Strażnik nadziei
fot. rojan maharjan j / UNSPLASH.COM

Strażnik nadziei

W 1990 roku Andrzej przyszedł do Poznania z zamiarem pomagania mi w duszpasterstwie akademickim. Już rok później był ze mną w Hermanicach, gdzie przygotowywaliśmy liturgiczną animację VI Światowego Dnia Młodzieży w Częstochowie. I tak na dobre zaczęła się nasza współpraca. Najpierw były wspólne wyjazdy do Hermanic i organizowanie Kolokwiów Dominikańskich na hermanickiej łące pod namiotem, a potem pod wiatą. Kiedy w wyniku bierzmowania młodzieży świata przez Jana Pawła II podczas Światowych Dni Młodzieży otrzymaliśmy w darze Jamną, razem jeździliśmy tam koleją, a później darowanym przez Ministerstwo Obrony Narodowej rosyjskim UAZ-em.

Ten UAZ to cała historia. Andrzej miał prawo jazdy i lubił prowadzić, moje prawo jazdy pozostawało od lat w uśpieniu. Podróż tym dziurawym samochodem, jadącym z maksymalną szybkością 80 km/h, trwała niemalże cały dzień. Z Poznania wyjeżdżaliśmy wczesnym rankiem i gdy docieraliśmy na miejsce wieczorem, byliśmy potwornie zmęczeni i głodni. Wracaliśmy po nocach, bo chcieliśmy wydłużyć pobyt na Jamnej. W zimie przez szczeliny rozklekotanego samochodu niemiłosiernie wiało, więc nogi okrywaliśmy baranimi skórami. Andrzej świetnie radził sobie z tym samochodem, można powiedzieć, że się z nim nawet zaprzyjaźnił.

Zostało Ci jeszcze 72% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się