Teatralne duszyczki

Teatralne duszyczki

Reżyser nie toczy oderwanych od rzeczywistości dysput, nie tworzy też bynajmniej teatralnej ilustracji do Pisma Świętego. Rozmawia z człowiekiem, którego spotyka na ulicy, który mieszka obok, z którym czuje pokrewieństwo egzystencjalne.

Przez jakiś czas był dyrektorem „najszybszego teatru w mieście” — jak nazywano warszawski Teatr Rozmaitości. Zaprosił do niego młodych ludzi, „pokolenie martensów”, fanów filmów Quentina Tarantino, i zaproponował im teatralną rozmowę o świecie, życiu, o tym, czym dla człowieka jest wiara, grzech; rozmowę niezwyczajną, bo prowadzoną w sposób żywy, dynamiczny, przy dźwiękach głośnej muzyki granej czasem na żywo.

Niekończące się opowieści

Tytuły niektórych przedstawień Piotra Cieplaka wskazują, że lubi opowiadać historie: Historya o Chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, Historia o Miłosiernej, Historia Jakuba. Opowiada historie doskonale znane, które jednak wydarzają się wciąż na nowo, wzbudzając żywe emocje. Józef Czapski lubił przywoływać w swych esejach słowa Paula Cezanne’a, o tym jak istotna dla twórcy jest postawa wyrażająca wieczne zdziwienie i uwagę. Cezanne miał powiedzieć: „trzeba patrzeć na naturę, jakbyśmy ją widzieli po raz pierwszy i jakby nikt inny przed nami jej nie widział”. Podobne podejście do tekstów bliskie jest teatrowi Cieplaka.

Reżyser nie toczy oderwanych od rzeczywistości dysput, nie tworzy też bynajmniej teatralnej ilustracji do Pisma Świętego. Rozmawia z człowiekiem, którego spotyka na ulicy, który mieszka obok, z którym czuje pokrewieństwo egzystencjalne. W Piesku przydrożnym Czesław Miłosz wspomina pewną wierną czytelniczkę Biblii, która tłumaczyła, że sięga po nią, ponieważ „wszystkie nasze najokropniejsze grzechy są tam podane jako zwykła tkanina życia”. Najciekawsze spektakle Cieplaka, nie tylko te, które w sposób bezpośredni odwołują się do Biblii, wydają się także efektem takiego przeczucia charakteru naszej „zwykłej tkaniny życia”.

Błąkające się duszyczki

Nie jest to teatr publicystyczny, dokumentalny, przedstawiający jedynie fragment rzeczywistości. Cieplak nie spaceruje też po abstrakcyjnej przestrzeni, próbuje raczej stworzyć pewną, siłą rzeczy uproszczoną, syntezę życia ludzkiego, przyjrzeć mu się z różnych stron. Nieodłącznymi towarzyszami naszych poczynań są patos i śmieszność, dlatego reżyser stosuje właśnie ową wzniosłość i jednocześnie wskazuje na małość swoich bohaterów. Podobni są często do duszyczek przewijających się przez prawie całą poezję i dramaturgię T. S. Eliota: błąkają się, „plączą z prawdziwym — przywidzone; duszyczkami gmatwają oraz ranią coraz silniej, tydzień po tygodniu / Imperatywy — »jest i zdaje się« / Możliwe i niewykonalne, pragnienie i umiar” (Animula, przeł. Krzysztof Boczkowski). Duszyczki Eliota chowają się za tomami Encyclopaedia Britannica, ale ta bliska obecność owej „skarbnicy wiedzy” wcale im wiedzy nie daje — są niepewne, kulawe, przestraszone, nie do końca świadome, jak przekroczyć granicę śmierci swej skarlałej natury.

Angielski poeta nie miał złudzeń co do swych bohaterek. O ich niedoskonałej naturze mówił z sympatią, choć w sposób ironiczny, posługując się kpiącym tonem. Miał świadomość małości duszyczki, ale też pamiętał o jej sakralnym pochodzeniu, o tym że, jak pisał Dante, „z ręki Onego, co jej pierwociny / znał, nim powstała, duszyczka wychodzi nic niewiedząca” (Boska komedia, przeł. Anna Świderska). Cieplak ze swych postaci także nie czyni intelektualnych, emocjonalnych ani też moralnych herosów. Jacek Kopciński, krytyk teatralny, nazwał go „świętym Franciszkiem teatralnej alternatywy”, który „nie moralizuje i nie wydaje wyroków”, lecz „przygląda się swoim bohaterom wzrokiem zatroskanym i niepewnym” („Teatr” 9/1999). Było tak choćby w spektaklach Kubuś P. (Teatr Studio, Warszawa, 1999) oraz Hotel „Pod Aniołem” (Wrocławski Teatr Współczesny, 2001).

Kubuś P. jest sceniczną adaptacją książki A. A. Milne’a, ale Cieplak nie sięgnął po nią z myślą o najmłodszych odbiorcach. Spektakl adresowany był do dorosłych. Być może dlatego niektórzy krytykowali przedstawienie za infantylizm, naiwne widzenie świata. Nie jest to jednak świat bajkowy, znany z dzieciństwa, lecz pogrążony w chaosie, który mieszkańcy Stumilowego Lasu próbują porządkować na swój często niezdarny sposób. Zagubieni, banalni w swych wadach dorośli bohaterowie nie naśladują wyglądem postaci z rysunków Ernesta H. Sheparda. Na scenie opowiadane są smutne i zabawne losy „zwierzątek” próbujących rozwikłać zagadki miłości, przyjaźni, samotności i akceptacji. W końcu wyruszą gdzieś. Dokąd? „Do słońca”, odpowiedział kiedyś na takie pytanie przy innej okazji Edward Stachura. W Teatrze Studio stało się tak w istocie, pod koniec spektaklu nad sceną pojawiło się ogromne słońce, w którego kierunku zmierzali bohaterowie.

Tak wielkie słońce nie zaświeciło nad Hotelem „Pod Aniołem”. Spektakl grany był prawie bez słów. Pojawiająca się w hotelowym pokoju kobieta chce się udusić skórzanym paskiem od torebki. Nagle spostrzega siedzącego w szafie Anioła. Traktuje go jak intruza, dochodzi do fizycznej walki między nimi. Powoli się jednak godzą, siadają na szafie, sprzątają z niej kurz. I tak uczą się podstawowych, zdawałoby się elementarnych w życiu każdego człowieka czynności: jedzenia, mówienia, wyrażania swych uczuć: „boli tu”, śmiania się, zabawy. Bawią się w chowanego, ale w czasie tej zabawy Anioł znika. Kobieta przerażona rzuca się na łóżku, uderza głową o materac, kiedy jednak traci przytomność, Anioł powraca. Innym razem siedzący na szafie Anioł upada — to kobieta jest mu teraz potrzebna, to ona polewa go wodą, przywraca do życia. Reżyser uformował i przekształcił tradycyjną postać ze skrzydełkami i aureolką na potrzeby współczesnego człowieka.

Żarty Miłosiernej

Jeden z najważniejszych i najciekawszych spektakli Piotra Cieplaka to ironiczna, drwiąca, ale niepozbawiona dobrodusznego spojrzenia Historia o Miłosiernej Ariano Suassuny z warszawskiego Teatru Rozmaitości (premiera w 1997 roku). Posługując się brazylijskim współczesnym moralitetem, reżyser postawił widzom konkretne pytania o to, jak dziś pojmujemy grzech, karę i zbawienie. Suassuna w przedmowie do polskiego wydania utworu tak tłumaczył swój zamysł: „Chodzi tu o sztukę ludową, której autor prosi widzów, aby wierzyli we wszystko jak dzieci, aby wspólnie z nim i aktorami mogli się bawić, dyskutować i myśleć w ciągu dwóch godzin przedstawienia. Takiej sztuki nie należy traktować jak rozprawy teologicznej ani oglądać w »nastroju uroczystym«” („Dialog” 10/1959). Takie jest też przedstawienie Cieplaka, w bezwzględny sposób ukazujące, że wszyscy jesteśmy grzeszni.

Akcja sztuki rozgrywa się w małym prowincjonalnym dwudziestowiecznym miasteczku. Pełny tytuł spektaklu brzmi Historia o Miłosiernej, czyli testament psa i to właśnie wokół psa toczy się zabawna intryga dwóch łotrzyków, Chica i Grila. Wiedzie im się niezbyt dobrze, postanawiają więc zakpić sobie z tych, którzy należą do tzw. lokalnej elity. Wpadają na absurdalny pomysł: zorganizowanie katolickiego pogrzebu ukochanego psa Piekarzowej, której mąż jest także prezesem Bractwa Różańcowego. W atmosferze błazenady, która sprawia, że na widowni stale rozlega się śmiech, reżyser wprowadza nas w życie mieszkańców. Poznajemy pazernego Biskupa, takiego samego Proboszcza, który daje się przekonać do tego, że ów pies–nieboszczyk pozostawił dla swych łaskawców towarzyszących mu w ostatniej drodze spory testament; dowiadujemy się, że Piekarzowa wcale nie prowadzi się wzorowo, a jej mąż świetnie wie, co to łapówki. Tocząca się przy dźwiękach ognistego flamenco i samby granych na żywo przez zespół Kormorany historia kończy się jednak tragicznie. Oto w miasteczku pojawiają się zbójcy, którzy dokonują egzekucji na mieszkańcach. Giną wszyscy.

Atmosfera w drugiej części jest zupełnie inna. Jesteśmy teraz świadkami sądu nad grzesznymi mieszkańcami. O ich losie rozprawiać będą Jezus, Lucyfer oraz Miłosierna. Szatan domaga się od Jezusa, ubranego jak wieśniak, w stary słomiany kapelusz, wydania mu grzesznej gromady. Do niedawna tak pewni siebie i zadowoleni mieszkańcy są teraz przerażeni, błagają o zmiłowanie, odpuszczenie grzechów. Z widowni wychodzi Matka Jezusa, bosa, ubrana w skromną białą suknię. Dzięki wstawiennictwu Miłosiernej te grzeszne duszyczki nie zostaną potępione. Jezus kwituje to słowami: „Jeżeli ty, Matko, nadal się będziesz za wszystkimi ujmować, wówczas piekło przekształci się w przybytek użyteczności publicznej, który istnieje, ale nie funkcjonuje”. Bo to spektakl nie tylko o grzechu, lecz także, a może przede wszystkim, o miłosierdziu.

Miłosierna nie jest tu jednak poważną świętą, rodem z hagiograficznych opowieści, ale człowiekiem obdarzonym niezwykłym poczuciem humoru, bez którego wyrozumiałość i tolerancja wobec grzeszników byłaby niemożliwa. „Ja przepadam za żartami — zwraca się do Grila — tylko szatan lubi rozpacz”. Zawsze mający coś do powiedzenia na swą obronę łotrzyk odpowiada: „Bo ten drab wszystko, co tylko człowiek chlapnie, od razu bierze za złe. Na każdym kroku wietrzy brak szacunku”.

Złamane biodro

Historii o biblijnym Jakubie oraz Hiobie Cieplak nie próbował na siłę uwspółcześniać ani też przedstawiać w realistycznej formie. Posłużyły mu one za inspirację do poetyckiej opowieści o Everymanie, który nie przestaje zmagać się z boskim przeznaczeniem i pytać o sens ludzkich poczynań.

Historia Jakuba (Teatr Współczesny we Wrocławiu, 2001) została oparta na III akcie Akropolis Stanisława Wyspiańskiego. Wyspiański udramatyzował fragment biblijnej opowieści o Jakubie, który wykradł pierworództwo swemu bratu Ezawowi. W programie do spektaklu Maria Prussak pisała, że „zapisane w Księdze Rodzaju historie mogą prowokować pełne oburzenia pytania o kapryśne drogi boskich przeznaczeń. Ale mogą również skłaniać do zastanowienia, co znaczą nigdy niepojęte Boże plany”. Jakub musi uciekać przed gniewem brata i w czasie tej ucieczki następuje w nim przemiana. Rozpoznaje siebie poprzez przeczucie, że Bóg ma wobec niego własne zamierzenia. Musi się nauczyć pokory, bez której nie byłoby możliwe zawierzenie Bożym planom. Ta nauka odbywa się podczas wstrząsającej melorecytacji słów Eklezjasty Marność nad marnościami, którymi Cieplak wzbogacił tekst Wyspiańskiego.

Na scenę wychodzi aktor ubrany w dżinsy i czarny podkoszulek, ustawia mikrofon i w wielkim skupieniu wręcz wyrzuca z siebie prawdę o daremności ludzkich poczynań zawartą w Księdze Koheleta. W tym samym czasie pojawiają się niezwykle realni Aniołowie Snu Jakubowego. Przypominają ludzi, których spotkać można każdego dnia na ulicy, choć są trochę dziwaczni: kobieta ciągnie manekina–sobowtóra, dziewczyna na rowerze ubrana jest w hełm, inna rozsypuje piasek. Najwięcej emocji i przerażenia budzi wielka kukła kobiety w blond peruce i z odkrytym wielkim biustem. Za moment zobaczymy ją, jak w strachu i popłochu przemyka już bez peruki. I tak, jak Jakubowi Wyspiańskiego, tak i bohaterowi Cieplaka nie ukaże się Bóg. Pozostanie mu tylko próba odczytania posłannictwa przyniesionego przez tych ziemskich aniołów — prawdy o życiu pełnym trudów i paradoksów.

Dlatego Jakub będzie się buntował i walczył, bo trudno jest mu tę prawdę przyjąć. Stoczy walkę z Czarnym Aniołem, która skończy się złamaniem biodra Jakubowi. Anioł odchodzi, zostawiając go samego z dramatycznym pytaniem: „Ktoś jest?”. Ratuje go Rachela, przeznaczona mu dziewczyna, którą wcześniej poznał przy studni. To ona z uporem targa jego zmęczone ciało, by położyć je na stole. Oddanie Racheli i złamane biodro to jakby dwa przejawy tej samej miłości, która została dana Jakubowi: wymagającej i jednocześnie wyrozumiałej.

Znaki tajemnicy

O Księdze Hioba, na marginesie innej jej inscenizacji, ks. Józef Tischner pisał: „Jest to opowieść o wierności człowieka postawionego w sytuacji próby. Sytuacja próby oznacza, że nieszczęścia, które spadają znienacka na człowieka, nie są wynikiem przypadkowego zbiegu okoliczności, lecz są znakiem pełnym tajemnicy. Czego znakiem? Tego właśnie nie wiadomo na pewno. Gdyby było wiadomo, nie byłoby próby. Jedni mówią: oto znak przekleństwa. Inni mówią: oto znak wybrania” (Myślenie w żywiole piękna, Kraków 2004). Nie byłoby próby i pewnie nie byłoby Księgi Hioba Cieplaka (w przekładzie Czesława Miłosza, Teatr Współczesny we Wrocławiu, 2004), który w ascetycznej, teatralnej formie tę próbę wyostrza i w centrum refleksji stawia pytanie: gdzie jest mądrość?

Pojawiający się na scenie aktorzy zasiadają na przyporządkowanych im czarnych krzesłach niczym muzycy w filharmonii. W ciszy przewracają poszczególne partytury. Choć odgrywać mają postaci biblijne, to jednak nie noszą imion biblijnych, lecz własne. Nie oznacza to indywidualizacji postaci. Przeciwnie, po raz kolejny Cieplak opowiada nam przypowieść, której bohaterem jest ponadczasowy Człowiek Każdy.

Elegancki, ubrany na czarno Maciej, wygłasza Prolog: „Żył mąż pewien w ziemi Uz, Hiob mu było na imię…”. Ma pewne cechy demoniczne, jego wyraz twarzy, bardzo energiczne ruchy pozwalają snuć przypuszczenia, że narratorem spektaklu będzie Szatan. Gdy wypowiada słowa o wielkiej pobożności Hioba, o nieszczęściu, które stało się jego udziałem, okrasza to ironicznym komentarzem: „W tym wszystkim nie zgrzeszył Hiob i nie mówił niedorzecznie przeciw Bogu”. Podczas całego przedstawienia Maciej jest na scenie. Milcząco przysłuchuje się i obserwuje udrękę Hioba, by na zakończenie znów zabrać głos, wypowiadając Epilog o tym, jak to „Pan odmienił los Hioba”.

Trzej przyjaciele Hioba, biblijni: Elifaz z Temanu, Bildad z Szuach oraz Sofar z Naama, w spektaklu są po prostu Markiem, Zdzisławem i Erykiem. Każdy z nich próbuje dotrzeć do cierpiącego Hioba na swój sposób. Każdy reprezentuje tu inną postawę. Poczciwy Marek z dobrodusznym uśmiechem przekonuje: „Szczęśliwy jest człowiek, którego karci Bóg!”. Siedzący obok Eryk przez długi czas milczy, kilkakrotnie gwałtownie się podnosi, podbiega do kotar zwisających na tyłach sceny i ze złością uderza je sznurem, niczym biczem. Wkrótce jednak ów bicz zamienia się w skakankę, na której Eryk z uporem, do utraty tchu skacze. Jakby poprzez wysiłek chciał zmazać swe winy, chciał się oczyścić. I rzeczywiście, choć ból na twarzy Eryka nie znika, to w końcu aktor wypowiada słowa trudnego zawierzenia Bogu: „Jeżeli przygotujesz serce twoje i wyciągniesz ku Niemu ręce — (…). / Możesz ufać, bo jest nadzieja, rozejrzysz się i położysz się bezpiecznie. / Będziesz leżał, nikt ciebie nie przestraszy (…)”. Nie brakuje tu i mędrca, który z racji swego wieku i doświadczeń ma prawo pouczać, dawać pobożne rady. Zdzisław prawdę swej religii wypowiada z emfazą, kreśli przed Hiobem przerażający los człowieka oddalającego się od Boga: „Wyrzucą go ze światła w ciemność, wypędzą go z okręgu ziemi”.

Zrozpaczony Henryk — Hiob wznosi do Boga swe lamentacje, na chwilę przerywając, by wysłuchać mów towarzyszy. Słucha, ale im nie wierzy. Jest zrezygnowany, już zdaje się, że na nic nie czeka, niczego się nie spodziewa. Nagle z tyłu sceny kurtyna się odsłania i ukazują się trzy kobiety z powagą przedstawiające słowa Boga skierowane do Hioba. To jeden z najpiękniejszych fragmentów tego przedstawienia. Scena jest zaciemniona, tylko one są oświetlone, są niebieskim punktem na czarnym tle. Przy akompaniamencie muzyki wypowiadają tekst ukazujący człowiekowi jego właściwe miejsce, odnoszący się do tego wszystkiego, co zostało dotychczas wypowiedziane: „Któż tu zaciemnia mój zamiar słowami, którym brak wiedzy? (…) A któż jest, kto by stanął przede mną? Kto mnie obdarował, abym mu oddawał? Cokolwiek jest na ziemi, wszystko moje”.

Pan wreszcie przemówił do Henryka, a ten „rękę swoją kładzie na ustach”. Rozpoczyna się przyjęcie — powitanie kolejnego powracającego syna marnotrawnego. Atmosfera natychmiast ulega zmianie, nastrój nie jest już tak podniosły: aktorzy ściskają sobie dłonie, strzępy ich rozmów i śmiechów docierają na widownię. A wszystko to przy dźwiękach muzyki przez cały spektakl granej na żywo przez zespół Kormorany. W koncertowej rockandrollowej atmosferze odśpiewany zostaje Hymn o mądrości z powracającym jak refren natarczywym pytaniem: „Ale mądrość, gdzież ją znaleźć?(…) / Rozumienia. Miejsce. Gdzie?”.

Teatralne duszyczki
Justyna Kozłowska

urodzona w 1979 r. – absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie, doktorantka Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk.Publikowała w „Toposie”, „Scenie” i „Przeglądzie Powszechnym”....