W katakumbach

W katakumbach

Byłem niedawno na Zakarpaciu. To najdalej wysunięty na zachód skrawek Ukrainy, wciśnięty między Polskę, Słowację, Węgry i Rumunię, zamieszkany przez wieloetniczną i wielowyznaniową ludność, od wieków żyjącą ze sobą w pokoju. Przez wieki ziemie te należały do Korony Węgierskiej, po I wojnie światowej przyłączono je do Czechosłowacji, natomiast w 1944 roku wcielono je do ZSRR.

Spotykałem się tam z greckokatolickimi księżmi, którzy w czasach komunistycznych działali w Kościele katakumbowym. Większość z nich była potajemnie wyświęcona przez biskupa Aleksandra Chirę, którego mogiłę odwiedziłem swego czasu w Karagandzie na północy Kazachstanu. Od jednego z owych podziemnych kapłanów dostałem relikwie błogosławionego Teodora Romży, zakarpackiego ordynariusza zamordowanego w 1947 roku przez NKWD. Miałem też okazję od naocznych świadków wysłuchać wielu opowieści o niezwykłych przygodach ukrywających się kapłanów. Zwłaszcza jedna z historii utkwiła mi w pamięci.

Rzecz dotyczyła księdza Petro Orosa, który w momencie wkroczenia Sowietów na Zakarpacie liczył 27 lat. Po oficjalnym zlikwidowaniu Kościoła greckokatolickiego w diecezji mukaczewsko– –użgorodzkiej, co nastąpiło w roku 1949, ksiądz Oros przez cztery lata w ukryciu niósł posługę duszpasterską góralom z Karpat. Milicja i NKWD przez długi czas robiły na niego obławy, wyznaczyły nawet nagrodę za pomoc w jego schwytaniu – wszystko na próżno.

Pewnego razu funkcjonariusze wpadli na pomysł zorganizowania zasadzki. Namówili pewnego chłopa, który był zarazem agentem bezpieki, żeby udawał śmiertelnie chorego. Jego żona miała po wsi roznieść wiadomość, że jej mąż umiera i pilnie potrzebuje ostatniego namaszczenia. W domostwie tymczasem zaczaili się enkawudziści, licząc na to, że kiedy informacja dotrze do księdza, ten niechybnie się zjawi i wpadnie w zastawione sidła.

Rzeczywiście, kiedy Oros dowiedział się o śmiertelnie chorym, pragnącym pojednania z Bogiem, natychmiast wyruszył w drogę. Zbliżał się już do zabudowań, kiedy nagle usłyszał przeraźliwy krzyk. Drzwi domu gwałtownie się otworzyły, wypadła z nich żona chłopa i zaczęła wrzeszczeć: – Mój mąż umarł! Był zupełnie zdrowy, położył się do łóżka i nagle umarł!… Słysząc te słowa i widząc wychodzących z różnych zakamarków gospodarstwa pochowanych dotąd ludzi, duchowny odwrócił się i szybko odszedł.

Nie ominęła go jednak męczeńska śmierć. Ksiądz Petro Oros zamordowany został w sierpniu 1953 roku (już po śmierci Stalina) strzałem w tył w głowy przez miejscowego milicjanta, kiedy modlił się, klęcząc przed przydrożnym krzyżem. Władze, obawiając się, że jego grób może stać się nowym miejscem kultu, pochowały go potajemnie, zakopując ciało pod garażem naczelnika milicji w Irszawie. Przez 39 lat miejsce pochówku kapłana okryte było najgłębszą tajemnicą. Tylko drzewa wokół garażu zaczęły nagle rosnąć w dziwny sposób, pochylając się wszystkie nad jednym miejscem.

W katakumbach
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów.W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...