Szlifiernia diamentów

Szlifiernia diamentów

Musiało coś ze mnie wyleźć, skoro Wojtek Wiśniewski, mój przyjaciel pisarz, zbeształ mnie, że zamiast rozdawać nadzieję, smęcę. Wziąłem sobie to do serca, ponieważ i tak za dużo wychodzi z nas narzekania, pomawiania i skandalizowania, jakby życie ludzkie było aferą, sensacją. Od pewnego czasu staram się nawet żartem nie dowalać ludziom. Nie wspominają już potem dobra, które im wyświadczyłem, ale to, że oberwali – doskonale to pamiętają i liżą swoje rany długo.

Nie dać się sprowokować, nie podejmować gry na żadnej proponowanej płaszczyźnie i nie odpowiadać na wszystkie pytania – to umiejętność, którą ćwiczyliśmy w PRL–u codziennie. Natrętnej dziennikarce w odpowiedzi na niedyskretne pytania aż trzy razy powtarzałem: „Pani nie postawiła tego pytania i ja nie udzieliłem na nie odpowiedzi”. Staram się mówić o tym, na czym się znam albo czego doświadczyłem, i nie wyrażać prawd kosmicznych oraz orędzi sapiencjalnych. W Poznaniu nauczyłem się mówić o konkretach. Jestem optymistą i człowiekiem raczej pogodnym. Rozdaję nadzieję i radość, staram się nie kaleczyć ludzi, o ile sami się nie skaleczą, próbując zabierać moje zabawki. Sam nikomu nic nie zabieram, raczej staram się stworzyć plac zabaw dla siebie i dla innych.

Miejscem i czasem nadziei są dla mnie Jamna i Lednica. Przykładem tego jest ostatnie kilkanaście dni, które spędziłem na Jamnej, najpierw przy grobie rodziców w Szczepanowie, a później na rekolekcjach, które odprawiłem razem z kobietami, a następnie z kapłanami. Nasz dom na Jamnej wypełnił się ludźmi.

Podczas rekolekcji dla pań mówiłem o wielkości wpisanej w każdą kobietę, wielkości pochodzącej od Boga i polegającej na zdolności do całkowitego poświęcenia w dziełach miłości bliźniego, modlitwie wstawienniczej za drugich oraz o oddaniu się Bogu jako ofiara zadośćczyniąca. Szczytem kobiecości jest bycie oblubienicą Chrystusa niezależnie od tego, czy jest się osobą samotną, małżonką czy zakonnicą. Jeżeli diabeł powiedział Bogu non serviam, nie będę służył, to kobieta Maryja przedstawia się jako służebnica Pańska i przywraca w ten sposób harmonię stworzeniom. W atmosferze jamneńskiego kościoła rozważaliśmy geniusz kobiecości. Dzielnie i ofiarnie pomagały mi dwie siostry zakonne – siostra Dominika ze zgromadzenia Jezusa Miłosiernego oraz siostra Patrycja, dominikanka. Kobiety mówią do kobiet inaczej niż księża. To było bogactwem naszych rekolekcji.

Jeszcze panie dobrze nie wyjechały, a już się zaczęli zjeżdżać księża. Bardzo lubię rekolekcje jamneńskie dla księży. Organizujemy je już od kilku lat. Chociażbym się nogami zapierał, to zawsze wyjdzie ze mnie mój życiowy temat Promieniowanie ojcostwa Karola Wojtyły. Potem zajmowaliśmy się „motywami naszej kapłańskiej radości”. Te jamneńskie rekolekcje prowadzę od lat z Tomaszem Dostatnim, dzisiaj znanym dominikaninem, a kiedyś bywalcem naszego duszpasterstwa szkół średnich. Lubię pracować z Tomaszem. Pilnuje porządku dnia i porządku myślenia, refleksji. Tym razem wzięliśmy na warsztat książkę Jana Pawła II Wstańcie, chodźmy! Już same tytuły rozdziałów inspirują do podjęcia rozmowy. Powołanie, działalność, obowiązki duszpasterskie, ojcostwo, kolegialność, odwaga głoszenia!

Nie obyło się bez omówienia przyszłorocznej Lednicy, daj Boże, z udziałem Ojca Świętego. Ma być o przyjaźni, bo sam Pan Jezus powiedział (J 14–17):

„Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię Moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Już sam ten tekst ustawia kolejne nabożeństwa:

Jesteście przyjaciółmi moimi.

Nie nazywam was sługami, bo sługa nie wie wszystkiego.

Nazwałem was przyjaciółmi, bo oznajmiłem wam wszystko.

To Ja wybrałem was pierwszy, zanim wy Mnie wybraliście.

Macie przynieść owoc, który będzie trwał.

I macie się wzajemnie miłować.

Kiedy tak siedzieliśmy razem w starym refektarzu przy stole i rozmawialiśmy o spotkaniu młodych nad Lednicą, o symbolach przyjaźni i ich znaczeniu, byłem bardzo wzruszony, że to już nie ja sam, ale że tylu wspaniałych kapłanów rozmyśla razem ze mną, jak nakarmić słowem i sensem młodzież przybywającą nad Lednicę.

Jamna stała się dla mnie przestrzenią nadziei, miejscem na ziemi, na którym z popiołów męczeństwa rodzi się światło wiary. Męczeństwo mieszkańców Jamnej sprzed sześćdziesięciu lat nieustannie przynosi ewangeliczne owoce. Zawsze myślę o tej kobiecie, która wraz z dziećmi i obrazem Matki Bożej wybiegła naprzeciw nacierającym hitlerowcom, aby uratować siebie, dzieci i wioskę. I ratuje ją dzisiaj, przywracając nadzieję tym, którzy tam zawitają.

Już po powrocie z Jamnej otrzymałem SMS od Piotra Gonzagi Myszkowskiego, którego żona i córka były na rekolekcjach: „Don Padre, dziękuję za najlepszy szlif moich diamentów, bo wróciły piękne świecące brylanty”.

I jeszcze słowo dla Wojtka Wiśniewskiego: Drogi Wojtku, już nie dołuję. Wielbię Boga: Panie, jaki piękny świat darujesz nam każdego dnia! Jest we mnie nadzieja i każdego dnia wzrasta. Szczególnie na Jamnej. Warto żyć, ażeby na to wszystko patrzeć i móc wielbić Imię Pana.

Szlifiernia diamentów
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...