — na przykładzie życia niedawno beatyfikowanego męczennika, ks. Józefa Czempiela — pokazuje, czym może być bezgraniczna wierność temu powołaniu). Rozległość zainteresowań, zaangażowanie w pracę duszpasterską z młodzieżą (esej pt. Głodni Boga, fantastyczne śpiewania), działalność naukowa i pisarska, fascynacje sztuką i literaturą (Rozbita lutnia, czarodziejska różdżka — szkic o poezji Josepha von Eichendorffa, Chrystus szansą Moskwy, St. Petersburga — o Ewangelii w powieściach Dostojewskiego) — to wszystko razem sprawia, że do tytułu książki Szymika Zapachy, obrazy i dźwięki z powodzeniem moglibyśmy dodać jeszcze jeden zmysł: smak. Bo jest to tak naprawdę rzecz o tym, jak smakuje życie — życie autentycznie chrześcijańskie.

Smak życia
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej. Przetłuma...