Umrzeć z miłości

Jedną z najpiękniejszych nauk księdza Jerzego, którą wziąłem sobie do serca, było jego wyjście w mroźną Wigilię stanu wojennego z opłatkiem i barszczem do zziębniętych żołnierzy.

Księdza Jerzego poznałem u świętej Anny, gdzie powierzono mu zorganizowanie duszpasterstwa dla średniego personelu medycznego. Na pierwsze spotkanie przyszła jedna osoba, pielęgniarka Elżbieta Morawska. Jerzy zupełnie się tym nie zraził. Opowiadałem mu wtedy o Rodzinie Rodzin, w której działałem od lat i w której program wpisano służbę Bogu i Ojczyźnie. Nie prowadziliśmy ze sobą zbyt wielu długich rozmów, jakby nie było nic do wyjaśniania. Jerzy zawsze był w biegu, otoczony przez potrzebujących jego słowa, rady, wstawiennictwa. Podobnie pojmowaliśmy służbę kapłana. Mieliśmy tych samych mistrzów. Byliśmy z jednej szkoły – Prymasa Stefana Wyszyńskiego i prałata Teofila Boguckiego, proboszcza parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu.

Prymicyjny obrazek

Zostało Ci jeszcze 91% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

||
Wyczyść

Zaloguj się