Tajemnica pokoiku przy Bonifraterskiej

Tajemnica pokoiku przy Bonifraterskiej

W budynku przy ulicy Bonifraterskiej 13 w Warszawie znajduje się niezwykłe mieszkanie. Urządzona w nim została izba pamięci Jerzego Brauna – w czasie II wojny światowej ostatniego przewodniczącego Rady Jedności Narodowej (czyli parlamentu Polskiego Państwa Podziemnego) i ostatniego Delegata Rządu RP na Kraj (czyli najwyższego rangą przedstawiciela konspiracyjnych władz polskich pod okupacją niemiecką). Braun mieszkał w tym domu od 1956 do 1962 roku – po wypuszczeniu ze stalinowskiego więzienia, gdzie skazany na dożywocie był torturowany i gdzie wybito mu oko, a przed wyemigrowaniem do Rzymu, gdzie zaangażował się w prace Soboru Watykańskiego II.

Izbę pamięci urządził 93letni dziś Czesław Domaradzki, uczeń Brauna. Poznał swego mistrza w więzieniu przy Rakowieckiej, gdzie wspólnie odsiadywali wyrok. Po latach Domaradzki wykupił mieszkanie przy Bonifraterskiej i zaczął w nim gromadzić pamiątki po Braunie. Są wśród nich rękopisy i maszynopisy dzieł byłego właściciela lokalu, część z nich nigdy niepublikowana. Braun był bowiem nie tylko politykiem, lecz przede wszystkim myślicielem, poetą, powieściopisarzem, dramaturgiem, redaktorem i wydawcą wielu pism. W czasie II wojny światowej założył konspiracyjną organizację „Unia” i stanął na jej czele. Należeli do niej m.in. Zofia KossakSzczucka, Artur Górski, Jerzy Turowicz czy Karol Wojtyła.

W 1942 roku, w trakcie apogeum niemieckich sukcesów, trzy podziemne ośrodki polskiej myśli niepodległościowej opracowały niezależnie od siebie trzy projekty ustrojowe nie tylko przyszłej Rzeczpospolitej, lecz także Europy. W Wilnie w tajnym Instytucie Katolickim pod przewodnictwem ks. Józefa Wojtukiewicza powstała praca Ustrój uniwersalistyczny. W Warszawie z kolei w środowisku nielegalnego czasopisma „Sztuka i Naród” narodził się manifest zatytułowany Uniwersalizm. Jego autorem był kapelan pisma, mentor Andrzeja Trzebińskiego, jezuita ks. Józef Warszawski, po wojnie długoletni szef sekcji polskiej Radia Watykańskiego. Miałem okazję spotkać go niedługo przed śmiercią. Opowiadał mi, że uniwersalizm był projektem „trzeciej drogi”, szukaniem złotego środka między indywidualizmem a kolektywizmem, anarchią a tyranią.

Trzecią koncepcję przyszłościowej wizji społecznej przedstawił Jerzy Braun w pracy zatytułowanej Unionizm. Przyjmując – za Carlem Schmittem – że wszystkie ważniejsze współczesne pojęcia polityczne to zsekularyzowane pojęcia teologiczne, sięgnijmy do religijnych źródeł „unii”. Na myśl przychodzi unia hipostatyczna, czyli zjednoczenie w jednej osobie – Jezusa Chrystusa – dwóch natur: boskiej i ludzkiej. Między Stworzycielem a stworzeniem istnieje ontologiczna przepaść, a jednak okazuje się ona możliwa do zasypania. Tym sposobem łączenia przeciwieństw jest właśnie unia.

Tworząc koncepcję unionizmu – czyli godzenia różnych partykularnych interesów w imię wspólnych wartości – Braun odwoływał się nie tylko do teologii chrześcijańskiej, lecz także do historii Polski. Rzeczpospolita w swym najwspanialszym okresie dziejów, czyli w dobie jagiellońskiej, rozwijała się bowiem nie drogą podbojów, lecz zawierania unii. To właśnie unia była sposobem osiągania jedności zarówno politycznej (unie Polski z Litwą w Krewie, Horodle i Lublinie), jak i religijnej (unia brzeska między prawosławnymi a katolikami). Autorzy tekstu unii horodelskiej wzorowali się na Pierwszym Liście do Koryntian św. Pawła, pisząc o miłości, która jest najpotężniejszym źródłem jedności w świecie.

Braun w swych koncepcjach odwoływał się także do mesjanistycznych koncepcji Józefa Marii HoeneWrońskiego. Właściwie całe życie zabiegał o to, by filozofia absolutna tego ostatniego znalazła uznanie w oczach Kościoła. Doczekał się tego niedługo przed śmiercią, gdy otrzymał list od watykańskiego sekretarza stanu, kardynała Benellego, ze stwierdzeniem, że HoeneWroński – „pomimo pewnej dwuznaczności w rozumieniu prawdy i jej stosunku do tajemnic objawienia” – godny jest włączenia w poczet myślicieli chrześcijańskich.

Przez niemal dwieście lat admiratorzy jego myśli, zwani potocznie wrońszczakami, przekazywali idee swego mistrza kolejnym generacjom. HoeneWrońskim zachwycał się Norwid, na nowo odkrył go Przesmycki, popularyzował Braun. Wrońszczacy zawsze tworzyli grono osobne, nieliczne, lecz oryginalne, coś w rodzaju sekty wtajemniczonych w zasadę „zbiegu celowego XYZ” – czyli zasad Absolutnego Dobra (X), Absolutnej Prawdy (Y) i Absolutnego Piękna (Z).

Dziś ta sztafeta pokoleń się kończy. Ci, którzy toczyli niegdyś zażarte spory o wrońskizm, odeszli do krainy umarłych. Został tylko Czesław Domaradzki, ostatni żyjący wrońszczak. Nie ma uczniów ani następców. Często przesiaduje w samotności w dawnym pokoiku Brauna przy Bonifraterskiej, bierze w dłonie dzieła Hoene-Wrońskiego, ale nie ma ich komu przekazać ani komu opowiedzieć o nich.

Snuta od dwóch stuleci nić zostanie wkrótce przerwana.

Tajemnica pokoiku przy Bonifraterskiej
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...