To nie są nasze twarze

To nie są nasze twarze

Słuchając ludzi, można odnieść wrażenie, że wszystko dzieje się „na Fejsie”. Facebookowiczów łączy wspólne wirtualne doświadczanie, a ci, którzy w nim nie uczestniczą, uchodzą za gorszych i słabiej poinformowanych.

Rzucam okiem na nowe e-maile w skrzynce odbiorczej. Gosia do mnie napisała! Sto lat się nie widziałyśmy. Zaczynam czytać: „Mam już swój profil na Facebooku, gdzie mogę umieszczać zdjęcia, filmy i informacje o wydarzeniach. Zapraszam cię do moich znajomych i przeglądania mojego profilu. Najpierw jednak dołącz do serwisu Facebook! Po zakończeniu rejestracji ty również będziesz mieć możliwość utworzenia własnego profilu”. Wkrótce e-maile o tej samej treści, wysłane z kont bliższych i dalszych znajomych, lawinowo zaczęły zalewać moją pocztę. Na początku broniłam się dzielnie, nie mając ochoty na powtórkę rozczarowującej przygody z Naszą klasą. Ale z czasem zaczęło się we mnie odzywać coś na kształt… wyrzutów sumienia. „Jesteś dziennikarzem, musisz być na bieżąco, nieznajomość Facebooka to dziś obciach” – myślałam sobie. I skapitulowałam. Od tego momentu upłynęło kilka miesięcy mojego facebookowego życia. Mam niewielu, bo zaledwie stu czterdziestu dwóch znajomych, należę do pięciu grup, na portal zaglądam kilka razy dziennie. I ciągle zadaję sobie pytanie: po co?

Łowcy znajomych

Zostało Ci jeszcze 91% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się