Sposób na dziada, tatusia i mamusię

Sposób na dziada, tatusia i mamusię

Przed chwilą pożegnałem człowieka, który opowiadał mi wstrząsające historie ze swego życia. Wielki grzesznik, żyjący bez ślubu, mający dziecko, porzucony przez kobietę, wielki przedsiębiorca, który stracił fortunę, wpadając w hazard i rozpustę, nawracający się i usiłujący żeglować ku Bogu u wierzącego księdza wzbudza szacunek i respekt ze względu na swe nawrócenie.

Z uwagą słuchałem tej mrożącej krew w żyłach opowieści. Czułem się jak ten, który znalazł się w samym kotle przestępstwa — dowiedziałem się rzeczy strasznych i teraz powinienem donieść albo go uratować. Miałem być tym jedynym, który wie i uczestniczy w dramacie rozwodu, porzucenia, nawrócenia, głodu i tragedii.

Okazało się, że ostatecznie chodzi o parę złotych na bilet autobusowy, który potrzebny jest do tego, ażeby jeżdżąc miejskimi środkami lokomocji, bezpiecznie się wyspać, unikając zaśnięcia na dworcu i wylegitymowania przez policję.

Mój gość, widząc, że jestem beton bez serca i nie chcę natychmiast dawać pieniędzy, a proszę o jasne sformułowanie komunikatu do mnie i do mojego kapłaństwa, zmieszany dramatoopowiadacz pożegnał się i poszedł pospiesznie, ale to była tylko przygrywka do prawdziwych problemów.

Oto Magda zwierzyła mi się dopiero z poważnego problemu. Rozpoczęła studia, ma chłopaka i pragnie wyjść za niego za mąż, co zazwyczaj zdarza się studentkom nieco później. Jak to powiedzieć tatusiowi, który będąc jej tatusiem, jest również moim przyjacielem. Byliśmy w kłopocie, bo i wiosna idzie, i dziewczęciu chce się miłości i życia, a my, starsi, jacyś tacy niedomyślni, że to już czas. Dzieci wyrosły, świat się zmienił i poszedł do przodu, a my się dziwimy, że młodzi czegoś chcą.

Głowiliśmy się oboje, jak tatusiowi Magdy, a mojemu serdecznemu przyjacielowi, powiedzieć, że czas już nadszedł. Wpadłem na pomysł, że ni stąd ni zowąd Magda będzie nucić w obecności tatusia refren piosenki ze słowami kardynała Wyszyńskiego, które ułożyłem w wiersze. Słowa są następujące:

Tylko orły szybują nad granią,
Tylko orłom nie straszna jest przepaść,
Wolne ptaki wysoko latają,
Już za chwilę wylecimy z gniazda!

Tatusia należy oswoić z ostatnim zdaniem. Radziłem Magdzie: już za chwilę wylecimy z gniazda. Dziewczyna pomysł zaakceptowała i nawet się jej spodobał. Przy okazji wytłumaczyłem tatusiowi, gdy już był blisko zgadnięcia, o co chodzi. Tatuś Magdy zgodził się na delikatne — za pomocą piosenki — poinformowanie domu o zbliżających się uroczystościach rodzinnych, wyrażając tylko zastrzeżenia materialne, że w niczym nie popuści ani odstąpi, że dziecko musi samo swoją dolę, tak jak on wykuwać, ale poza tym, wszystko dobrze, każdy ma prawo do swojego szczęścia, co tatuś jako wybitny humanista zrozumiał.

Pozostawało tylko jeszcze poinformować mamusię, która czuwając nad domem, nie podejrzewała niczego. Najpierw podaliśmy jej to w formie żartu, jakby chodziło o kogoś ze znajomych, że to niby nie u nas, ale gdzieś w Bośni i Hercegowinie. Mamusia wzięła to za żart i wcale się nie przejęła. Odsunęła myśli od siebie w przekonaniu, że jej nie dotyczy.

Spotkawszy Magdę, spytałem o postęp i progresje sprawy istotnej. Była smutna. Nic nie przedostało się do świadomości rodzicielki. Co teraz robimy? Podszedłem do półki, wziąłem rytuał ślubny i pożyczyłem kandydatce na żonę. – Weź to do domu i połóż na wierzchu, ażeby zaciekawieni rodzice wzięli to do ręki, zauważą duże litery. Wtedy na pewno spytają, o co chodzi, a ty najzwyczajniej powiesz, że o ciebie, że już najwyższy czas. Może wtedy uwierzą.

Jednak nie te podchody ku rodzicom z wiadomością ślubną są najważniejsze, ale to, że żyjąc z dnia na dzień, przyzwyczajamy się do otaczającego nas świata. Zdobywszy coś i doszedłszy do czegoś, naiwnie myślimy, że tak będzie już zawsze. Właśnie oczekiwać należałoby mądrości podpowiadającej o marnościach światowych. Wokół nas bez przerwy dokonuje się zmiana. Pokolenia ludzi, którzy ustawili się za nami, nie myślą wcale tak jak my i do nas się nie modlą. Za nimi są już następni, i jeszcze następni… Żyjemy pośród zmian. One są naszym krajobrazem. Oddechem i życiem. Tak szybko to wszystko pędzi, że coraz trudniej uchwycić stałe punkty. Jest ich coraz mniej.

Jak dobrze, że wierzymy w Boga. Przynajmniej On jeden się nie zmienia. Stoi w miejscu. I mogę mieć do Niego dostęp. Słychać już dzwony z kościoła, chyba pójdę na Drogę krzyżową.

Sposób na dziada, tatusia i mamusię
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...