Szczęście czy sukces?

Spełnianie się w przyjaźni czy miłości jest czymś fundamentalnym. A może kochać i być kochanym to już wystarczy, by być szczęśliwym, i niczego więcej nie potrzeba?

Paweł Kozacki OP: Banałem wydaje się stwierdzenie, że ludzie sukcesu – aktorzy, sportowcy, biznesmeni – często nie odnajdują szczęścia. Czytamy o kolejnych rozwodach, przedawkowaniu narkotyków, kłopotach z prawem… Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ich sukces nie przekłada się na szczęście?

Bogdan de Barbaro: Ten przykład wskazuje na coś bardziej dramatycznego. Te gwiazdy nie tylko nie osiągają szczęścia, ale tracą równowagę. Nasuwa się podejrzenie, że sukces je przerósł, że nie umiały go wykorzystać. Nie dziwi mnie to, bo tego rodzaju spektakularne osiągnięcia sportowe czy artystyczne przydarzają się niejednokrotnie osobowościom niedojrzałym. Jeśli sportowiec ma dwadzieścia kilka lat, zdobywa puchary i dostaje bardzo dużo pieniędzy, to nie wie, co sensownego z nimi zrobić. W przypadku ludzi sukcesu społecznego przekucie go na szczęście jest tym trudniejsze, że z tego rodzaju sukcesem jest jak z jedzeniem. Można się najeść, ale za jakiś czas znów jesteśmy głodni. Podobnie ktoś, kto osiąga sukces, gdy się już nim nasyci, potrzebuje kolejnego. To rodzaj pułapki. Niewiele jest osób, które stojąc przez jakiś czas na podium, potrafią przełożyć to na nową formułę, czując się nadal spełnione i pełne radości życia.

Czyli chwilowy sukces może być raczej pułapką niż szansą?

Zostało Ci jeszcze 90% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się