Teczki Piotra, teczki Judasza

Teczki Piotra, teczki Judasza

Cóż to jest prawda? – zapytał Piłat Jezusa. I wyszedł, nie spodziewając się zadowalającej go odpowiedzi. Chociaż według Wolanda z powieści Mistrz i Małgorzata Jezus odpowiedział: „Prawdą jest to przede wszystkim, że boli cię głowa”. Nie wiadomo, do jakiej filozoficznej koncepcji prawdy należałoby zaliczyć tę odpowiedź, ale na pewno wiadomo, że dziś do starych koncepcji prawdy doszła nowa, a mianowicie ta, że prawda jest w teczkach agentów.

Zawsze uważałem za naiwną albo cyniczną opinię, że pewne środowiska, od których zależy kształt życia społecznego, np. wymiar sprawiedliwości, oczyszczą się same w nowych czasach, a nas powinna interesować jedynie błękitna przyszłość. Społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed rządami ludzi zakłamanych i podatnych na manipulację. Potrzebna jest zatem instytucja, która – wyposażona w odpowiednie środki – będzie systematycznie sięgać do dającej się zobiektywizować pamięci o przeszłości. A ci, którzy chcą pełnić ważne funkcje publiczne, powinni być gotowi na to, że owa instytucja zbada obiektywnie ich osobistą przeszłość. Dobra ustawa musi określać, kto na mocy samego prawa ma być poddany lustracji, a kto jedynie – przy spełnieniu określonych warunków – może (lecz nie musi) być zlustrowany. Powinna też jasno podawać procedury działania, w tym szczególnie udostępniania i ujawniania treści zawartych w teczkach. Problem w tym, że owe procedury nie zostały chyba wystarczająco sprecyzowane, a ponadto są stosowane w sposób – jak się wydaje – nie do końca fachowy. Stąd atmosfera pogoni za sensacją, a nie spokojna praca polegająca na docieraniu do prawdy, która oczyszcza i wyzwala.

Próby wmawiania Kościołowi, że powinien się sam zlustrować na podstawie teczek, wpisują się raczej w nurt sensacji niż szukania wyzwalającej prawdy. Nie wiem, dlaczego diecezje i zakony miałyby tworzyć kościelno–publiczne struktury (komisje) i własne procedury lustracji, by potem w mediach (ewentualnie w parafialnych ogłoszeniach) odpowiadać na pytanie, kto z księży i osób zakonnych zajmował się donosicielstwem. Poważne badanie materiału zgromadzonego w teczkach wymaga ludzi kompetentnych w tego rodzaju pracy, czasu i pieniędzy. Niech się tym zatem zajmują odpowiednie instytucje zaopatrzone w te wszystkie środki. Kościół w tej perspektywie może i w niektórych przypadkach powinien być przedmiotem lustracji, ale nie jej podmiotem. Nie jest obowiązkiem biskupów i przełożonych zakonnych lustrowanie podwładnych księży, zakonników i zakonnic na podstawie teczek. Równie dobrze można by żądać, aby redaktorzy naczelni różnych redakcji lub rektorzy uczelni powoływali komisje lustracyjne do zlustrowania swych pracowników.

Czy to oznacza, że środowiska kościelne powinny pozostać obojętne wobec PRL–owskiej przeszłości? Oczywiście, nie! Jesteśmy wezwani do rachunku sumienia w wymiarze indywidualnym i wspólnotowym. Kościół przez dwa tysiące lat wypracował różne metody samooczyszczania. Istnieją mechanizmy wewnątrzkościelne, które pozwalają członkom Kościoła stanąć w prawdzie, rozliczyć się z przeszłością, podjąć pokutę i prosić o wybaczenie. I nie jest to tylko sakramentalna spowiedź. Mechanizmy te są natury duchowej, a więc odwołują się do wiary, do Jezusa Chrystusa, który wzywa nas do nawrócenia. W tym leży ich słabość (swoista bezbronność), ale zarazem moc, gdyż tylko prawda przyjęta i przeżyta w sferze ducha naprawdę wyzwala. Kościół niech więc wykorzystuje te mechanizmy duchowej odnowy, a instytucje powołane do badania teczek niech wykorzystują swoje środki. Niedobrze by było, gdyby przełożeni w Kościele stawali się urzędnikami państwowymi i na podstawie archiwów służb specjalnych próbowali naprawiać swych podwładnych. Wyobraźmy sobie, że ojciec rozmawia z synami, a potem mówi: – No tak! To sobie pogadaliśmy, ale aby mieć pewność, że powiedzieliście prawdę, zajrzę do waszych teczek. Jeśli np. zakon bywa porównywany do rodziny, to nie wymagajmy, aby głowa rodziny badała teczki jej członków. Lepiej, aby szczerze z każdym rozmawiała.

Kościół nie prowadzi badań, by stwierdzić, że ktoś był łajdakiem i że prawdopodobnie trafił do piekła. Prowadzi natomiast żmudne procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne, by wskazać na autentycznych świadków wiary, męczenników i heroicznych wyznawców. Teczki, o których mowa, są nie tylko świadectwem ludzkiej słabości i zaprzaństwa, ale także ludzkiej wielkości w przeciwstawianiu się złu. Jan Paweł II zachęcał nas do oczyszczenia pamięci, ale jeszcze usilniej do pamięci o świętych. Nie bójmy się trudnej prawdy, ale patrzmy na nią w kontekście prawdy pięknej i chlubnej. Wszak brzydota grzechu nieustannie obmywana jest blaskiem wielkanocnego poranka.

Wiemy, że Judasz zdradził, a Piotr się zaparł. Zostało to zapisane w aktach zwanych ewangeliami. Jednak Judasz poszedł i się powiesił, a Piotr został pierwszym wśród apostołów. Judasz uznał, że przelał niewinną krew, ale ta prawda go zabiła. Piotr uznał swoje zaprzaństwo i zapłakał płaczem skruchy i nawrócenia. Rolą Kościoła nie jest prowadzenie śledztwa, tropienie przestępców i łajdaków (tym niech zajmują się fachowcy), ale pokazywanie Judaszom innej drogi niż śmierć.

Teczki Piotra, teczki Judasza
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....