Szczebrzeszyn, chrząszcz i wieprz
fot. ashkan forouzani

Szczebrzeszyn, chrząszcz i wieprz

Kazimierz Deyna miał oczy dookoła głowy, spojrzenie peryferyjne, nawet kiedy wycofywał piłkę, żeby przegrać ją przez obrońcę, myślał, jak ten skórzany przedmiot pożądania umieścić w siatce. Zazwyczaj łapał bramkarza na wykroku, ale zdarzało się, że wyręczał go słupek lub w sukurs przychodziła poprzeczka. Deyna przez ostatnie półtora roku grał zawsze spotkania na najwyższym levelu, jego podania były no look pass, a trafienia celne. Jego drużyna zazwyczaj kończyła zawody na zero z tyłu i z oczkami na koncie.

Tekst o takiej mniej więcej treści zamieściłem kiedyś w jednym ze sportowych dzienników, podpisując się w dodatku najpierw nazwiskiem, a potem imieniem. Chciałem obśmiać żargon i składnię używane przez dziennikarzy sportowych, powielających wypowiedzi sportowców i trenerów. Ale nikt się nie śmiał. Czytelnicy uznali, że język jest normalny, powszechnie zrozumiały, a jedyny zarzut, który mi postawiono, dotyczył braku informacji, o jakim meczu piszę. 

Zostało Ci jeszcze 80% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się