fot. adrien-delforge

Trybularz musi poczekać

Miałem takiego sekretarza w swojej pierwszej redakcji: przemiły i kulturalny pan Miecio, absolwent przedwojennego gimnazjum, co oznaczało poziom wyższy niż dyplom powojennej wyższej uczelni. Widział we mnie ofiarę własnej erudycji, którą musiał pokazywać codziennie, żeby z wdziękiem sanacyjnego dżentelmena uzasadnić swoją wyższość. Chyba chciał też udowodnić, że jest lepszy od tego gówniarza, który stoi na progu życia i kiedyś zajmie jego miejsce. Ale jeszcze nie dziś.– W którym roku była bitwa pod Salaminą? – atakował, nim zdjąłem kurtkę i usiadłem przy swoim biurku. Musiał całą noc myśleć nad pytaniami i nie mógł się doczekać.– 480 rok przed naszą erą – odpowiadałem bez namysłu, mając jeszcze w głowie historię starożytną z liceum.Pan Miecio przyjął mój return, wziął oddech australijskiego tenisisty Roda Lavera (bo to były jego czasy, a nie Rogera Federera) przed kolejnym serwisem i strzelił:
Zostało Ci jeszcze 84% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 01, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść