Tam, gdzie nas nie ma
fot. edouard bosse / UNSPLASH.COM

Tam, gdzie nas nie ma

Zerkam na ukos – w przeciwległym rogu pokoju, na malowanej skrzyni z mangowca leży Jedyna historia Juliana Barnesa. Chciałabym ją przeczytać. Chciałabym też leżeć z psem w wysokiej trawie, łaskotać się w ucho zielonym źdźbłem. Chciałabym umyć okna i upiec ciasto z truskawkami, a potem siedzieć nad nim z przyjaciółkami i podtrzymywać istnienie świata, rozmawiając o jego przyziemnościach i wyżynach. Chciałabym też przejść Bieszczady w sierpniowym słońcu i człapać w monsunowym deszczu przez Kalkutę. Wrócić do wszystkich miejsc, w których czułam się szczęśliwa, i pojechać do wielu, które mogłyby jeszcze dotknąć mnie do żywego. Być z kimś i w samotności. Chcę tego wszystkiego naraz, dokładnie w chwili, w której robię coś innego, czego również chcę – piszę ten felieton.

Pamiętam czas, kiedy nie chciałam niczego. Leżałam. Istniałam, ale bez przekonania, w poczuciu, że znajduję się poza własnym zasięgiem, poza uzasadnieniem. Miałam ze dwadzieścia lat. I tyle czasu, że wydawał mi się oceanem nie do przepłynięcia. Nie rozumiałam, dlaczego starsi ode mnie tak często powtarzali, że nie mają czasu. Samych siebie – swoje pragnienia – odkładali na weekend, na urlop, na drugi dzień Wielkanocy. Bo robili coś pilniejszego, coś na już.

Zostało Ci jeszcze 70% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się