Trudniejszy ekumenizm

Trudniejszy ekumenizm

Czytając ciekawą rozmowę pani Małgorzaty Pasickiej z Wojciechem Włochem, zauważyłem częste odwoływanie się przez niego do tradycji zielonoświątkowej. Zresztą ruch charyzmatyczny, w którym formował się Włoch, ma korzenie w protestanckim ruchu zielonoświątkowym, a Ruch Wiary, z którym związany jest założony przezeń Kościół Jezusa Chrystusa w Krakowie, jest ściśle powiązany z tymże ruchem. Od razu pomyślałem o moich warszawskich przyjaciołach z Kościoła zielonoświątkowego, o ich seminarium, w którym wykładam ekumenizm, a także o książce Zmienione życie (t. 1), którą mi przysłał czarnoskóry pastor zielonoświątkowy z Choszczna z prośbą o mój komentarz.

Odpowiedziałem mu, że świadectwa, które w jego książce przeczytałem, są rzeczywiście poruszające. To nasza wspólna chrześcijańska radość, że ktoś, przeważnie po trudnych przejściach życiowych, osobistych czy rodzinnych, spotyka Boga, znajduje sens życia, uznaje Jezusa Chrystusa za swego Zbawiciela. Spotyka Go osobiście po latach obojętności religijnej czy religijności sformalizowanej lub wręcz martwej. Ta książka powinna stanowić dla nas, duszpasterzy katolickich, okazję do rachunku sumienia i wezwanie do ożywiana naszych parafii, żeby stawały się — mimo masowości — autentycznymi wspólnotami, w których żaden człowiek, zwłaszcza zagubiony, cierpiący, nie będzie się czuł samotny. Drukowane w niej wyznania są pośrednimi oskarżeniami wielu (nie wszystkich!) naszych katolickich parafii, oskarżeniami pod adresem nie tylko księży, ale i świeckich katolików, oskarżeniami, na które zasłużyliśmy.

Pytałem, czy czasem wina nie leży także po stronie niektórych autorów tych świadectw. Zachęcamy przecież do czytania Pisma Świętego i do głębokiego przeżywania spotkania z Chrystusem w Eucharystii, mamy rekolekcje, różne ruchy odnowy chrześcijańskiej, bywają kazania, w których się nie moralizuje, ale zwiastuje Dobrą Nowinę. Rozumiem i nie potępiam, że ktoś opuszcza Kościół katolicki, żeby radować się Panem, pełniej przeżywać wiarę. Milszy jest zapewne Panu gorliwy zielonoświątkowiec czy członek innego wolnego Kościoła niż rzymski katolik „ani zimny, ani gorący” (Ap 3,15), który „żyje, a jest umarły” (3,1). Jednak czy w tym odchodzeniu od własnego Kościoła nie ma czasem szczypty (nieświadomego) egoizmu? Chciałoby się powiedzieć: odkryłeś Zbawiciela, zostań więc, mimo trudności i przeciwności, w swoim Kościele, aby dzielić się tym odkryciem z innymi. Twój Kościół, Twoja parafia potrzebuje Ciebie! Pamiętasz tego Gerazeńczyka, którego Jezus uwolnił od ducha nieczystego? Chciał ze swoim Zbawicielem i Jego uczniami wsiąść do łodzi i odpłynąć z tej pogańskiej ojczyzny w dal, gdzie będzie mu tak dobrze z Panem Jezusem i apostołami, w małej wspólnocie przyjaciół… Jak zareagował Jezus? „Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą” (Mk 5,18–19). Siostro, Bracie, rozgłaszaj, nie w Dekapolu, ale w twojej katolickiej parafii, wszystko, co Jezus Ci uczynił, chociaż niektórzy będą się dziwili (5,20).

Uwierz, Bracie, Siostro, że możesz wzbogacić Twój rodzinny Kościół. Jak ja wierzę, że w tym Kościele, w którym się urodziłeś/urodziłaś i w którym wiele rzeczy słusznie Cię boli, możesz przeżyć wspaniałą przygodę spotkania z Jezusem. Mamy przecież takie świadectwa (znam ich mnóstwo!), także w książce Zmienione życie. Ktoś w niej wyznaje, że na obozie katolickiej wspólnoty charyzmatycznej Duch Święty zrodził w nim nowe życie. Pewna kobieta pisze: „Rekolekcje, na które chodziłam, nie powiedziały mi zbyt wiele o Bogu, ale pod koniec zaproszono uczestników do wspólnoty modlitewnej działającej przy parafii. Poszłam — i zostałam. Jestem tam już czternasty rok. Stopniowo Bóg wytłumaczył mi, że kiedy dałam Mu prawo do mojego życia, On uratował mnie, dając mi swego Ducha, który wlał we mnie Jego życie. Już nie muszę się starać zmieniać i zasługiwać na Jego miłość, bo wiem, że On mnie kocha. Pragnę z całego serca zmieniać się, abym była do Niego podobna, a On sam, przez swojego Ducha, leczy mnie i przemienia. To On działa”. On działa! Także w rzymskokatolickim Kościele, w katolickiej parafii czy grupie.

Nie piszę tego bezpośrednio pod adresem pana Wojciecha, za mało wiem o motywach jego odejścia i obecnym jego życiu religijnym. Szanuję jego sumienie, a więc także jego decyzję. Ufam, że chce szczerze służyć Panu Bogu i Jego Synowi, że poddaje się działaniu Ducha Świętego, że pragnie zwiastować Ewangelię, nie rozbijając wspólnot katolickich. I dlatego nie widzę przeszkód, abyśmy dzielili się słowem Bożym i wspólnie się modlili. Bywa ekumenizm łatwiejszy, bywa też trudniejszy. I ten drugi powinien szczególnie pociągać ambitniejszych chrześcijan.

Trudniejszy ekumenizm
ks. Michał Czajkowski

urodzony 3 października 1934 r. w Chełmży – polski duchowny katolicki, prezbiter archidiecezji wrocławskiej, profesor nauk teologicznych, biblista, specjalista w zakresie biblistyki Nowego Testamentu, ekumenista, były współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, by...