Twarz Boga

Kobiecość jest jedną wielką przypowieścią i jak każda przypowieść podlega interpretacji. Można widzieć w niej jedynie zagrożenie i sferę nieczystości, a można dzięki jej doświadczaniu dotknąć Boga, Jego wiekuistej potęgi i Bóstwa.

Z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Sprawcę. (Mdr 13,5)

Jako kobieta i teolog sięgam często po opracowania z nurtu teologii feministycznej. Niestety, odnoszę wrażenie, że wiele tych publikacji dotyczy raczej tego, co Biblia, Tradycja i klasyczna teologia mówią o kobiecie i czy jest to słuszny obraz, a zagubiło podstawowe pytanie swojej dziedziny: Kim jest Bóg? Nie ukrywam, że właśnie to odkrycie rozczarowało mnie do części teologii feministycznej, a jednocześnie zainspirowało do postawienia pytania: Co ja, jako kobieta, mówię o Bogu? I to nie tyle językiem, ile swoim sposobem przeżywania człowieczeństwa.

Problem, który się tu nasuwa jako pierwszy, to kwestia istnienia podstaw teologicznych do tego typu poszukiwań. Przecież Bóg nie ma płci, w jaki więc sposób może o Nim mówić kobiecość lub męskość? Warto sięgnąć do opisu stworzenia człowieka. Czytamy w nim: „Stworzył więc Bóg człowieka, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27). Tekst jest nasycony wieloma wątkami teologicznymi, ale chciałabym skupić się na jednym. Autor natchniony, pisząc o Bożym obrazie w człowieku, nie pisze: „mężczyznę lub niewiastę”, ale używa łącznika: „mężczyznę i niewiastę”. Sugeruje to, że pełnia Bożego obrazu w człowieczeństwie wyraża się na drodze wzajemnego dopełnienia się męskości i kobiecości, a także, że oba te sposoby przeżywania człowieczeństwa są objawieniem wiekuistej potęgi i bóstwa Stwórcy – jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian. Skoro tak, to co za pośrednictwem kobiecości objawia o sobie Bóg?

Pytanie dotyczy bardzo szerokiego zakresu tematów, a więc z konieczności muszę dokonać wyboru. Bliskie jest mi stwierdzenie św. Tomasza z Akwinu, że łaska buduje na naturze, dlatego skupię się na analizie jedynie fizjologicznych aspektów kobiecości. Zrobię tak również po to, aby uniknąć zarzutu, że uznanie przeze mnie za specyficznie kobiece niektórych cech psychicznych jest wynikiem wpływu kultury, w której zostałam wychowana.

Niezmienna zmienność

Pierwszą rzucającą się w oczy różnicą pomiędzy kobietą a mężczyzną jest cykliczność przeżywania swojej cielesności. Dotyczy ona nie tylko sfery fizycznej, ale ma także wpływ na postrzeganie rzeczywistości – poziom odpowiednich hormonów powoduje zmiany nastroju, możliwości intelektualnych oraz szybkości reagowania na bodźce. Można powiedzieć, że kobiety żyją na huśtawce, a właściwie, że same są tą huśtawką, której wychylenie dokonuje się samo, bez bodźców przychodzących z zewnątrz, i dzieje się to w miarę regularnie przez znaczną część ich życia. Rodzi się pytanie: która z tych dwóch twarzy mnie jednej jest prawdziwa? Jaka jest moja tożsamość jako człowieka?

Dzięki swojej zmienności kobieta jest z natury otwarta, ponieważ poszukuje punktu odniesienia, który pozwoli określić jej tożsamość. Może go znaleźć albo w drugim człowieku, albo w swoim wnętrzu, szukając w nim głębszego wymiaru niż fizyczność czy psychika. Uwrażliwia to kobietę na duchowy aspekt rzeczywistości, a także ułatwia odkrycie i przyjęcie prawdy o istnieniu Boga. Skoro kobieta ze swej natury jest zmienna, a jednocześnie, aby funkcjonować, potrzebuje stabilizacji, to jest dla niej oczywiste, że powinien istnieć stały punkt odniesienia. Tym samym kobiece doświadczenie cykliczności ciała mówi jej o dwóch podstawowych prawdach: istnieje we mnie pewien głębszy niż ciało i psychika wymiar, a przyjęcie tej prawdy może prowadzić do odkrycia, że istnieje Ktoś, kto stanowi niezmienny punkt odniesienia, niezbędny dla określenia przeze mnie mojej tożsamości.

Poszukiwanie stabilności jest także jednym z powodów tego, że kobieta intuicyjnie rozumie, czym jest relacyjność i że zakłada ona miłość. Ponieważ kształtowanie się tożsamości kobiety w o wiele większym stopniu niż w wypadku mężczyzny opiera się na spotkaniu z drugą osobą, może to powodować zagubienie prawdy o sobie, swoistą społeczną mimikrę. Jednak jeśli jest to spotkanie dokonujące się w miłości, pozwala ono kobiecie na odnalezienie jej prawdziwej twarzy. Przyczyna jest prosta: miłość „nie szuka swego”, a więc nie zmusza kochanej osoby do nakładania maski, a wręcz przeciwnie – szuka jej „nagiej” osobowości i, co może nawet istotniejsze, akceptuje ją. Doświadczenie spotkania w miłości jako przestrzeni odnajdywania już nawet nie tyle prawdy o sobie, ile siebie, daje wgląd w tajemnicę Trójcy, zwłaszcza w fakt, że mająca tam miejsce wymiana możliwa jest tylko w agape.

Eucharystia ciała

Stanem, którego doświadcza większość kobiet i do którego jest przystosowany organizm każdej, jest ciąża. Jest to doświadczenie fizycznego dzielenia się sobą: ciałem i przeżyciami, z drugą, całkowicie ode mnie zależną, osobą. Drugi w tej relacji potrzebuje mnie, aby przetrwać, ponieważ jesteśmy ze sobą zespoleni fizycznie. Moja śmierć oznacza jego śmierć, na jego kształtowanie się ma wpływ to, co jem, co piję, czym oddycham, a także uczucia, których doświadczam. Reakcje emocjonalne matki na określone dźwięki, sytuacje, dotyk konkretnych osób uczą zespolone z nią dziecko rzeczywistości, w którą ono ma wejść. Między ciałem i psychiką matki a ciałem i psychiką dziecka odbywa się nieustanna wymiana. Organizm kobiety karmi, oczyszcza i leczy dziecko, jednocześnie stanowiąc dla niego bezpieczne i stabilne środowisko. Kobieta jest uzdolniona do dawania siebie, aż do daru z własnego ciała i krwi. Co istotne – daru dobrowolnego, odbywającego się w sposób tak dla niej oczywisty, że niezauważalny. Matka nie może tego nie czynić, jest to wpisane w naturę macierzyństwa.

To doświadczenie odnajduje swój odpowiednik w eucharystii. Ciało i Krew Boga stają się pokarmem ludzi. Jeśli posłużymy się jako analogią do zrozumienia tego faktu opisanym powyżej obrazem, to, po pierwsze: uda nam się uniknąć oskarżenia Boga o zachęcanie nas do kanibalizmu, po drugie: uderzająco jasna stanie się dla nas głębia więzi zawiązującej się między wiernymi a Chrystusem, a także między nimi nawzajem. To, czym żyje Chrystus, staje się udziałem tych, którzy są z Nim w komunii. Czytelne stają się także skutki uczestnictwa w sakramencie ołtarza: umocnienie (karmienie), oczyszczenie i uzdrowienie – po prostu zaczyna w nas płynąć Jego Krew.

Krzyż – cierpienie dające życie

Zakończeniem ciąży jest poród. Jest to doświadczenie długotrwałego bólu o wysokim natężeniu, niektóre kobiety mówią o uczuciu umierania i poczuciu, że to się nigdy nie skończy, ale pierwszy krzyk i widok dziecka zaciera wspomnienie cierpienia, choć nie usuwa go całkowicie. Do tego obrazu odwołuje się zresztą Jezus w swojej mowie w Wieczerniku: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził” (J 16,21). Słowa te wypowiedziane zostały nie tylko w kontekście zapowiedzi śmierci, ale nade wszystko zmartwychwstania. Dlaczego Jezus sięgnął po ten właśnie obraz? Otóż zarówno w porodzie, jak i w sytuacji Chrystusa mamy do czynienia z doświadczeniem pewnego zdeterminowania (skoro jest ciąża, musi nastąpić poród – Syn Boży wcielając się, wydaje się w ręce ludzi i pozwala im postąpić z sobą tak, jak tego pragną) i pozytywnego ujęcia cierpienia – drogi do życia.

Sam poród jest też doświadczeniem olbrzymiej bezradności i potrzeby pomocy ze strony innych a jednocześnie całkowitej samotności związanej z faktem, że nikt za matkę nie jest w stanie urodzić. Jest to także doświadczenie utraty, osłabienia więzi i to doświadczenie będzie od tego momentu nieustannie kobiecie towarzyszyć, gdyż jej relacja z dzieckiem będzie wymagała od niej dawania siebie, ale tylko po to, by ono mogło się coraz bardziej usamodzielniać, a tym samym stawać się kimś coraz bardziej od niej odrębnym. Pierwotna, zdeterminowana fizycznością jedność ma być zastąpiona dobrowolną jednością, zrodzoną z odpowiedzi dziecka na ofiarowany mu dar. Wymiana darów ma przejść na poziom, w którym będzie się ona odbywała w wolności, a ta z kolei obejmuje także możliwość braku odpowiedzi. Jest to analogia doświadczenia Krzyża – ofiarowany z miłości i w miłości dar, związany z doświadczeniem bezradności, samotności i opuszczenia, który umożliwia obdarowywanemu osiągnięcie wolności, jednocześnie dopuszczając możliwość, że obdarowywany odrzuci proponowaną relację.

Miłosierdzie

Przez pierwsze miesiące życia dziecka kontakt między nim a matką polega na empatii, gdyż dziecko posiada jeszcze bardzo mały zakres środków wyrażania swoich potrzeb. Matka uczy się więc cierpliwie swojego dziecka. Wymaga to wyczulenia na najmniejsze zmiany w zachowaniu, mimice czy barwie głosu. Staje się ona ponadto służką tego małego człowieka i, nawet jeśli nie karmi go naturalnie, plan jej dnia zostaje podporządkowany ustalającemu się rytmowi funkcjonowania noworodka.

W tej rzeczywistości możemy znaleźć obraz Bożego miłosierdzia – Bóg staje się sługą człowieka ze względu na jego słabość. Aby człowiek mógł wzrastać i dojrzewać, Bóg umniejsza samego siebie i podporządkowuje się rytmowi dojrzewania danej osoby. Nie na darmo biblijne pojęcie miłosierdzia w swoim pierwotnym znaczeniu oznaczało wnętrzności, łono matki (rahamim) i w Starym Testamencie właśnie relacja między matką a dzieckiem była przykładem relacji najtrwalszej i pełnej czułości: „Czyż niewiasta może zapomnieć o swoim dziecięciu, ta, która kocha syna swego łona?” (Iz 49,15a).

* * *

Kobiecość jest jedną wielką przypowieścią i jak każda przypowieść podlega interpretacji. Można widzieć w niej jedynie zagrożenie i sferę nieczystości, a można dzięki jej doświadczaniu dotknąć Boga, Jego wiekuistej potęgi i Bóstwa. Wszystko zależy od czystości spojrzenia tego, który patrzy, i od tego, na ile klarowny jest przedstawiony obraz. Co ciekawe, im czystsze spojrzenie, tym obraz sam w sobie także staje się klarowniejszy – niesamowita pewność własnej wartości pobrzmiewa w słowach Oblubienicy z ósmego rozdziału Pieśni nad pieśniami: „Murem jestem ja, a piersi me są basztami, odkąd stałam się w oczach jego jako ta, która znalazła pokój” (Pnp 8,10). Całe bogactwo świadectwa o Bogu zawarte w kobiecości, aby się ujawnić, potrzebuje zaledwie spojrzenia. Spojrzenia, które je dostrzeże i będzie potrafiło uszanować.

Twarz Boga
Elżbieta Wiater

urodzona w 1976 r. – dziennikarka, historyk i teolog, autorka licznych artykułów i książek. Studiowała historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i teologię na Polskiej Akademii Teologicznej, obecnie pisze doktorat z teologii...