Śpiewając piątym głosem

Śpiewając piątym głosem

Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich
(Mt 18,20)

Po tej modlitwie zadrżało miejsce, na którym byli zebrani
(Dz 4,31)

Dzieje Apostolskie obfitują w przykłady chrześcijańskiej modlitwy. Jest tu ukazana modlitwa, gdy zbiera się Kościół (jak w dzień Pięćdziesiątnicy). Jest tu ukazana modlitwa, kiedy Kościół rozdziela duża odległość, jak wtedy, gdy Piotr i setnik Korneliusz modlili się dziesiątki kilometrów od siebie, a Bóg poprowadził ich ku objawieniu, że Ewangelia jest przeznaczona dla pogan (Dz 10). Jest tu nawet ukazana modlitwa pojedynczych chrześcijan (Dz 18,9). Jednak — jak zobaczymy — modlitwy w Dziejach Apostolskich, czy to Kościoła zgromadzonego, czy też rozproszonego, są zawsze wspólne. Gdyż — jak się przekonamy — obojętnie, czy modlimy się sami, czy z innymi, nigdy się sami nie modlimy.

Pozwól mi, byś zrozumiał, co mam na myśli, zacząć od opowieści o nagraniu, które kiedyś słyszałem. Była to pieśń nagrana przez czwórkę przyjaciół o świetnie wyszkolonych głosach, które tworzyły idealną harmonię — i anioła, który śpiewał jako ich wsparcie.

Cóż, niezupełnie anioła. Kiedy odtwarzałem taśmę i głosy czterech śpiewaków współbrzmiały ze sobą, to można było wyraźnie usłyszeć piąty głos. Nie było w tym właściwie nic nadprzyrodzonego — zjawisko to jest znane jako ton harmoniczny i jest często ze wspaniałym efektem wykorzystywane przy komponowaniu muzyki. Nie przeszkadzało nam to żartować, że to anioł pomagał przy tworzeniu nagrania.

Zacząć od słuchania

Nauka modlitwy jest jak próba moich przyjaciół przed śpiewem. Nie wymyślali na poczekaniu pieśni, podziału na głosy i całej reszty. Nauczyli się swoich partii, czytając i słuchając. Podobnie i my bez objawienia Bożego, sami z siebie nie znamy ani woli Bożej, ani naszego w niej udziału. Kiedy się modlimy, także musimy zacząć od słuchania.

Powiesz: „Akurat! Nie jestem mistykiem. Co on ma na myśli, mówiąc o »słuchaniu«?”. Nie martw się. Nie musisz być św. Teresą z Avili wpadającą w mistyczną ekstazę. „Słuchanie” oznacza, że powinniśmy zacząć od tej samej prośby, którą skierowali do Jezusa Jego uczniowie: „Panie, naucz nas modlić się” (Łk 11,1). Słuchanie jest otwarciem się na fakt, że jesteśmy otoczeni przez najprawdziwszy świat nadprzyrodzony. Słuchanie jest postępowaniem z wiarą, że Bóg pokaże nam, jak się modlić — nauczy nas swojej pieśni i naszej partii w tej pieśni — tak samo jak to uczynił w przypadku swoich uczniów. Modlitwa bowiem jest jednością z Bogiem, a jedność z Bogiem — tym, co Jezus przyszedł nam ofiarować.

Od czego zaczyna się słuchanie? Po pierwsze, od tych podstawowych sposobów, na jakie przemawiał On do nas przez wieki: od objawienia Jezusa Chrystusa poprzez Pismo i nauczanie, Tradycję i sakramenty Jego Ciała, poprzez Kościół. Są to główne „źródła objawienia” według II Soboru Watykańskiego. Na przykład, jedną z form „słuchania” jest skupienie uwagi na Piśmie Świętym, encyklikach papieskich lub homiliach. Inną formą mogłoby być studiowanie wszystkich modlitw w Dziejach Apostolskich, by przyjrzeć się, jak można by naśladować ich intencje. Moglibyśmy również przeczytać pisma któregoś świętego na temat modlitwy.

Oprócz głównych źródeł łaski jest jeszcze wiele innych strumyczków i dopływów, które na tysiące sposobów dopełniają źródła objawienia — poprzez przypadkowy komentarz, dar Ducha Świętego, zwykłe wydarzenie, anioły, zbieg okoliczności, nasze sumienie itd. Bóg przemawia do nas w codziennych wydarzeniach naszego życia.

Dlaczego Bóg tak lubi przemawiać do nas różnymi głosami? Teolog Hans Urs von Balthasar powiedział, że prawda jest symfoniczna. Stąd nie powinniśmy się dziwić, jeśli wydaje się, że nasza Biblia, małżonek, ksiądz, grupa modlitewna, sumienie są zamieszani w mimowolny spisek, by nam coś przekazać. Przypuśćmy, na przykład, że w czasie Mszy świętej lub osobistej modlitwy fragment z Księgi Izajasza 58 (wielki fragment dotyczący postów i troski o biednych) rzeczywiście do nas przemówi. Jest to znak. Następnie później, w tym samym tygodniu twój małżonek (czy małżonka) ni stąd, ni zowąd wspomina, że chciałby (chciałaby) zacząć przynosić żywność w puszkach do kosza dla biednych w kościele. Kolejny znak. Następnie kazanie koncentruje się na naszym obowiązku wobec potrzebujących. Znak numer 3.

Rozumiesz? Każdy wyczuje tutaj coś więcej niż zwykły przypadek. Zaczynamy sprawdzać poprzez modlitwę i uczynki posłuszeństwa (jak zanoszenie jedzenia w puszkach do kościoła), czy przypadkiem Bóg nie powołuje nas do głębszego zaangażowania w pomoc ubogim. Następnie możemy ten fragment łamigłówki przekazać innym zaangażowanym w modlitwę chrześcijanom, dorzucić do centralnego banku pomysłów twojej konkretnej grupy modlitewnej czy parafialnej. Nim się obejrzysz, odkrywasz, że kilkoro innych ludzi w twojej wspólnocie mówi: „Ty także? Mnie również chodziło to po głowie przez cały zeszły tydzień! Może Bóg chce nam coś przez to pokazać?”. Bóg praktycznie zawsze daje nam „nuty” lub główny motyw naszych modlitw poprzez kilka źródeł naraz.

Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie modlitwy dotyczą grup modlitewnych. Niektórzy ludzie wolą się modlić wraz z Kościołem w czasie Mszy świętej lub wraz z małżonkiem czy przyjacielem przy kawie. Inni lubią się modlić psalmami lub spotykać się w czasie lunchu. Jeszcze inni wolą odmawiać różaniec wraz z rodziną lub modlić się na osobności. Wszystkie te przykłady i tysiące innych (włączając w to samotną modlitwę, jak to zobaczymy) są formami modlitwy wspólnej. Te rodzaje modlitwy charakteryzuje to, że każdy członek ciała Chrystusa ofiaruje swoją modlitwę jako głos w chórze, harmonizując swoje dary i spostrzeżenia z „tonacją”, w której Bóg uczy nas wszystkich „śpiewać”. Tą tonacją jest Miłość, a Kościół jest Chórem. Każdy chórzysta powinien nauczyć się swojej osobistej partii w modlitwie Kościoła, obojętnie, czy modli się sam, czy z kimś. Każdy z nas ma wyjątkową rolę do odegrania w dziele, które zamierzył Bóg. Jak to wyjaśnia św. Paweł: istnieje jeden Duch i jeden cel, Bóg zwykł przeprowadzać swoją wolę jednocześnie poprzez wielu ludzi (1 Kor 12,7–11). Podobnie jak moich czterech przyjaciół, Bóg prowadzi nas do zjednoczenia naszych modlitw, pomysłów, darów i talentów, tak jak dzieje się to w przypadku tenorów, barytonów, altów i sopranów połączonych, by uformować jednobrzmiący głos.

W jaki sposób ma to się dziać? Cóż, na początek, tak jak Kościół prosi: „Panie, naucz nas modlić się”, tak każdy jego członek powinien prosić: „Panie, naucz mnie mojej roli w tej modlitwie”. Często będzie to oznaczać coś całkiem zdroworozsądkowego i przyziemnego. Jeśli więc modlisz się w sprawie reumatyzmu cioci Geni w czasie niespodziewanego przejściowego ochłodzenia i nagle przypomni ci się stos starych swetrów i kocyk elektryczny w twojej szafie… cóż, czy trzeba mówić więcej? (A myślałeś, że słuchanie Ducha Świętego dotyczyło tylko św. Teresy!). Podobnie, znałem i takich, którym Bóg przykazał mocą i autorytetem swojego Wiecznego Imienia powstać i pozmywać naczynia. (Później odkryli, że w ten sposób umożliwili innym osobom, by mogły wykonać swoją część Boskiego planu, zamiast taplać się w mydlinach). Obojętnie, czy uzdrawiamy paralityka, czy kopiemy rów, nasze posłuszeństwo jest wysoko cenione przez Boga (i często może prowadzić do niespodziewanych i niezwykle poważnych rezultatów). Odkrył to Filip, kiedy posłuchał dziwnego nakazu Pana: „idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta” (Dz 8,26). Posłuszny tak prostemu nakazowi stał się narzędziem Boga jako pierwszy niosąc Ewangelię na kontynent afrykański. Jak mówi św. Paweł: „I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego” (Kol 3,17).

Chociaż, innym razem, możesz nie wiedzieć, jak się modlić. W porządku. Czasami członkowie zespołu nucą, gdy ktoś inny śpiewa główną partię. Jeśli jesteś w kropce, wspieraj modlitwy Kościoła, polegając na modlitwie, która jest pewna, bo nauczył jej nas Pan Jezus — Ojcze nasz. Albo jeśli masz dar języków, to jest on szczególnie użyteczny w tym momencie. Słuchanie oznacza oczekiwanie (ponieważ Jezus powiedział, byśmy oczekiwali) na to, że w jakiś sposób pokaże On swojemu ludowi (nawet jeśli nie zawsze pokazuje nam jako osobom), jak się modlić.

Nikt z nas nie śpiewa a capella

Teraz niektórzy się zastanawiają: „A co z tymi, którzy większość czasu modlą się sami? Gdzie jest nasze miejsce?”. Otóż jak uczy Pismo i potwierdza Kościół, kiedy otwieramy się na życie i moc Boga w Chrystusie, z konieczności otwieramy się na tajemnicę Chrystusa w Jego ludzie — nawet jeśli nie możemy wśród niego być. Taki jest sens zdumiewającej wypowiedzi Pawła, że jesteśmy członkami nie tylko Chrystusa, ale i dla siebie nawzajem! (Rz 12,5). Stąd nie ma czegoś takiego jak samotna modlitwa — nawet kiedy modlimy się sami.

Oznacza to, że nikt nie jest odcięty od ludu Chrystusa tylko dlatego, że zdarzyło się mu zostać oddzielonym przez takie błahostki, jak dystans, czas lub śmierć. Modlitwa odmówiona w samochodzie w czasie jazdy do pracy, modlitwa wstawiennicza u lekarza w czasie oczekiwania na diagnozę, zwykłe „Boże, pomóż mi!” przed ważnym egzaminem końcowym, modlitwa przykutej do łóżka starszej osoby — wszystkie one są tak samo częścią składową modlitwy Kościoła jak modlitwy w czasie Mszy świętej (w istocie one także są wśród modlitw ofiarowanych w czasie Mszy). Obojętnie, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, jesteśmy solidnie ugruntowani w rzeczywistości, którą jest Ciało Chrystusa, rozciągające się poprzez czas i wieczność, rzucone na powierzchnię świata, groźne jak armia z rozwiniętymi proporcami.

To jest to, co teologia katolicka nazywa „obcowaniem świętych” i co wyrasta z faktu, że jest tylko jedno Ciało i, jak powiedział Jezus, wszyscy żyją dla Boga (Łk 20,38). Stąd poza lokalnym zgromadzeniem naszej konkretnej wspólnoty, my także, czy to w grupie modlitewnej, czy modląc się osobno, mamy dostęp do całego skarbca bogactw, które należą do Jego świętych, zarówno żywych, jak i umarłych (Ef 1,18–19). Wszczepiony w życie i moc zmartwychwstałego Chrystusa i mając doskonały współudział w tej chwale, Kościół w niebie jest częścią tej narastającej symfonii modlitwy i dziękczynienia, której kulminacją pewnego dnia będzie crescendo drugiego przyjścia. List do Hebrajczyków przypomina nam o tym, kiedy stwierdza, że mamy „dokoła siebie takie mnóstwo świadków” (Hbr 12,1), że przybyliśmy „do miasta Boga żywego — Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie, i do Kościoła pierworodnych (…), do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy już doszli do celu” (Hbr 12,22–23). Kiedykolwiek i gdziekolwiek się modlimy, znajdujemy się w tym otwartym krajobrazie radości i mocy — mocy tego rodzaju, że wstrząsnęła miejscem, w którym zgromadzili się uczniowie, by się modlić (Dz 4,31).

To dlatego Kościół zachęca nas do szukania wstawiennictwa zarówno aniołów i chrześcijan w chwale, jak i naszych braci i sióstr przebywających wciąż na ziemi. Nie dlatego, że Chrystus nie jest w stanie sam dokończyć dzieła, ani nie dlatego, że dodają oni coś do dzieła Chrystusa, ale ponieważ razem z nami mają w nim współudział, tym samym wzrastają w świętości, by upodobnić się do Jezusa. Jak mówi św. Paweł: „Od Niego poczynając, całe Ciało — zespalane i utrzymywane w łączności więzią umacniającą każdy z członków stosownie do jego miary — przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości” (Ef 4,16). „Całe Ciało” obejmuje również tych, którzy znajdują się w niebie.

Tak ścisła więź oznacza, że każdy modlący się chrześcijanin (nawet sam) ma w zasięgu ręki ogromne zasoby, by uczyć się woli Bożej i wypełniać ją. Do najskromniejszego wierzącego należą nie tylko dary i wgląd, które mają jego bracia i siostry, ale również (jeśli tylko tego pragnie) modlitwy i niepowtarzalne dary, którymi Bóg obdarzył każdego ze świętych i aniołów. Gdyż, jak ujął to święty Maksymilian Kolbe, święci mają obie ręce wolne. Nie są już więcej na poły zajęci (jak my) walką z własnymi pokusami. Są całkowicie wolni, by kochać tak jak Chrystus i pełnić wolę Bożą w naszym imieniu. Nikt z nas nie śpiewa a capella, każdy z nas jest wspierany przez Filharmonię Londyńską.

W sercu tajemnicy miłości

Jeszcze bardziej ekscytujące jest to, że wspólna (to znaczy chrześcijańska) modlitwa jest sakramentem samej Boskiej natury, gdyż w głębokościach Boga całkowita pełnia tej wspólnej miłości jest zakorzeniona w swoistym tańcu lub dramacie, który jest odgrywany wiecznie pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Ojciec miłuje Syna i przelewa siebie w Niego. Syn adoruje Ojca i oddaje Mu siebie i wszystko, co posiada, w tym również nas (J 17,10). I z samego rdzenia tej oślepiającej fuzji pochodzi Duch Święty — sam będący Bogiem, jak pozostałe dwie Osoby. To wszystko jest samym życiem Trójcy Świętej i dlatego cały wszechświat został stworzony: by stać się częścią tego widowiska, którym jest samoofiarująca się miłość (Rz 8,20–21; Ef 1,9–10).

W sercu tej kolosalnej tajemnicy miłości wszystkie modlitwy odnajdują swoje centrum. Bóg w trzech Osobach pragnie ogarnąć nas muzyką swego wiecznego życia. I aby tego dokonać, wkroczył do naszego świata (przez Wcielenie Jezusa) i do naszych serc (przez chrzest). Bez ostrzeżenia Bóg, którego szukaliśmy i próbowaliśmy odnaleźć na wysokościach, w Miejscu Świętym, klepnął nas po ramieniu dłonią człowieka. Przechodzi obok nas w realnym ciele: w postaci Jezusa z Nazaretu — człowieka, który poci się rzeczywistym potem, śmieje prawdziwym śmiechem i krwawi rzeczywistą krwią. W Nim sam Bóg przyłącza się do szeregów tych, którzy szukają Jego królestwa, modlą się i jęczą w oczekiwaniu na jego przyjście. To dlatego Jezus uczy nas modlić się Ojcze nasz, gdyż Bóg jest tym, o którym Syn Boży mówi: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego” (J 20,17).

Jezus nie siedzi w niebie, słuchając naszych modlitw. Ani nie zadowala się tym, że uczy nas się modlić. Przeciwnie, modli się wraz z nami i — co najbardziej zadziwiające — w nas. Święty Paweł bowiem mówi, że Duch Święty modli się w nas nie tylko wtedy, kiedy jasno rozróżniamy Jego głos, ale nawet kiedy nie mamy zielonego pojęcia, jak się modlić, „w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26). Innymi słowy, Jezus nie tylko uczy nas, jak się modlić, i modli się z nami, ale przez Ducha Świętego w nas, wręcz staje się naszą modlitwą! Doświadczenie moich przyjaciół ze śpiewem okazuje się swego rodzaju przebłyskiem lub przedsmakiem ostatecznej prawdy: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,19–20). Jezus jest prawdziwym Piątym Głosem.

Prostota i praktyczność modlitwy jest w pewnym sensie zdumiewająca. Z pewnością myślimy, że rozróżnienie głosu Bożego jest szczytem doświadczenia zarezerwowanego dla wybranych mistyków. To, że Stwórca wszechświata, Bóg Izraela, Ten, który zasiada na tronie z szafirów na wieki wieków — że taki Bóg pragnie objawić się nie tylko Mojżeszowi lub św. Katarzynie ze Sieny, ale mechanikowi Barneyowi i mojej irytującej kuzynce Zeldzie, i mnie, do licha! — któż w to uwierzy? Niemniej jednak oferta jest aktualna. Nie inteligencja, nie zdolności mistyczne, nie umiejętności psychiczne są tu wymagane, ale ufność, by uwierzyć Jezusowi, kiedy zapewnia, że nigdy nas nie zostawi ani nie opuści, gdyż prowadzi swój lud jako lud w Jego modlitwie (Mt 28,20).

„Jako lud” — ponieważ, jak widzieliśmy, każda modlitwa (nawet modlitwa samotna) jest wspólna. Tak jak zrozumienie przez Kościół tej rzeczywistości pogłębiło się pod kierownictwem Ducha, tak też i pogłębiła się nasza świadomość — zarówno obecnego żywego kontaktu z modlitwą, jak i ogromnego skarbca duchowych bogactw strzeżonych przez poprzednie generacje. To dlatego wspólna modlitwa jest na nowo odkrywana w naszych czasach ze świeżą siłą i mocą. Zaczynamy dostrzegać, że nie jesteśmy sami w obecności Świętego. Wielu odeszło przedtem, wielu stoi nawet teraz przy nas.

I odkrywamy, że to wszystko jest możliwe, gdyż Ten, którego szukamy, szukał nas od początku i przyciągał nas do siebie, nawet wtedy, gdy myśleliśmy, że się ukrywał. Jak mówi sam Jezus: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca” (J 6,65) lub, jak to pięknie ujęła XIV–wieczna mistyczka Julianna z Norwich w swoich Objawieniach Bożej miłości:

Ja [Bóg] jestem podstawą twojej modlitwy. Najpierw jest Moją wolą, byś ją praktykowała, następnie daję ci możliwość, byś jej pragnęła, a potem daję ci możliwość modlitwy i modlisz się o nią. Jakże więc mogłoby się stać, że nie otrzymałabyś tego, o co się modlisz?

Modlitwa jest jak muzyka. Bóg w trzech Osobach — Kompozytora, Śpiewaka i Pieśni — spaja nas razem w jeden cudownie zjednoczony chór wielu głosów. I stoi, trzymając wejście dla muzyków otworem dla każdego (dla ciebie, na przykład), kto chce przyłączyć swój głos lub instrument do Boskiego dzieła, którym jest doprowadzenie Jego Nieskończonej Symfonii do punktu kulminacyjnego. Zajmij miejsce w zespole, na co czekasz? Zapowiada się wspaniały koncert!

tłum. Jan J. Franczak

Śpiewając piątym głosem
Mark P. Shea

urodzony 5 sierpnia 1958 r. w Everett, Waszyngton – amerykański katolicki pisarz i rekolekcjonista, prowadzi programy telewizyjne i radiowe, redaktor portalu Catholic Exchange, współpracownik Instytutu św. Katarzyny ze Sienny w Kolorado....