Ucieka przed wolnością

Ucieka przed wolnością

Mój drogi Kasjelu,

rozumiem, że niepokoisz się lekturami, które ostatnio znalazły się pod ręką Twojego podopiecznego. Wiem również, że robisz wszystko, co w Twojej mocy, aby spotkania z jego przyjacielem deterministą nie wywierały nań aż takiego wpływu. Zgadzam się też całkowicie, że najtrudniej jest przekonać naszych ludzkich przyjaciół, iż są wolni, i jednocześnie, iż jest to pierwsza prawda, w którą muszą uwierzyć, aby zacząć żyć i być szczęśliwi. Obawiam się jednak, że zabierasz się do przekonywania o tym swojego podopiecznego od zupełnie przeciwnej strony, niż powinieneś.

Czy naprawdę myślisz, że ludzie najpierw czysto rozumowo poznają prawdę i ewentualnie tworzą teorię, która pomaga im przełożyć ją na życie? Mój drogi Kasjelu, oni najpierw żyją, a później z tego, czego doświadczają i co robią, tworzą teorię, która albo jest zgodna z prawdą, albo nie. Im lepiej żyją – tym teoria jest prawdziwsza. Im gorzej się prowadzą, tym teoria jest bardziej błędna, choć czasem przekonująca i intelektualnie spójna. Na tym przecież polega to, co ich moraliści nazywają racjonalizacją.

Jeśli zgodnie z logiką masz ochotę spytać mnie teraz, jak jest możliwe utworzenie nieprawdziwej teorii, skoro sama Prawda dała im się już poznać – przyjrzyj się Twojemu podopiecznemu. I zapamiętaj koniecznie na przyszłość: logika nie jest czymś, co może ich zniewolić w myśleniu czy działaniu. Czy rzeczywiście jesteś przekonany, że teorie głoszące, iż Twój podopieczny nie jest wolny, pociągnęły go do siebie czysto intelektualnie, i że czysto intelektualnie zastanawia się on obecnie nad ich mocnymi i słabymi stronami? Czy serio liczysz na to, że przyjmie sposób postępowania uzależniony od tego, do czego dojdzie na drodze rozumowej? Myliłbyś się bardzo, gdybyś tak myślał.

Zastanów się raczej, dlaczego Twój podopieczny zaczął uważać się za kogoś zdeterminowanego przez wszystko, co tylko możliwe: geny, środowisko, szkołę, status społeczny, kolegów, skłonności biologiczne, układ polityczny, wielkie korporacje i media oczywiście.

Przypominam sobie ten straszliwy dzień w raju, kiedy ich rodzice zdecydowali się na nieposłuszeństwo wobec Boga. Przekroczyli zakaz, aby zademonstrować swoją wolność, czyli niezależność wobec Stwórcy. Kiedy zaś chcieli usprawiedliwić swój czyn, zaczęli odmawiać sobie samym wolności, wskazując na tych, którzy rzekomo mieli im tę wolność wyboru ograniczyć: „wąż mnie zwiódł”, „ona podała mi owoc”. Woleli uciekać przed wolnością, niż zgodzić się na odpowiedzialność.

Twój podopieczny postępuje tak samo. Nie dlatego ucieka przed wolnością, że racjonalnie uważa, iż wolność nie istnieje, ale dlatego, że czuje się czemuś winny i jest przekonany, że ucieczka przed wolnością będzie najkrótszą drogą ucieczki przed odpowiedzialnością. On nie jest intelektualnym deterministą – raczej smutnym człowiekiem, przekonanym, że coś ciągle mu się nie udaje, i zrobi wszystko, żeby nie musieć powiedzieć, że nie powodzi mu się z powodu jego grzechu czy słabości – z jego winy po prostu. Musi znaleźć tysiąc obiektywnych powodów, które będą winne temu, iż mu nie wychodzi. Jeśli nie znajdzie szczegółowych usprawiedliwień albo jeśli porażek będzie za dużo, aby dla każdej szukać jednostkowego usprawiedliwienia, to stanie się deterministą, tzn. kimś, kto głosi, że nie ma takiej możliwości, aby coś się mu w życiu udało, bo przecież istnieją: geny, patologiczna rodzina, nieprzekraczalne uwarunkowania psychofizyczne i na koniec jeszcze ślepy los oraz przypadek.

Jeśli chcesz uchronić Twojego podopiecznego przed determinizmem, nie zajmuj się jego przyjacielem deterministą, ale jego przyjacielem pesymistą. To on właśnie, wmawiając mu ciągle, że w życiu zazwyczaj nic się nie osiąga, a jak już, to i tak przypadkiem, jest główną przyczyną jego ucieczki od wolności. Pesymizm, smutek a nade wszystko niezadowolenie z siebie nie jest skutkiem, lecz przyczyną tego, że Twój podopieczny chętnie przyzna, iż nic od niego nie zależy. Jeśli bowiem tak się rzeczy mają, to przynajmniej on sam nie jest niczemu winien. Problem polega tylko na tym, że każdy grzech czy słabość, które są przyczynami ich niepowodzeń, mogą być przebaczone i przekroczone i jeszcze do tego nasz Pan wyprowadzi z nich dobro. Jeśli jednak Twój podopieczny uzna, że źródłem jego smutków nie są jego własne grzechy i słabości, ale ślepa konieczność, to rzeczywiście – niewiele da się zrobić. Co prawda będzie mógł powiedzieć, że jest niewinny, skoro nie jest wolny, będzie jednak strasznie smutny. Przed tym smutkiem, który zaprowadzić może do rozpaczy, musisz go chronić za wszelką cenę.

Zacznij od języka. Nie wiem, czy zauważyłeś, że Wydział Filologiczny utworzony przez naszych upadłych braci odnosi ostatnio niezwykłe sukcesy na polu zmiany pierwszej osoby liczby pojedynczej w wypowiedziach naszych podopiecznych na formy bezosobowe. Przyjrzyj się, jak rzadko Twój człowieczy przyjaciel, robiąc rachunek sumienia, mówi po prostu: „zrobiłem to”, „nie zrobiłem tamtego”. Zazwyczaj stwierdza: „stało się to i to”, „nie udało się zrobić tego i tego”, „wydarzyło się tamto”, „tak się złożyło, że”. Widzisz różnicę? Już na poziomie języka rezygnuje z pierwszej osoby i osobowej formy czasownika – czyli ze swojej roli we własnym życiu. Przed tym musisz go chronić. Po prostu naucz go na powrót mówić w pierwszej osobie. I zapamiętaj, proszę, na przyszłość, że język jest jednym z największych pól bitewnych, na którym toczymy walki z wrogami naszych podopiecznych, a naszymi upadłymi braćmi. Jeśli pomimo wszystko Twój ludzki przyjaciel będzie ciągle uciekał przed wolnością, twierdząc, że co prawda on właśnie zrobił to i to, ale okoliczności były niesprzyjające dobrym wyborom, postaraj się mu pokazać absurdalność tego typu usprawiedliwień. To mniej więcej tak, jakby parasol zaczął się usprawiedliwiać, że co prawda przemókł, ale to dlatego, że padał deszcz. Cały dowcip polega na tym, że parasol służy do ochrony przed deszczem, a wolna wola do wybierania dobra w niesprzyjających okolicznościach. Jeśli przekonasz o tym Twojego podopiecznego, znowu zacznie się uśmiechać.

Modlę się za Was przed tronem naszego Pana

Twój starszy brat Zeruel

Ucieka przed wolnością
Janusz Pyda OP

urodzony w 1980 r. w Lublinie – dominikanin, absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim i teologii w Papieskiej Akademii Teologicznej, kaznodzieja, ceniony rekolekcjonista, duszpasterz, członek...